
Na swej ulotce wyborczej sprzed 3 lat prezydent Przemyśla, Robert Choma (50 l.), w 14 punktach ujął to, co uczyni dla mieszkańców. Zobaczmy, co z tego „stało się ciałem”, a co pozostało kiełbasą wyborczą.
Mamy jeszcze rok do wyborów samorządowych i chwilowo nie czujemy na karkach zdyszanego oddechu kandydatów na włodarzy miast i gmin, którzy już wkrótce zaczną się licytować w kampanii, obiecując co tylko nam się zamarzy (a nawet to, o czym nawet nie pomyślelibyśmy), byle tylko dostać w wyborach nasz głos. Co z tych „obiecanek” zostaje zrealizowane? Po trzech latach od wyborów przyjrzyjmy się Przemyślowi …
Politycy, w tym lokalni, mają to do siebie, że potrafią obiecać wszystko i wszystkim. Potrafią też bardzo dobrze wytłumaczyć dlaczego z tak zwanych obiektywnych przyczyn nie udało się to czy tamto, choć zamiar był szczery, a zapał ogromny.
Na swej ulotce wyborczej sprzed 3 lat, którą to zachowaliśmy sobie na pamiątkę, prezydent Przemyśla, Robert Choma (50 l.) w 14 punktach ujął to, co też uczyni dla Przemyśla i jego mieszkańców. Zobaczmy zatem, co z tego „stało się ciałem”, a co pozostało kiełbasą wyborczą i „obiecanką cacanką”.
Inwestorzy się nie kwapią, pracy nie ma
Punkt 1., czyli „Uzbrojenie strefy ekonomicznej i sprowadzenie inwestorów” jakoś nie przekonuje. Strefa bowiem jest, ale tych inwestorów do niej i Przemyśla jakoś nie udało się „sprowadzić”, co spowodowało, że kolejna obietnica wyborcza, czyli „Tworzenie nowych miejsc pracy”, spełniona nie została. Można nawet rzec, że jest gorzej z pracą w Przemyślu, niż 3 lata temu. No, ale przecież kryzys jest, a czy to wina Roberta Chomy, że jest i że go nie przewidział?
Za to most i kawałek obwodnicy – są
Z wielką pompą i udziałem samego premiera Tuska w tej uroczystości w listopadzie zeszłego roku oficjalnie otwarto kawałek przemyskiej obwodnicy i nowy most na Sanie. Tę wyborczą obietnicę oznaczoną numerem 3 na ulotne wyborczej R. Chomy udało się zrealizować. Warto wszelako zauważyć, że owe inwestycje zaplanowane były lata temu, a zrealizowane zostały w ramach, o ile tak można rzec, „ogólnopolskiej akcji”, więc obiecywanie, że będą, przypominało trochę obiecywanie, że nadejdzie Boże Narodzenie. Podobnie brzmi zapowiedź budowy „Orlików” przy szkołach. Tak czy owak: tymi sukcesami Robert Choma się chwali i pewnie jeszcze bardziej chwalić się będzie w przyszłym roku.
Nici z aquaparku, multikina i lodowiska
Niczym piękny film przedstawił włodarz Przemyśla w kampanii wyborczej wizję wspaniałego aquaparku, multikina i boiska zimowego z lodowiskiem. Miało być tak pięknie, ale wyszło jak zawsze, czyli „film” okazał się być z gatunku SF, czy jak kto woli fantasy. Przy długach, jakie ma miasto, o jakimkolwiek aquaparku można zapomnieć, jako i o lodowisku, a kino, o ile powstanie, na pewno nie będzie miejskie. Na razie przemyślanie, którzy chcą obejrzeć film w kinie innym niż kino domowe, muszą sobie w tym celu pojechać do Rzeszowa, a jeśli chcą się popluskać w basenie z prawdziwego zdarzenia, to obierają kurs na Jarosław.
Mamy otokary
W minionej kampanii R. Choma zapowiadał zakup niskopodłogowych autobusów dla MZK. I tę obietnicę zrealizował. Szkoda tylko, że otokary poza niskimi podłogami mają także takie „atuty”, jak spalanie dużej ilości drogiego paliwa w postaci oleju napędowego, w czym niewątpliwie „pomaga” im to, że wyposażone są w automatyczne skrzynie biegów.
Na szczęście, w zasadzie nic nie wyszło z zapowiadanej „renowacji” Rynku Starego Miasta. Na szczęście, bo miała ona sprowadzić się do „wypłaszczenia” pochyłej płyty Rynku, wycięcia drzew na nim i postawienia tam „wspaniałego” obiektu w postaci pawilonu. Dziękować Opatrzności, że na te pomysły zwyczajnie zabrakło pieniędzy.
Ale nie brakuje ich, jak się okazuje, na „Zwiększenie nakładów na promocję miasta”. Ostatnio zakupiono nowe volvo dla Urzędu Miejskiego, bo przecież urzędnicy Królewskiego Miasta Przemyśla nie mogą jeździć 5-letnim „rzęchem” tej marki. Miasto zasłynęło też tym, że Wojewódzki Sąd Administracyjny uznał pieczołowicie podobno przygotowaną przez magistrat uchwałę „śmieciową” za niezgodną z prawem. No i udało się nazwać, nie wiedzieć po co kawałek ulicy w centrum imieniem biskupa Józafata Kocyłowskiego, co z racji faktu, że błogosławił on oddziały SS Galizien zdążające na Wołyń, odbiło się echem wśród środowisk kresowych.
Prezydent Przemyśla ceni sobie krytykę, ale tylko konstruktywną
Robert Choma (50 l.) nie ukrywa, że jest świadomy tego, iż „patrzy mu się na ręce” i w ulotkę z minionej kampanii. – Tak się składa, że zawsze najwięcej do powiedzenia, jak coś należy robić, mają ci, którzy okazji i przede wszystkim chęci do robienia tego nie mają – zauważa prezydent Przemyśla. – Przyznaję, że priorytetowym zadaniem były sprawy związane z gospodarczym rozwojem miasta. Są to pilniejsze potrzeby niż aquapark – dodaje. – Moim zdaniem, zbudowane tej części obwodnicy i trzeciego mostu temu służą i dobrze się stało, że udało się zrealizować tę inwestycję – przypomina z dumą R. Choma. – Nie pozostawiliśmy jednak pomysłu budowy aquaparku i po analizach doszliśmy do wniosku, że bardziej przyda się Przemyślowi zespół basenów opartych na realizacji usług związanych z m.in. rehabilitacją – zauważa. – A tych, którzy uważają, że obwodnicę zrobiłby każdy, kto byłby prezydentem, zachęcam do sprawdzenia, czy to takie łatwe – uśmiecha się włodarz Przemyśla. – Nagrody, które ostatnio odbierałem między innymi za aktywność w pozyskiwaniu pieniędzy dla miasta z zewnątrz, mówią same za siebie! Krytyka jest potrzebna, ale tylko konstruktywna. Ja natomiast dostrzegam u niektórych krytykę dla krytyki – podkreśla Choma.
Monika Kamińska



9 Responses to "Sprawdzamy obietnice wyborcze prezydenta Przemyśla"