KOSZYKÓWKA. I LIGA MĘŻCZYZN. Sokół wygrał z Krosnem czwarty ligowy mecz z rzędu i przerwał zwycięską passę Miasta Szkła, które w tym sezonie przegrało po raz pierwszy!
Dwie czołowe drużyny I ligi, najlepszy atak ligi (Krosno), kontra najlepsza obrona (Sokół), brat przeciwko bratu i wreszcie derby Podkarpacia – w takim pojedynku nie mogło zabraknąć emocji! W szczelnie wypełnionej hali przy ul. Bursaki w Krośnie kibice oglądali świetne widowisko, zakończone zwycięstwem gości, którzy jako pierwsi w tym sezonie znaleźli sposób na pokonanie Miasta Szkła.
Mimo, iż faworytem derbów byli gospodarze, w Krośnie z dużym respektem, a jednocześnie pełną mobilizacją, podchodzono do rywalizacji z ekipą Dariusz Kaszowskiego. Miejscowi w pamięci mieli bowiem doskonale finisz poprzedniego sezonu, kiedy to właśnie ekipa z Łańcuta zamknęła im drogę do wielkiego finału, wygrywając m.in. dwa półfinałowe pojedynki w Krośnie. Nic więc dziwnego, że gospodarze chcieli wyrównać rachunki.
Kto zbierał, ten… przegrywał
W mecz lepiej „weszli” przyjezdni, którzy w pewnym momencie osiągnęli nawet 6 „oczek” przewagi (17:23) ale nie zdołali jej utrzymać do końca inauguracyjnej partii. Spora w tym zasługa Dariusza Oczkowicza. Kapitan gospodarzy grał jak w transie, zdobywając w pierwszych 10 minutach aż 13 punktów, pudłując tylko 2 rzuty. Tuż przed końcem I kwarty, na parkiecie pojawił się Wojciech Pisarczyk, który po ponad rocznej przerwie, ponownie przywdział strój krośnieńskiej drużyny. Dzięki temu kibice mogli wczoraj obejrzeć braterski pojedynek, bowiem w barwach Sokoła występuje Tomasz Pisarczyk. To właśnie dwa celne osobiste nowego/starego gracza Miasta Szkła doprowadziły do remisu po pierwszej odsłonie (26:26). Miejscowi poszli za ciosem i na początku kolejnej części gry, po rzucie Michała Barana, po raz pierwszy od dłuższego czasu wyszli na prowadzenie (28:26). Twarda walka punkt za punkt trwała do końca pierwszej połowy, która ostatecznie padła łupem. W 19 min, przy stanie 40:37, dwie celne „trójki” odpalili goście (Fortuna, T. Pisarczyk) i to Sokół ponownie przeważał, dowożąc skromne prowadzenie do przerwy (42:44). Ciekawostką pierwszej połowy jest fakt, że w zbiórkach gospodarze wprost zmiażdżyli rywala (22-10), a mimo to po pierwszej połowie górą byli goście. Pomogła im w tym z pewnością znakomita skuteczność w rzutach za 3 punkty (57,1 proc. Sokoła, przy 33,3 proc. Miasta Szkła).
Defensywa kluczem do zwycięstwa
Po długiej przerwie Sokół ponownie latał wysoko (42:50), a z decyzjami arbitrów nie pierwszy raz w tym spotkaniu nie mógł pogodzić się Michał Baran. – Robią z meczu szopkę! – grzmiał trener Miasta Szkła tuż po tym, jak sędziowie ukarali go przewinieniem technicznym. Emocje rosły z każdą sekundą. Chwilę później „techniczny” ukarany został z kolei Jerzy Koszuta, a niesportowym faulem Krzysztof Jakóbczyk. Mimo tego, goście nadal trzymali gospodarzy na dystans kilku punktów (47:56). W niepokonanej dotąd ekipie z Krosna zaczęło się robić nerwowo. Nerwów nie brakowało także po drugiej stronie, zwłaszcza że od 27. min goście musieli sobie radzić już bez Macieja Klimy (5 fauli). Radzili sobie jednak nadspodziewanie dobrze i nie dość, że nie stracili przewagi, to jeszcze ją powiększyli (59:69 w 34. min). To właśnie twarda defensywa, najlepsza w lidze była, kluczem do wczorajszego sukcesu Sokoła, który wygrał czwarty z rzędu ligowy mecz z Krosnem (trzy w półfinale play-off 2014/2015 oraz wczoraj), w tym trzeci kolejny w jego hali. – Cieszę się, że jako pierwsi w tym sezonie zdobyliśmy halę w Krośnie. Niesamowite spotkanie, myślę że oglądało się bardzo fajnie, bowiem nie brakowało dramaturgii. Zatrzymaliśmy zespół gospodarzy w obronie. To był kluczowy element, bowiem wszyscy doskonale zdają sobie sprawę, jaką siłę rażenia ma zespół z Krosna – mówił zadowolony Dariusz Kaszowski, trener Max Elektro Sokoła Łańcut. – Ta porażka kiedyś musiała przyjść. Przyjście Wojtka Pisarczyka trochę wybiło pewność siebie u niektórych graczy. Trzeba oddać Sokołowi, że zagrał bardzo dobry mecz od pierwszej minuty. Wiedzieliśmy, że ich siłą są „trójki” i już do przerwy trafili ich aż osiem. Szkoda, że ta porażka przyszła w takim meczu, przy pełnych trybunach i wspaniałej atmosferze. Ale nie załamujemy się, nadal jesteśmy liderem i gramy dalej – dodał Michał Baran, trener Miasta Szkła.
MS Krosno 72
ME SOKÓŁ Łańcut 85
(26:26, 16:18, 17:19, 13:22)
MIASTO SZKŁA: Bręk 6, Oczkowicz 18 (3×3), Małgorzaciak 0, Rduch 5 (1×3), Dłuski 8 oraz W. Pisarczyk 14, Baran 6, Pełka 9 (1×3), Wyka 6
ME SOKÓŁ: Pławucki 2, Fortuna 8 (2×3), Koszuta 17 (3×3), Klima 10 (2×3), Jakóbczyk 23 (4×3) oraz Balawander 2, Czerwonka 2, Wrona 5, T. Pisarczyk 6 (2×3), Kulikowski 10.
Sędziowali: J. Kiełbiński, P. Baran, B. Kucharski. Widzów 1800.
Marcin Jeżowski
[print_gllr id=167091]


