
MIELEC. Pielęgniarki i położne walczą o podwyżki i ochronę prawną.
Związki zawodowe Szpitala Specjalistycznego weszły w spór zbiorowy ze swoim pracodawcą. Na biurko dyrektora Leszka Kwaśniewskiego trafiło pismo z żądaniami, które dotyczą m.in. kwestii płacowych i ochrony prawnej pracowników. Postulatów jest łącznie 18. Jednak ani dyrektor lecznicy, ani starosta Zbigniew Tymuła, nie widzą szans na realizację żądań związkowców. Wkrótce do akcji powinien wkroczyć mediator.
Spory zbiorowe w mieleckim szpitalu to nie pierwszyzna. Ostatnio taki konflikt miał tam miejsce dokładnie rok temu. Poszło o coroczne negocjacje podwyżek, które nielekarskim pracownikom zagwarantował wyroki sądów, ograniczenie kontraktowania pielęgniarek i położnych, zabezpieczenia personelu w kwestiach ewentualnego niepodpisania zgody na obniżenie wynagrodzeń i odszkodowania w przypadku np. przekształcenia szpitala.
„Tych żądań nie można wykonać”
Dziś po kilku miesiącach względnego spokoju w szpitalu spór zbiorowy powrócił, a postulaty są podobne. Jest ich w sumie 18. Dotyczą one głównie wynagrodzeń i ochrony prawnej dla pracowników (w przypadku outsourcingu, zamiaru rozwiązania umów o pracę lub zmianę warunków pracy i płacy). Z relacji związkowców wynika, że dyrektor Leszek Kwaśniewski już na wstępnym etapie rozmów oświadczył, że nie przyjmie żadnego z żądań.
Sprawę bagatelizuje starosta Zbigniew Tymuła: – Na tę chwilę w szpitalu nie ma sporu zbiorowego – oświadczył. – Są postulaty, których nie można wykonać. Proponowana podwyżka kosztowałaby ok. 12 mln zł. Co mogliśmy dać, to daliśmy: ponad 4 mln zł w ciągu roku na podwyżki dla pracowników. Na więcej nas po prostu nie stać – zaznaczył starosta.
W oczekiwaniu na mediatora
Co dalej? Związkowcy raczej wykluczają strajk, a tym bardziej – odejście od łóżek pacjentów: – Zobaczymy co czas pokaże. Liczymy na powołanie mediatora, który wskaże nam, a przede wszystkim dyrektorowi, w których punktach można dojść do porozumienia i rozpocząć negocjacje – oświadczyła Jolanta Dul, przewodnicząca Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych w mieleckim szpitalu. – Dziś zaczyna brakować pracowników.
– Po prostu ludzie nie chcą tu pracować za takie marne grosze. Pielęgniarski z 40-letnim stażem dostają tu na rękę 2300 zł. Nigdy nie było tak, że dostaliśmy podwyżkę z dobrej woli, musieliśmy ją wydzierać: czy to poprzez strajk, czy to w sądzie – dodała.
Paweł Galek


