Spór o ulice

Marcin ŻminkowskiAbsurdy naszej politycznej rzeszowskiej rzeczywistości bywają żałosne, śmieszne, komiczne, ale w gruncie rzeczy pokazują, czym nasza władza się zajmuje. W dużej mierze odzwierciedlają pękniecie na organizmie polskiego społeczeństwa, które wciąż jest poróżniane i napuszczane na siebie w imię makiawelicznej zasady „dziel i rządź”.

Nasi radni z różnych opcji politycznych spierają się o to, jakie nazwy będą nosiły ulice i ronda naszego miasta. Na ul. Lubelskiej jest rondo, które radni jednego obozu chcą nazwać imieniem Rodziny Ulmów. Jednak inna opcja polityczna nie zgadza się na to, ponieważ nazwa ta kolidowałaby z nazwą mostu im. Tadeusza Mazowieckiego, którą notabene narzucił były prezydent Bronisław Komorowski. Z kolei w innej części Rzeszowa rondo im. Władysława Bartoszewskiego nie może być obok ronda im. Witolda Pileckiego, bo ten pierwszy zablokował temu drugiemu odznaczenie.

Przypomina mi to spór żulików z ławki popularnego serialu „Ranczo”, w którym bohaterowie kłócili się o to, czy uliczka ma się nazywać Sosnową czy Dębową. Ktoś może powiedzieć, że to spór o historię naszego kraju. Jednak jeśli tak ma on wyglądać, jak dla mnie żenująco, to ja takim radnym dziękuję. Może niech się wezmą za uczciwą pracę, a nie zajmują się sporami, które sami kreują. Nazwy mają przede wszystkim służyć mieszkańcom Rzeszowa i powinny być praktyczne. Most Zamkowy wiadomo, że jest koło zamku. Ulica Krakowska to ta wylotowa na Kraków. Czy nie można przyjąć sobie takiego kryterium nadawania nazw ulicom? Owszem można, ale o co by się wtedy nasi radni kłócili? Teraz powołają komisję, która będzie się zajmować tym, czy Bartoszewski może być koło Pileckiego. Gdyby żył Stanisław Bareja, miałby świetną pożywkę do swoich filmów, za którymi osobiście nie przepadam, choć wyśmiewają absurdy socjalistycznej Polski.

Kiedyś w nadawaniu nazw ulicom istniała jakaś logika, bo na jednym osiedlu były kwiatowe nazwy ulic, na innym królów i książąt polskich, jeszcze na innym pór roku czy miesięcy. Kiedy człowiek słyszał nazwę takiej ulicy, to mniej więcej mógł ją sobie zlokalizować w swojej głowie. Ale życie było zbyt proste i zaczęto mieszać królów z kwiatkami, pory roku z poetami, a do tego doszły spory historyczne. Jak wiadomo, historię piszą zwycięzcy. Jednak w naszym przypadku wygląda na to, że wojna domowa wciąż trwa i szybko się nie zakończy, a być może dopiero się zaczęła.

Redaktor Marcin Żminkowski 

28 Responses to "Spór o ulice"

Leave a Reply

Your email address will not be published.