
pozostawia sporo do życzenia. Fot. Archiwum prywatne
– Lokal ma za mały metraż, na ścianach grzyb i nie jest ogrzewany – twierdzi Bartłomiej Kalinicz, który razem z rodzicami zamieszkuje lokal w budynku przeznaczonym do wyburzenia. – To nieprawda – odpowiada sekretarz gminy Mariusz Hebda. Sprawę wkrótce rozstrzygnie sąd.
Chodzi o budynek przy placu Wolności 3 w sąsiedztwie cerkwi. Do tej pory zamieszkiwało go pięć rodzin. W ramach projektu „Rewitalizacja Centrum Baligrodu”, na który gmina dostała zewnętrzne dofinansowanie, budynek ma zostać wyburzony. W związku z tym gmina, która jest jego właścicielem, nakazała lokatorom opuszczenie budynku i przeprowadzkę do lokali zastępczych. Przeprowadzili się wszyscy z wyjątkiem trzyosobowej rodziny Kaliniczów.
17 listopada 2020 r. rodzina otrzymała pismo urzędu gminy mówiące o tym, że w związku z koniecznością rozbiórki budynku lokatorzy do 31 grudnia mają zabrać wszystkie swoje rzeczy i opuścić lokal. W piśmie jest też informacja o lokalu zastępczym, który gmina wyznaczyła rodzinie do zamieszkania od 1 stycznia, lokal mieści się w budynku przy ulicy Kazimierza Wielkiego 49. W piśmie wójt powołuje się na odpowiednie zapisy Ustawy o ochronie praw lokatorów, mieszkaniowym zasobie gminy i o zmianie Kodeksu cywilnego.
„Tam nie pójdziemy”
Jak twierdzi Bartłomiej Kalinicz, lokal, jaki od gminy otrzymali, nie nadaje się do zamieszkania. – Lokal nie spełnia wymogów zawartych w ustawie, które mówią o tym, że na jedną osobę przypada 10 mkw. pokoju, na podłodze jego goły beton, a na ścianach grzyb. Mieszkanie nie nadaje się do zamieszkania, szczególnie dla mojej mamy, która jest osobą niepełnosprawną i potrzebuje opieki, bo zgodnie z orzeczeniem lekarskim, nie jest zdolna do samodzielnej egzystencji – mówi nam Bartłomiej Kalinicz. – Mam dyskopatię kręgosłupa, a z tego powodu problemy z poruszaniem się. Widziałam nowe mieszkanie, pokoje są malutkie, w jednym w kąciku wydzielona jest łazienka, ale nie ma bojlera, muszli toaletowej. Jesteśmy już starszymi ludźmi, chcemy się przenieść, ale nie do takich warunków – dodaje Alina Kalinicz.
Dotychczas zajmowanego lokalu w wyznaczonym terminie więc nie opuścili. 7 stycznia otrzymali z urzędu gminy kolejne pismo ponaglające do opuszczenia lokalu w nieprzekraczalnym terminie do 15 stycznia. W tym samym piśmie wójt wzywa rodzinę do stawiennictwa w urzędzie w celu podpisania umowy najmu na nowy lokal. Jest też informacja o tym, że jeśli rodzina w wyznaczonym terminie nie opuści zajmowanego lokalu, wójt skieruje sprawę do sądu. – 19 stycznia byłem u wójta, aby porozmawiać i dojść do porozumienia. To nie tak, że my nie chcemy się przenieść, chcemy jedynie, aby zgodnie z przepisami gmina zapewniła nam odpowiednie lokum, do tego na pewno nie pójdziemy – podkreśla nasz rozmówca.
Spór rozstrzygnie sąd
Rodzina lokalu nie opuściła, wójt skierował więc sprawę do sądu z wnioskiem o eksmisję lokatorów. W uzasadnieniu tej decyzji czytamy, że budynek, w którym mieszkają ze względu na zły stan techniczny należy rozebrać, a w jego miejscu w ramach projektu „Rewitalizacja Centrum Baligrodu” powstanie nowy obiekt. Gminie zależy na czasie, bo budowa nowego budynku musi zakończyć się do 31 listopada 2021 r., w przeciwnym razie straci unijne dofinansowanie. – Dalsze pozostanie pozwanych w przedmiotowym lokalu uniemożliwia powodowi (gminie Baligród przyp. red.) realizację robót budowlanych, a w konsekwencji narazi go na ogromne szkody. Niezrealizowanie inwestycji będzie bowiem skutkowało nie tylko obciążeniem powoda karami umownymi zastrzeżonymi w umowie, ale także utratą wielomilionowego dofinansowania z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego – czytamy w uzasadnieniu.
Z wójtem nie udało nam się porozmawiać, ponieważ był nieuchwytny z powodu wyjazdów służbowych. Na nasze pytania odpowiedział sekretarz gminy, Mariusz Hebda. – Nie jest prawdą to co mówią ci państwo. Lokal, który przekazaliśmy jest wprawdzie metrażowo mniejszy, ale jest w lepszym standardzie, niż ten obecnie przez nich zajmowany. Jest tam bieżąca woda, toaleta i ogrzewanie – mówi sekretarz.
Mieszkanie zlokalizowane jest w budynku przy ulicy Kazimierza Wielkiego 49. Są w nim dwa pokoje i mała kuchnia. – Najemca lokalu podpisał umowę najmu nowego mieszkania, po czym po kilku dniach jego syn przyjechał i złożył pismo o uchylenie umowy najmu – relacjonuje urzędnik. – Poza tym z naszych informacji wynika, że żona najemcy nie mieszka w zajmowanym lokalu, ale u krewnych – dodaje sekretarz. – To nieprawda, mama jest pod naszą opieką – odpowiada syn Bartłomiej Kalinicz, co potwierdziła także sama zainteresowana.
Spór w najbliższym czasie rozstrzygnie Sąd Rejonowy w Lesku. Jeśli przyzna rację urzędnikom, rodzina będzie musiała opuścić zajmowany lokal i przenieść się do mieszkania wskazanego przez gminę.
Martyna Sokołowska



2 Responses to "Spór o lokal"