– Biło od Niego takie ciepło – nie do opisania! Jeżeli ktoś nie przebywał blisko Ojca Świętego, nie zrozumie! – tak Andrzej Pelczar wspomina chwilę, gdy 18 maja 2003 r. uklęknął przed Janem Pawłem II. – Był już wtedy chory. Wykonał gest błogosławieństwa i załamującym się głosem kazał pozdrowić Bieszczady…
To niejedyny sanoczanin, który miał okazję spotkać się z Ojcem Świętym. Można się o tym przekonać dzięki zdjęciom wyeksponowanym na dziedzińcu Muzeum Historycznego. Jest tu m.in. fotografia zrobiona zaledwie pół minuty przed zamachem na papieża. Na innych są tłumy Polaków wiwatujące podczas pielgrzymek oraz poruszające, bo osobiste spotkania z Janem Pawłem II.
Bliskość, która odbiera mowę
Na jednym ze zdjęć widać dwóch mężczyzn klęczących bezpośrednio przed papieżem. On wykonuje nad nimi znak krzyża. Oni wręczają mu obraz z wizerunkiem bpa Józefa Sebastiana Pelczara. Jednym z nich jest Andrzej Pelczar. Zbieżność nazwisk nieprzypadkowa. – To był brat mojego pradziadka – precyzuje.

Właśnie podczas kanonizacji krewnego, sanoczanin mógł spotkać się z Głową Kościoła. Wraz ojcem, siostrą oraz synem pojechał na uroczystości do Watykanu. Nie spodziewał się jednak aż takiego wyróżnienia. – O tym, że zostałem wytypowany przez władze kościelne do reprezentowania rodziny przed papieżem dowiedziałem się w drodze – chyba na zjeździe na autostradzie w Austrii. Dostałem telefon, żebym się szykował – opowiada pan Andrzej. – Mój tato spełnił marzenie, bo znalazł się w gronie 6 osób, którym papież miał podczas mszy udzielić komunii św.
Jak wspomina nasz rozmówca, żeby wejść na Plac św. Piotra trzeba było mieć ze sobą aż sześć przepustek! – By zająć miejsca musieliśmy być na placu 2 godziny wcześniej, podobnie jak i wiele znanych osobistości. W kanonizacji uczestniczył m.in. ówczesny prezydent Polski Aleksander Kwaśniewski z małżonką, przedstawiciele naszych oraz włoskich władz, książęta Hiszpanii czy Luksemburga – wylicza. – Na początku żałowałem, że nie wziąłem ze sobą aparatu, ale później okazało się, że i tak musiałbym go oddać. Nie wolno było mieć nic przy sobie – nawet przysłowiowego pudełka od zapałek.
W dniu kanonizacji – 18 maja 2003 r. przypadały urodziny Ojca Św., świętowano także 25-lecie pontyfikatu. Na placu św. Piotra zebrało się ok. 120 tys. osób. Jednak do samego końca nie było wiadomo, czy ze względu na stan zdrowia papież będzie mógł przeprowadzić mszę kanonizacyjną. Gdy w końcu się pojawił, wszyscy odetchnęli z ulgą.
Największe emocje nadeszły oczywiście z chwilą, gdy pan Andrzej mógł podejść do Jana Pawła II. – Niesamowite przeżycie. Nie było tu oczywiście mowy o rozmowie, bo trzeba było przestrzegać planu. Dla każdego z reprezentantów przewidziano chyba 3 minuty na to, żeby podejść i uklęknąć. Podczas wręczania obrazu pobłogosławił nas i kazał pozdrowić Bieszczady. – Być blisko Ojca Świętego to rzecz nie do opisania słowami – podkreśla sanoczanin.
Nie wiedział wtedy, że przyjdzie mu jeszcze raz doświadczyć tego szczęścia. Rok później dzięki siostrom Sercankom ze zgromadzenia, które założył święty Józef Sebastian Pelczar, znów spotkał papieża. Siostry miały takie możliwości, bo to właśnie one sprawowały opiekę nad Janem Pawłem II. – Wprowadziły mnie do watykańskich wnętrz – wspomina. – Ojciec Święty był już w bardzo złym stanie zdrowia. Siostry mnie wywołały gdy prowadzono go zdaje się na zabiegi lub rekonwalescencję. Zdążyłem zamienić z Nim kilka słów.
Co powiedział? – Przed takim spotkaniem człowiek zawsze planuje o co zapyta, myśli o czym porozmawiać, a gdy przychodzi ta chwila, to jest w stanie tylko uścisnąć dłoń, pokłonić się i czekać, co on powie. Tak za pierwszym, jak i za drugim razem była niemożliwość wyartykułowania z siebie ani jednego słowa – opowiada pan Andrzej. – Tym razem kazał wszystkich pozdrowić… – zawiesza głos. – Nawet teraz, po tylu latach, jak to sobie przypominam to odbiera mi mowę.
Papież każde słowo wypowiadał z najwyższym trudem. Mimo to wypytywał pana Andrzeja, m.in. skąd jest, o miejsca z naszych stron – np. klasztor w Komańczy. – Mówił, żeby pozdrowić Rzeszowszczyznę, przekazywał modlitwę – wspomina nasz rozmówca.
Z tego spotkania nie ma fotografii. – Nie było o tym mowy! Teraz robi się zdjęcia na każdym kroku, a wtedy takich ważnych chwil nie można było uwiecznić – żałuje sanoczanin. – To było moje ostatnie spotkanie z Ojcem Świętym… Niestety. Chciałem za następne dwa lata jeszcze raz pojechać do Watykanu, ale już nie zdążyłem…
W prywatnej kaplicy papieża
Bliskości papieża doświadczył także dr Piotr Uruski. – Miałem to szczęście, że w 2003 r. podczas pisania pracy doktorskiej zostałem stypendystą Fundacji Jana Pawła II i pojechałem do Watykanu. Przebywałem tam przez pewien czas zbierając materiały do pracy doktorskiej. Zgodnie z utartym zwyczajem dostałem też możliwość, by wybrać się na mszę św. i dostąpić prywatnej audiencji u Jana Pawła II – wspomina.


Jak podkreśla, to był pamiętny dzień. – Najpierw trzeba było poddać się wszystkim kontrolom i obostrzeniom. Później zaczęliśmy przemierzać zdobione pięknymi malowidłami i puttami watykańskie korytarze. Zmierzaliśmy do prywatnej kaplicy papieża, blisko pokoi, w których przebywał Jan Paweł II, gdzie przyjmował delegacje prezydentów, premierów czy koronowanych głów – opowiada. – Już później oglądając w telewizji relację z przyjęcia jednego z premierów, rozpoznawałem komnaty, przez które przechodziliśmy.
Msza św., którą Jan Paweł II odprawił w niewielkiej kaplicy, była bardzo kameralna. – Wzięło w niej udział około 30 osób, m.in. grupa proboszczów, chyba z diecezji katowickiej – zdradza dr Uruski. – Po jej zakończeniu była chwila na spotkanie i możliwość krótkiej rozmowy z papieżem. Każdy mógł podejść i to bez rygoru czasowego.
O czym pan Piotr rozmawiał z Ojcem Świętym? – Mówiłem papieżowi że pochodzę z Ziemi Sanockiej, z Bieszczadu, że jestem stypendystą, który pisze o historii Kościoła – wspomina. – Jan Paweł II, który bardzo lubił góry, od razu się ożywił. Powiedział, że pozdrawia Bieszczady i życzy powodzenia w pisaniu pracy oraz obronie. Była to dla mnie wspaniała chwila, która na zawsze pozostanie mi w pamięci – podkreśla sanoczanin. Pamiątką z tego spotkania jest wręczony mu przez papieża różaniec.
Nie był to jedyny raz gdy widział Ojca Świętego, bo widywał go także podczas pielgrzymek w Krakowie, Rzeszowie czy Krośnie. Jednak tak kameralne spotkanie jak to w Watykanie przydarzyło mu się tylko raz w życiu. – Po raz ostatni widziałem wtedy Jana Pawła II na żywo…
Komuniści na kolanach
Na sanockiej wystawie można zobaczyć też wspaniały fotograficzny zapis I pielgrzymki papieża do Polski. Historyczne chwile z 1979 r. uwiecznił Andrzej Budzicki. – W tamtym czasie mieszkałem we Wrocławiu. Tak się złożyło, że nasza diecezja organizowała straż porządkową na wizytę Jana Pawła II w Warszawie. Poproszono mnie bym do niej dołączył, a ja chętnie skorzystałem z tej okazji – opowiada.

Jak wspomina tamte dni? – To było coś niesamowitego! Cała Warszawa cieszyła się z tej wizyty. Zaskoczyło mnie zachowanie mieszkańców, o których krążyły różne opinie. Wtedy okazali się ogromnie życzliwi dla innych. Zdziwiony patrzyłem, jak otwierają się drzwi i okna na parterach domów i jeden drugiemu podaje szklankę wody…
Plac, na którym przemawiał Jan Paweł II był tak tłoczny, że trudno było znaleźć miejsce. – Ludzie się cieszyli! Przyjazd naszego papieża w czasie głębokiej komuny, był dla nich cudem. Wydaje mi się, że to ten moment, w którym nasz naród się zjednoczył. Przecież bez papieża nie byłoby „Solidarności”. Ta pierwsza pielgrzymka to przełom – podkreśla nasz rozmówca. – Zobaczyliśmy jak jest nas dużo. Przybyła nie tylko cała Warszawa. Zjechali ludzie z całej Polski! Gdyby tam była mała grupa, komuniści, by tego nie odczuli…
A jakie słowa papieża zrobiły wtedy na nim największe wrażenie? Oczywiście: „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi!”. Pan Andrzej do dziś przechowuje pamiątkę z tamtego dnia – niewielką ceratkę z napisem „służba porządkowa”.
Sanoczanin znalazł się w Warszawie dość przypadkowo, bo „służbowo”. Na drugie spotkanie z papieżem – do Krakowa, wybrał się już prywatnie, bo… Jan Paweł II go zafascynował. – Pojechaliśmy za nim! – podkreśla. I tutaj Głowę Kościoła powitały tłumy. Uwagę pana Andrzeja przykuło coś jeszcze. – Zapamiętałem zachowanie służb komunistycznych, oficerów Biura Ochrony Rządu, którzy… nie wiedzieli jak się zachować: czy klękać, czy stać – uśmiecha się. – Część uklękła. A jak część uklękła to i reszta zrobiła to samo. Później się pewnie zastanawiali, czy któryś z dowódców tego nie widział.
Po raz trzeci, pan Budzicki zobaczył papieża 14 czerwca 1984 r. w Bernie. I z tej wizyty podzielił się fotografiami. – Udzielono mi wtedy w Szwajcarii azylu politycznego – wspomina. – Papież bardzo szanował Polonię i specjalnie dla nas zrobił dodatkowe spotkanie na błoniach. Przyleciał helikopterem. Przyjechało dużo naszych rodaków – m.in. delegacja „Solidarności”. Pamiętam, że zrobili sobie koszulki: każdy miał na niej inną literkę z tego słowa.

– Jan Paweł II był bardzo ważny dla każdego Polaka. To nie tylko kwestia świętości, ale i ducha niepodległości – podkreśla sanoczanin. – Ludzie myśleli, że nawet jak jest źle to… jest jeszcze papież.
Pan Andrzej, który jest mincerzem, niejednokrotnie tworzył pamiątkowe monety z wizerunkiem Jana Pawła II. Nie czyni tego jednak dla zysku. – To są numizmaty, na których się nie zarabia. Wydaje się je z potrzeby serca i poczucia, że tak należy – podkreśla.
Przeżycie duchowe i patriotyczne
Papież zajmuje szczególne miejsce także w sercu Andrzeja Romaniaka. – Moim pierwszym wspomnieniem związanym z Janem Pawłem II był rok 1978 i październikowy dzień, w którym został wybrany na papieża. Miałem wtedy 13 lat – opowiada. – Wszystkich to niesamowicie zaskoczyło.

Na własne oczy zobaczył Jana Pawła II podczas jego II pielgrzymki do Polski 21- 22 czerwca 1983 r. – Byłem już po 3 klasie liceum. Udało mi się wtedy wyjechać do Krakowa. Pamiętam, że wziąłem ze sobą produkowany w NRD aparat Praktica – mam go nawet do dziś – wspomina. – Udało mi się zrobić kilkadziesiąt fotografii, m.in. podczas jego przejazdu z lotniska do Pałacu Biskupów przy ul. Franciszkańskiej. Pamiętam, że zapadał wtedy zmierzch… Później stałem pod oknem, gdzie papież spotykał się z Polakami. Najważniejsza była jednak zaplanowana na kolejny dzień msza św.
Sanoczanin wspomina to jako największe zgromadzenie, w którym dotychczas uczestniczył. – Na błoniach znajdowało się przeszło milion ludzi! – opowiada. Pan Andrzej miał szczęście, bo mimo wielkich tłumów udało mu się znaleźć na tyle blisko papieża, by zrobić mu kilkadziesiąt zdjęć. – Miałem wejściówkę na bardzo daleki sektor. W pewnym momencie zauważyłem, że idzie zwarta grupa, nad którą powiewają biało czerwone flagi „Solidarności”. Udało mi się do nich dołączyć i wejść aż do sektora „0” – niemal przed ołtarzem – opowiada. W swoim kadrze zatrzymał nie tylko przyszłego świętego, ale i rozentuzjazmowane tłumy. – Dla wielu spotkanie z papieżem było zarówno przeżyciem duchowym, jak i patriotycznym. Możliwością zaprotestowania przeciwko ówczesnej władzy, ówczesnemu reżimowi – bo tak władzę wówczas nazywano – tłumaczy. – To była wielka demonstracja niezgody na to, co się w Polsce wtedy działo. Morze głów, wszędzie biało – czerwone flagi, transparenty – najczęściej z napisem „Solidarność”, „Polska walczy!”.
Po raz drugi pan Romaniak zobaczył Jana Pawła II w Lublinie w 1987 r. – Robiłem zdjęcia, ale niestety negatywy gdzieś przepadły – mówi. Do trzeciego spotkania doszło w Krośnie w 1997 r. – Pamiętam, że na lotnisko, gdzie miała się odbyć msza św. można było wchodzić od bardzo wczesnych godzin. Razem ze znajomym zajęliśmy miejsce, gdy jeszcze było ciemno. Niezapomniane chwile…
Dziś pan Andrzej z nostalgią wraca do tamtych chwil. – Dzięki fotografiom, które udało się zrobić, są to wspomnienia namacalne. Mogę pokazać je swoim dzieciom i powiedzieć: „Popatrzcie, mam na zdjęciu św. Jana Pawła II – wielkiego człowieka! Wybitnego pod każdym względem!”
Aneta Jamroży



One Response to "Spotkać Jana Pawła II…"