
ŻUŻEL. NICE PLŻ. Rozmowa z MIROSŁAWEM JABŁOŃSKI, zawodnikiem KSM Krosno, w ubiegłym sezonie żużlowcem PGE Stali Rzeszów.
Mirosław Jabłoński był jednym z jaśniejszych punktów KSM Krosno w przegranym meczu z Lokomotivem Daugavpils. Teraz przed krośnianiami, wyjazd do Rzeszowa, który przedwczoraj przegrał wysoko w Gdańsku. – Spotkają się dwie godne siebie drużyny, które będą chciały odkupić winy, za niedzielne występy. Rzeszów jednak jedzie u siebie, więc na pewno czeka nas trudna przeprawa – przekonuje MIROSŁAW JABŁOŃSKI.
– Nie tak chyba wyobrażaliście sobie inaugurację Nice PLŻ w Krośnie?
– Gratulacje dla gości, którzy rozjechali nas na naszym własnym torze. Podziękowania również dla naszych kibiców, którzy mile mnie zaskoczyli frekwencją i ciepłym dopingiem. Co do meczu, to niestety była to nasza sromotna porażka i nie mamy się czym tłumaczyć. Przyszła ładna pogoda, zrobiła nam fajny tor, taki, jak będzie przez cały rok. Dobrze, że trafiło to na tak mocny zespół, który wyprostował nam myślenie i teraz wiemy, że na takim torze musimy jeszcze dużo popracować, wyciągnąć wnioski, dopasować sprzęt, żeby w kolejnych meczach takie porażki nie miały miejsca.
– Gdybyście więcej trenowali na własnym torze, być może udałoby się uniknąć klęski w pojedynku z Lokomotivem…
– Tak naprawdę to był nasz drugi wyjazd na krośnieński tor i dopiero na ostatni bieg „złapałem” ustawienia. Razem z Andrzejem Lebiediewem wyszedłem równo ze startu, a przegrał on tylko przez to, że mnie wywiózł na pierwszym łuku, z czego skorzystał Marcin Rempała. Ja już jestem gdzieś tam do przodu parę kroków, bo znalazłem ustawienia, z których będą korzystał w kolejnych zawodach. Mam nadzieję, że koledzy również wyciągnął szybko wnioski i także będą solidnie punktować.
– Na krośnieński torze duże znaczenie ma start, który w niedzielę nie był mocną stroną „Wilków”…
– Tor jest naprawdę fajny, tylko musimy się dopasować przede wszystkim właśnie ze startu, bo w niedzielę było widać, że chłopaki z Łotwy spod taśmy odjeżdżali nam na dwa metry i potem było pozamiatane.
– Swojego występu (9+1) nie musi się jednak Pan wstydzić…
– Zgubiłem w niedzielę 3 – 4 punkty, bo walczyłem np. w swoim 2. biegu o pierwsze miejsce, ale popełniłem jeden malutki błąd, gdzie nie wyprzedziłem Puodżuksa. Wykorzystał to Andrzej Lebiediew, który wjechał przede mnie i skończyło się tym, że przyjechał do mety dopiero trzeci.
– W najbliższą niedzielę może być Pan jednym z najbardziej zapracowanych zawodników KSM, bowiem doskonale zna tor przy ul. Hetmańskiej w Rzeszowie. Koledzy będą pytać o ustawienia motocykli?
– Tak naprawdę ustawienia to jest sprawa indywidualna. Każdy motocykl i każdy zawodnik jedzie zupełnie inaczej. Ja mogę tylko powiedzieć, w którym kierunku iść. Nic więcej, bo przecież nie wsiądę na innym motocykl. Będę starał się wypaść jak najlepiej, a przy okazji udzielić, jeśli ktoś zapyta, jak najlepszych porad.
Rozmawiał Marcin Jeżowski


