
– Od amfetaminy coś dostawałem, ale później ta sama amfa różne rzeczy w życiu mi zabierała i to zabierała dużo więcej, niż wcześniej dawała – przyznaje Sebastian.
Kradł, włamywał się, ćpał, znów kradł i włamywał się. W końcu 40-letni Sebastian z kolegami napadł w centrum Katowic na kasyno. Obecnie odsiaduje w rzeszowskim zakładzie karnym wyrok 10 lat pozbawienia wolności. – Moja partnerka życiowa jest chora i żyje z renty. Mój 23-letni syn trafił jak ja do zakładu karnego. Przegrałem całe swoje życie – mówi cichym głosem. Super Nowościom zgodził się opowiedzieć historię swego życia ku przestrodze. – Może ktoś to czytając pomyśli, zanim zacznie brać narkotyki – dodaje.
Sebastian przyznaje, że pochodzi z rodziny, gdzie alkohol był codziennością. – Wywarło to na mnie bardzo duży wpływ – opowiada. Ojciec nie żyje – powiesił się, a z mamą od 15. roku życia nie utrzymuje kontaktu. Kobieta jest alkoholiczką. – Kiedyś próbowała się skontaktować ze mną w więzieniu, ale ja nie chciałem – ucina krótko.
Wstręt do alkoholu
Sebastian od najmłodszych lat kradł w sklepach. – Włamania do mieszkań zacząłem w wieku 15 lat – mówi. Jeszcze jako dziecko poznał się z Beatą, z którą razem wychowywali się w centrum Katowic. Gdy oboje mieli po 17 lat, urodził im się syn Rafał.
W wieku 19 lat miał pierwszy kontakt z amfetaminą. Zaczęło się banalnie. – Moi wspólnicy od włamań namówili mnie podczas imprezy. Weź, skosztuj itd. Za pierwszym razem nawet nie podziałała na mnie – twierdzi dzisiaj.
Z biegiem czasu było coraz więcej włamań do domów, mieszkań, biur i hurtowni. W tygodniu „pracowali”, a weekendy musieli jakoś odreagować, więc ćpali na imprezach. W 2002 roku zaczęły się pierwsze ciągi narkotykowe Sebastiana. Jeszcze takie bardzo delikatne, bo dwudniowe. Do tego dołączył alkohol i hazard. Grał w ruletkę i na maszynach. – Przegrywałem na automatach w 40 minut 4-5 tys. zł Wychodziłem na zewnątrz i chciałem się rzucić pod samochód. Nie miałem nawet na papierosy – mówi.
W końcu wpadł w ręce policjantów. Po pierwszej 4-miesięcznej odsiadce w więzieniu wyszedł i zaczął znów brać narkotyki. – Zauważałem jednak, że coś jest nie tak. Byłem samotny i nie wiedziałem, gdzie się z tym udać. Beata zapisała mnie prywatnie do psychologa, ale ja to odrzucałem, a ćpałem jeszcze więcej. W 2004 roku trafiłem kolejny raz do zakładu karnego, tym razem nie tylko za włamania, ale i pobicie. W 2005 roku wyszedłem na wolność. Momentalnie dobrałem sobie kompanów narkomanów. Ćpaliśmy i kradliśmy, i tak w kółko – opowiada.
Narkotykowe maratony
Sebastian przyznaje szczerze, że narkotyki są fajne, ale w pierwszą noc, kiedy jest zabawa. – Kiedy rano wszyscy już są w domu, ja ich nadal potrzebowałem. Potrafiłem wpaść w ciąg, który trwał 25 dni! Już nawet jadłem i spałem po amfetaminie. Mój dzień wyglądał tak, że budziłem się, brałem kreskę, nakładałem krem pod oczy, szedłem np. na solarium, wracałem do domu i znowu kreska, a później wypad na miasto. W pewnym momencie jednak zauważyłem, że staczam się. Chciałem przestać. Poczułem ciężar życia. Zobaczyłem, że to nie są żarty i że branie to cierpienie. W końcu odstawiłem narkotyki – przyznaje.
Wówczas pojawił się u niego głód narkotykowy. Na czym polegał? – Wszystko mnie drażniło, nie mogłem znieść jakiegokolwiek dźwięku, chciałem idealnej ciszy, trzęsło mną, ściskało w środku, strasznie śmierdziałem, bo pociłem się tą całą chemią. Nie mogłem zasnąć, nie mogłem się na niczym skupić. Nie mogłem funkcjonować, bo cały czas mi myśli uciekały. Bolała mnie okropnie głowa i mięśnie. Miałem skurcze. Bliscy opowiadali mi, że jak w końcu zasypiałem, to się w łóżku rzucałem, mamrotałem, chodziłem po mieszkaniu bez żadnej kontroli. Często nie miałem sił wstać z łóżka – mówi.
Sebastian wkrótce wrócił do nałogu. – Na włamania chodziłem po narkotykach. Bez nich bałem się iść na przestępstwo. Wszyscy moi wspólnicy – złodzieje – też brali narkotyki. Po tej „kresce” nie bałem się nikogo. Tyle, że od amfetaminy coś dostawałem, ale później ta sama amfa różne rzeczy w życiu mi zabierała i to zabierała dużo więcej niż wcześniej dawała – przyznaje.
Oprócz amfetaminy zażywał także kokainę – czasami zdarzało mu się wciągnąć w ciągu nocy i siedem działek. – Z amfetaminą bywało różnie, bo im więcej ćpałem, tym więcej jej potrzebowałem. Bywało, że w ciągu dnia brałem 4 gramy – dodaje.
Narkotyki wywoływały w jego głowie ogromne spustoszenie. Obawiał się tego, co się z nim dzieje. – Nie chodziłem z bronią czy nożem, bo bałem się, że po narkotykach coś komuś zrobię. Jeden z moich wspólników pod wpływem narkotyków drugiemu wbił nóż w serce – trafił za to do więzienia. Po narkotykach puszczają wszystkie hamulce. Jak się długo bierze, to w człowieku narasta niesamowita agresja – podkreśla.
Jedna z „przygód” narkotykowych zostawiła na jego głowie i twarzy ślady już na całe życie. – Poszedłem z młotkiem do pewnej osoby wyjaśnić jedną sprawę. Tamten miał klucz francuski, którym uderzył mnie w głowę, a następnie w twarz – stąd te blizny. Długo dochodziłem do siebie po tym zdarzeniu. Zresztą po narkotykach byłem bardzo nadpobudliwy. Pakowałem się w kłopoty. Niejeden raz miałem skruszone zęby, połamany nos.
Modliła się za niego do świętego obrazu
Sebastian przyznaje, że przegrał życie, ale po drugiej stronie krat ma swoją drugą połówkę – Beatę. – Zastanawiam się, jak ona ze mną wytrzymała przez te wszystkie lata. Niestety, nie odwiedza mnie, bo nie ma na to pieniędzy. Za to dzwoni. Co prawda nie mówi „kocham cię”, ale czasami powie, że tęskni za mną. Przez to, że jestem w więzieniu, musi żyć w nędzy i utrzymywać się z renty. Ma zdiagnozowaną chorobę. Lekarze twierdzą, że związek ze mną pogłębia jej schorzenie – opowiada.
– Jak przez pół roku nie brałem narkotyków, Beata mówiła mi, że na trzeźwo jestem fantastycznym facetem, człowiekiem – dodaje.
Przypomina sobie pewne zdarzenie, które trwale wryło się w jego pamięć. – W Katowicach jest kościół, gdzie znajduje się obraz św. Judy. Doszło do tego, że Beata klęczała przed tym obrazem i modliła się, żebym przestał ćpać. Niech mi pan naprawdę uwierzy – chciałem przestać, ale nie potrafiłem – mówi wyraźnie poruszony.
Najbardziej bolesną sprawą dla niego jest jednak to, co się stało z jego synem. Rafał pomimo młodego wieku trafił do zakładu karnego. Mężczyzna opowiada, jak kiedyś jego syn nawdychał się pewnej substancji i upadł na ulicy. Stanęło mu serce i cudem uratowała go załoga karetki. Sebastian trzy dni siedział u niego w szpitalu i przysięgał, że nigdy więcej nie weźmie narkotyków. Słowa nie dotrzymał. – Gdy on dorastał, nie miałem czasu z nim porozmawiać, wspólnie z nim pobyć, pograć w piłkę, bo ciągle byłem naćpany. Teraz chcę przez kontakt listowny nadrobić stracony czas. Ojcem już dla niego nie zostanę, ale chciałbym przynajmniej zostać przyjacielem. Przed nami jednak bardzo długa droga – mówi smutnym głosem.
Napad i długi wyrok
Zwieńczeniem przestępczej działalności Sebastiana był napad na kasyno w centrum Katowic. Jak do niego doszło? – Ćpaliśmy trzy dni. Kończyły się pieniądze, bo w noc przed napadem dużo przegraliśmy w jednym z kasyn. Weszliśmy więc z kompanami do innego kasyna w kominiarkach i sterroryzowaliśmy klientów oraz obsługę atrapą broni i maczety – relacjonuje. – Fizycznie nic poważnego nikomu się nie stało, tylko kasjerka nie chciała wyjść ze swojego pomieszczenia, to dostała ode mnie w twarz. Faktem jest to, że po tym napadzie te kasjerki musiały leczyć się psychiatrycznie – tak przeżyły napad. Ale tak szczerze, to nie interesowało mnie, co się dzieje z ludźmi, którym wyrządzam krzywdę. Teraz wyrzuty sumienia zdarzają się – dodaje.
W kasynie miało być dużo pieniędzy, a było dokładnie 4,3 tys. zł. Po napadzie Sebastian podzielił kasę i z jednym ze wspólników oraz przyjaciółkami pojechali do Zakopanego. – Przećpaliśmy wszystko. Wie pan, co sobie kupiłem z tych pieniędzy z napadu, takiego trwałego? Podkoszulek. Tyle ryzykowałem. Trafiłem w końcu do więzienia, żeby wszystko przewalić na narkotyki. Zresztą nigdy nie poznałem złodzieja, który by się dorobił na kradzieżach – mówi.
W sumie za m.in. napad na kasyno i napaść na policjanta usłyszał wyrok: 10 lat więzienia. Obecnie przebywa w rzeszowskim zakładzie karnym na oddziale terapeutycznym dla narkomanów. Jak widzi swoją przyszłość? – Przechodzę terapię, która daje pierwsze pozytywne efekty. Tyle że boję się tego, co będzie po wyjściu z więzienia. Nie wiem, jak będzie wyglądać moje życie. Wiem za to, że to życie zniszczyły narkotyki – kończy.
Za pomoc w przygotowaniu materiału dziękuję funkcjonariuszom z Okręgowego Inspektoratu Służby Więziennej w Rzeszowie oraz Zakładu Karnego w Rzeszowie.
Grzegorz Anton




3 Responses to "Spowiedź narkomana: – Przegrałem całe swoje życie"