Sondaże wyborcze – ufać czy nie?

65 procent polskiego społeczeństwa interesuje się wynikami sondaży prowadzonych przez badaczy opinii publicznej. Tylko co czwarty Polak jest zdania, że są one manipulowane i nie przedstawiają prawdziwych poglądów ludzi. Fot. Wit Hadło
65 procent polskiego społeczeństwa interesuje się wynikami sondaży prowadzonych przez badaczy opinii publicznej. Tylko co czwarty Polak jest zdania, że są one manipulowane i nie przedstawiają prawdziwych poglądów ludzi. Fot. Wit Hadło

Będzie druga tura czy nie będzie, Komorowskiemu wzdrygają słupki czy oklapują? Takich i temu podobnych pytań było wiele podczas tej nudnej kampanii prezydenckiej. Zachodzi znowu potrzeba odpowiedzi: jak to jest z tymi sondażami? Pamiętając, że sondażownie w ostatnich 10 latach pomyliły się aż trzykrotnie.

Większość naszego społeczeństwa interesuje się wynikami sondaży ogłaszanych przez badaczy opinii publicznej. Mniejszość jest zdania, że są one manipulowane i nie przedstawiają prawdziwych poglądów ludzi. Uchwycenie balansowania wyborców i zmienności nastroju respondentów, zwłaszcza w roku wyborczym stanowi nie lada wyzwanie dla ośrodków badawczych.

Opinia publiczna na pstrym koniu jeździ
Francuski socjolog Pierre Bourdieu zauważył, że opinia publiczna nie istnieje: „Podstawowy cel sondażu to: stworzyć ideę, że istnieje jednomyślna opinia publiczna, a więc legitymizować daną politykę i wzmocnić stosunek sił, który ją tworzy lub umożliwia”. Niemiecka socjolog Elisabeth Noelle-Neumann sformułowała teorię spirali milczenia na początku lat 70. Ludzie starają się poznać rozkład opinii publicznej, a zwłaszcza dominujący „klimat opinii”, czyli co sądzi większość”.

Obywateli czy wyborców zastanawia pytanie: „a czemu mnie nigdy nie wybrano do badania?” Georgie Gallup, założyciel najbardziej prestiżowego ośrodka badania opinii publicznej na świecie mawiał: „szybciej trafi Cię piorun niż znajdziesz się wylosowanej próbie do naszych badań”. Wśród „niedowiarków” pojawił się Władysław Bartoszewski: „Za długo na tym świecie żyję, żeby ślepo wierzyć przedwyborczym sondażom. Dlaczego ani ja, ani moja żona, ani mój syn, ani nikt z moich znajomych w ciągu piętnastu lat nie dostąpił tej łaski bycia zapytanym przez szanownych ankieterów, jakie są nasze preferencje polityczne? Nie wszyscy jednak dorośli do badań. W Stanach Zjednoczonych zadano ankietowanym pytanie: „Czy uważasz, że Statut Spraw Publicznych dobrze spełnia swoją funkcję?” Przeszło 30 proc. respondentów sformułowało odpowiedź na tak, pomimo że taki statut jeszcze nie powstał.

Błędy sondażowe popełniane są za granicą na Zachodzie (Francja, Włochy, Wielka Brytania) i na Wschodzie (Białoruś, Ukraina). Obserwujemy również bardzo radykalne działania i zakazy robienia sondaży, tak jak to ma miejsce w Iranie, w Chinach, na Kubie czy Korei Północnej. Fałszowanie danych i dostarczanie informacji Gallupowi to były zarzuty dla irańskich badaczy, których w 2003 r. skazano na długoletnie kary więzienia za opublikowanie wyników sondażu, z którego wynikało, że trzy czwarte mieszkańców Teheranu chce współpracy z USA.

Socjolodzy zaangażowani politycznie
Poglądy polityczne socjologów nie były jednostronne i wymykały się jednoznacznej ocenie. Występowali przedstawiciele nauk społecznych, którzy gloryfikowali i uwierzyli w panujący system, ale byli też tacy, którzy nie godzili się na zastane porządki, często mając problemy w pracy. Byli badacze posiadający własną autonomię, oportuniści i nadgorliwcy leninowsko – marksistowscy. Kazimierz Staszewski, wieloletni student socjologii na UW wspomina: „Metodologię wykładał mi najlepszy z najlepszych – nieżyjący już profesor Stefan Nowak. Panie profesorze, to co, wojna? My do niego dzień po ogłoszeniu stanu wojennego. Dla mnie wojna zaczęła się 17 września 1939 i trwa do dziś – on nam na to”.

Od 1958 r. działał przy Radiokomitecie Ośrodek Badania Opinii Publicznej. Badań ponoć mieli nie fałszować, tylko co najwyżej owinęli swoje często niezbyt miłe dla władz wyniki jakimiś optymistycznymi wynikami. Po wprowadzeniu Stanu Wojennego działał Zespół Partyjnych Socjologów przy KC PZPR, którzy parali się dyrektywami dla socjologów. W roku 1982 interesujący się sondażami gen. Wojciech Jaruzelski, powołał do życia rządową placówkę badawczą – Centrum Badania Opinii Społecznej. Pod przywództwem Stanisława Kwiatkowskiego, który był zdania, że badania opinii publicznej zawsze będą narzędziem władzy. Rządzący w połowie lat 80-tych, mogli się dowiedzieć, że społeczeństwo jest opozycyjne w kilku procentach. W roku 1988 informowano natomiast w gazetach, że społeczeństwo jest za likwidacją Stoczni Gdańskiej. Co trzeci ankieter należał do PZPR, do tego często respondentami byli znajomi z bliskiej opcji, a struktura opierała się na wojskowych pracowniach psychologicznych. Przed wyborami w roku 1989 CBOS zadał pytanie – „na kogo chcą głosować?”. Jedną z możliwych opcji była odpowiedź: „na najlepszego kandydata”. Co zinterpretowano jako na nas – rządzących.

Badacz klasy robotniczej L. Gilejko rozpamiętywał sytuację, w której prowadził badania robotników 1977 r. Pojawiły się donosy do Komitetu Centralnego ze strony dyrektorów przedsiębiorstw czy sekretarzy partii. Dzwoniono i informowano, że „przyszli jacyś i pytają się o strajki”. Uzyskał zgodę na dalsze badania, pod warunkiem, że pierwsze o wynikach dowie się Komitet Centralny PZPR.

Przemiany ustrojowe istotnie wpłynęły na postrzeganie badań, autorów i socjologów, którzy je przedstawiają w środkach masowego przekazu. Wśród socjologów, którzy uczestniczyli w życiu politycznym lub też mieli istotny wpływ, wymieńmy m.in.:

– Jacek Kurczewski. Od 1991 do 1993 sprawował mandat posła z ramienia Kongresu Liberalno-Demokratycznego. Był wicemarszałkiem Sejmu.
– Piotr Gliński. Tworzył Partię Zielonych i działał w Wyborczej Koalicji Liderów Ekologicznych. W 1997 r. z list Unii Wolności kandydował bez powodzenia w wyborach parlamentarnych. Kandydat na premiera „rządu technicznego” Prawa i Sprawiedliwości.
– Tomasz Żukowski. Doradzał m.in. Obywatelskiemu Klubowi Parlamentarnemu i Akcji Wyborczej „Solidarność”. Od stycznia 2008 do kwietnia 2010 był doradcą prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
– Zdzisław Krasnodębski. W 2014 został członkiem rady programowej Prawa i Sprawiedliwości. W wyborach do Parlamentu Europejskiego uzyskał mandat eurodeputowanego VIII kadencji.
– Lena Kolarska-Bobińska posłanka do Parlamentu Europejskiego VII kadencji, od 2013 r. Minister nauki i szkolnictwa wyższego w rządzie Ewy Kopacz.
– Ireneusz Krzemiński. Na początku lat 90-tych należał do Kongresu Liberalno-Demokratycznego. Bez powodzenia w 1991 kandydował z listy tej partii do Sejmu RP.
– Paweł Śpiewak. Jako bezpartyjny kandydat, w 2005 został wybrany z listy Platformy Obywatelskiej do Sejmu RP.
– Janusz Czapiński. W wyborach w 2001 bez powodzenia ubiegał się o mandat senatora jako bezpartyjny kandydat z ramienia SLD-UP.
– Andrzej Zybertowicz. W 2014 został członkiem rady programowej Prawa i Sprawiedliwości. W wyborach do Parlamentu Europejskiego w tym samym roku startował  nie uzyskał mandatu posła.
– Jadwiga Staniszkis. Działaczka opozycji solidarnościowej. Doradzała związkowcom. W 1980 została zaproszona przez Międzyzakładowy Komitet Strajkowy w Gdańsku do udziału w negocjacjach ze stroną rządową. Sympatyczka braci Kaczyńskich i Prawa i Sprawiedliwości.
– Edmund Wnuk – Lipiński brał udział w pracach i obradach Okrągłego Stołu. Od 1989 do 1991 kierował zespołem doradców naukowych przy Obywatelskim Klubie Parlamentarnym.

Sondaże wokół zawirowań medialnych i politycznych
Większość (65%) naszego społeczeństwa interesuje się wynikami sondaży prowadzonych przez badaczy opinii publicznej. Tylko co czwarty Polak jest zdania, że są one manipulowane i nie przedstawiają prawdziwych poglądów ludzi. Do tej mniejszości zapewne docierają głosy typu: „bo próba była niewłaściwie dobrana”, „bo ankieta była tendencyjna i sugerująca”, „bo chwiejność i zmienność nastroju naszego społeczeństwa”, „bo ośrodki badań wyborczych dostaje kasę, za którą robią to, czego zainteresowani oczekują”. Np. w pytaniu: „Czy Polakom jest dobrze czy źle?”  – zależy kto przeprowadza badania. Kiedy wskaźnik ufności konsumenckiej GUS jest na minusie, to oznacza, wśród ankietowanych osób przeważały te niezadowolone z życia i sytuacji gospodarczej. Z kolei robione w tym samym czasie badania internetowe firmy AC Nielsen pokazały, że Polacy są jednym z najbardziej optymistycznych narodów Europy (wyprzedzamy m.in. Szwajcarów, Holendrów i Finów).

W większości badań i raportów pojawiających się w prasie czy telewizji, istotny jest brak wiedzy i nieustanne paradoksy. W kraju dowiedzieć się można między innymi, że ponad 60% respondentów nigdy nie słyszało o Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD), mimo to 46 % Polaków twierdzi, że członkostwo w niej przyniesie nam więcej korzyści niż strat. Uderzające jest przede wszystkim to, że aż 21 proc. Polaków nie pamięta nazwy żadnej partii. Ireneusz Krzemiński wnioskował: „kampania wyborcza nie jest potrzebna. Polacy wiedzą już, na kogo będą głosować. Polscy wyborcy trwają z uporem przy swoich preferencjach politycznych. Z góry wiedzą, na kogo zagłosują – najczęściej na tych samych polityków, których poparli w poprzednich wyborach. W polskich warunkach wybory są przede wszystkim rytualnym potwierdzeniem przez wyborców ich stałych sympatii”.

Sondaże mogą unicestwić lub popularyzować kandydata na prezydenta. Sondażownie miały stać się nieformalnymi ośrodkami władzy, bo wpływają na losy wyborów. Podczas wyborów do Europejskiego Parlamentu w 2005 roku: PBS dawał Platformie Obywatelskiej 30%, ostatecznie dostała 24,1 %. CBOS przewidział zwykle nieoszacowanemu LPR-owi 8%, a ten dostał 15.92%. Za to ten sam ośrodek KPEiR dawał 5%, gdy ta ostatecznie dostał 0.8%. Według Pentora Samoobrona powinna mieć 23%, aby podczas wyborów skończyli na 10,78%. EOS Gallup Europe dawało przeważnie przeszacowanej w sondażach UW 2%, a partia dostała 7.33%.

Na temat tzw. „ustawianych sondaży” wypowiedział się Tomasz Żukowski podczas wywiadu:
– Czy zna pan przypadki ustawionych sondaży politycznych?
– Sądzę, że znam.
– Co to były za badania?
– Nie powiem, bo nie mam dowodów, tylko poszlaki, a poza tym nie chcę tracić czasu w sądowych poczekalniach. W każdej branży są lepsi i gorsi, bardziej i mniej uczciwi.

Jedna z bardzo głośnych wpadek wydarzyła się w 2006 r. 18 września 2006 CBOS prostował wyniki sondażu na temat korupcji wśród polityków. Badanie przeprowadzone na zlecenie Fundacji im. Batorego przeprowadził CBOS. Raport z badania opublikowano 5 września w siedzibie Fundacji. Z raportu wynikało, że za najbardziej skorumpowane partie respondenci uznali: PiS (35 proc. wskazań), Samoobronę (10 proc.), LPR (9 proc.), PO (9 proc.), SLD (8 proc.) oraz PSL (3 proc.). Winowajcą okazał się błąd informatyczny w trakcie prac obliczeniowych – spowodował przedstawienie nieprawdziwych danych na temat partii. Według prawdziwych danych na pierwszym miejscu znalazły się: Samoobrona i SLD (po 2,8 proc. wskazań), a na dalszych miejscach: PiS (1,47 proc.), LPR (0,94 proc.), PO (0,7 proc. wskazań) i PSL (0,1 proc.). PiS zostało przeproszone. Informacja o skorumpowanym PiS-ie to był tzw. hard – news. Natomiast przeprosiny pojawiły się np. w „Gazecie Wyborczej”  na stronie 9. Jednak medialni eksperci zdążyli na łamach prasy się wypowiedzieć i komentować („Badani postrzegają PiS jako partię rządzącą, więc obarczają ją odpowiedzialnością za sytuację”, „Zawsze tych, którzy aktualnie rządzą, obwiniamy o największe chciejstwo i brak czystości moralnej. Bo przecież odsunięte od władzy PiS nie miałoby takich możliwości jak teraz”, „Hasła PiS o walce z korupcją były fajne w kampanii wyborczej. Tak naprawdę jednak żadnej walki nie ma”).

Doradca polityczny Eryk Mistewicz rzuca podejrzenie na wynik kreowane przez sondaże: „kiedyś w kampaniach stawiano na bilbordy, dziś na publikowanie sondaży. To o wiele tańsza forma propagandy. Sondaż, potwierdzający najbardziej kpiącą z inteligencji odbiorcy tezę, można zamówić już za cenę dwóch – trzech billboardów”.

Problem pojawia się też z pracą ankietera w terenie.  Janusz Czapiński: „Jestem pewien, że jeżeli zapuka do drzwi zwolenników Radia Maryja, nikt mu nie otworzy. W rezultacie nie ma więc wyników z tej próby i nie wiemy czy ci ludzie w ogóle pójdą na wybory”.  Radosław Markowski: „Problem w tym, że ci, z którymi nie udaje się nam porozmawiać, wypadają z próby nie przypadkiem, lecz dlatego ze mają konkretne cechy. Dotyczy to często ludzi względnie młodych, wykształconych i aktywnych zawodowo. Takich, których trudno zastać w domu, którzy mają mało czasu”.

Coraz częściej także w Polsce, wraz z nadprodukcją badań społecznych gubimy się w tym, kto w społeczeństwie formułuje niezależne dziewicze opinie, a kto reaguje na podane przez media gotowce i na ile opinia taka staje się po prostu reakcją na wynik sondażu?

Jacek Żakowski niejednokrotnie zgłaszał uwagi odnośnie do błędów i manipulacji. Pojawił się problem badań związanych np. „Raportem Komisji Milera”. Jacek Żakowski pytał: – Co mieli na myśli goście z radia, nadając wynikom sondażu tytuł „Raport nie przekonał co drugiej osoby”? Równie dobrze mogli zapytać Polaków, czy ich przekonuje najnowszy program koreańskiej partii komunistycznej. Pod rozważania wziął publicysta skomplikowany i trudny w odbiorze raport, ponadto przedstawiany w ciągu dnia roboczego. Na zlecenie Polskiego Radia współpracujący z nim stale Instytut Homo Homini zapytał telefonicznie „reprezentatywną grupę Polaków”, „czy Pana/Pani zdaniem raport komisji Jerzego Millera ostatecznie wyjaśnia przyczyny katastrofy smoleńskiej?”. (…) Zanim badanie zostało wymyślone, zlecone, wykonane i opublikowane, można było ze stuprocentowym prawdopodobieństwem przyjąć, że ponad 80 proc. pytanych nie będzie miało bladego pojęcia, o czym mówią. (…) Gdyby sondaż dotyczył czyichś włosów na plecach albo tego, kto ma zgrabniejsze nogi – Kaczyński czy Komorowski – to bym się nie wściekał”.

Sokrates mawiał, ze gdyby ktoś w teatrze wezwał do powstania szewców, tylko oni by wstali. Tak samo kowali, tkaczy czy innych, stosownie do zawodu. Jeśli jednak wywołano by rozsądnych lub sprawiedliwych, powstaliby wszyscy. I największa to w życiu przeszkoda, że nierozumna większość uważa się za rozumną.

Autor jest doktorem socjologii, pracownikiem naukowym Politechniki Rzeszowskiej.

Krzysztof Prendecki

10 Responses to "Sondaże wyborcze – ufać czy nie?"

Leave a Reply

Your email address will not be published.