
Sprytnie sformułowane obietnice wyborcze prezydenta Tadeusza Ferenca utrudniają ich rzetelną weryfikację.
– Dla pana własnego bezpieczeństwa lepiej będzie, jeżeli nie dojdzie do spotkania – usłyszał dziennikarz Super Nowości od Macieja Chłodnickiego, rzecznika prasowego prezydenta Tadeusza Ferenca, kiedy próbował umówić się na rozmowę z włodarzem miasta. Wejścia do gabinetu prezydenta strzegła także sekretarka, która usilnie twierdziła, że jest zajęty spotkaniami. Przez dwie godziny dziennikarz Super Nowości próbował dostać się do prezydenta, by zadać mu pytania dotyczące (nie)zrealizowanych obietnic wyborczych z 2010 roku. Do spotkania nie doszło. Czy prezydent czegoś się obawiał?
Prezydent Tadeusz Ferenc (73 l.) prezydencki stołek zajmuje nieustannie od 2002 roku. Kiedy po raz drugi startował w wyborach samorządowych w 2006 roku, obiecywał wiele, m.in.: budowę północnej obwodnicy, basenów z wykorzystaniem wód geotermalnych, Centrum Kultury w Zamku Lubomirskich czy nowoczesny stadion sportowy. Przez cztery lata zrobił niewiele.
Kiedy został rozliczony przez społeczeństwo i lokalne media z niedotrzymanych obietnicy, w kolejnych wyborach (w 2010 r.) był ostrożniejszy. Przestał obiecywać. Zamiast tego rzucał populistycznymi, trudnymi do rozliczenia hasłami. Obietnice wyborcze sprytnie zostały zamienione w demagogiczne sformułowania, których nie sposób wyegzekwować.
Informacje skrzętnie ukryte
Samo znalezienie informacji na temat wyborczych obietnic prezydenta Tadeusza Ferenca okazało się nie lada wyzwaniem nie tylko dla dziennikarzy, którym dostęp do prezydenta blokują jego podwładni.
Problem zauważył także autor jednej z publikacji naukowych na Wydziale Politologii UMCS w Lublinie, który podjął temat wyborów samorządowych w stolicy Podkarpacia. W pracy z 2011 roku wyjaśnia, że nie udało mu się nawet ustalić, czy komitet wyborczy Tadeusza Ferenca przygotował dokument, który można było nazwać programem wyborczym. – Komitet nie posiadał swojej strony w Internecie, a kontakt z pełnomocnikiem (Konradem Fijołkiem – przyp. red.) okazał się niemożliwy – pisze Paweł Hayn. Przywołuje jego obietnice, które padły podczas jednej z kampanii telewizyjnych (wypowiedź wideo prezydenta dla GW inf. z 13.06.11):
– wspieranie tworzenia nowych zakładów pracy i jednocześnie zwiększania liczby miejsc pracy,
– rozwijanie strefy ekonomicznej na przyłączonych do Rzeszowa terenach,
– przyłączanie kolejnych miejscowości leżących w pobliżu miasta,
– budowanie infrastruktury społecznej,
– budowanie poczucia tożsamości mieszkańców z miastem,
– upiększanie architektury rzeszowskich budynków, tak aby Rzeszów był podziwiany wśród osób go odwiedzających.
Populistyczne obietnice
Źródeł informacji na temat obietnic Tadeusza Ferenca, który w 2010 r. po raz kolejny sięgał po władzę, jest niewiele. Super Nowości dotarły do ulotki wyborczej oraz spotu wyborczego Komitetu Wyborczego Wyborców Tadeusza Ferenca „Rozwój Rzeszowa”.
Hasła z ulotki z 2010 r. są bardzo ogólne
– całkowicie odremontowane żłobki, przedszkola – dla najmłodszych,
– edukacja na wysokim poziomie, w nowoczesnej bazie szkolnej – dla uczniów,
– wspieranie rozwoju ośrodka akademickiego – dla 60 tys. studentów,
– większe miasto przyjazne inwestorom,
– nowe miejsca pracy w strefie ekonomicznej – dla absolwentów,
– wspieranie budownictwa mieszkaniowego – dla pracujących w Rzeszowie,
– ciągłe podwyższanie jakości życia w mieście: nowe place zbaw, domy kultury, odnowa parków, ścieżki rowerowe, rozszerzenie monitoringu – dla wszystkich rzeszowian.
Podobne hasła padają w spocie wyborczym. Ówczesny kandydat do prezydenckiego stołka wyborcom jawi się w towarzystwie małej dziewczynki, z którą spaceruje po głównej płycie rynku. Tam nie obiecuje, ale pokazuje, co w mieście już zostało zrobione podczas jego rządów. Wymienia:
– przyjazne żłobki,
– przedszkola dla najmłodszych,
– edukację na wysokim poziomie,
– 60 tys. studentów w prężnym ośrodku akademickim, dla których tworzone są miejsca pracy,
– budowanie nowych mieszkań.
Prezydent namawia do głosowania na niego, jeśli mieszkańcy są zadowoleni z rozwoju miasta. – Chcę dla was dalej pracować – przekonuje Tadeusz Ferenc. Wygrał dzięki 53-procentowemu poparciu.
Czas rozliczeń
Zbliżający się koniec kadencji, a więc i kolejne wybory samorządowe (2014 roku). skłaniają do rozliczenia władzy.
Prezydent Ferenc obiecywał, że zadba o dzieci. Również o te najmniejsze, które miałyby zapewniony pobyt w żłobkach. Jednak okazało się, że były to obietnice bez pokrycia i mieszkańcy Rzeszowa wciąż nie mogą doczekać się chociażby budowy żłobka przy ul. Błogosławionej Karoliny. Pierwsze plany otwarcia tej placówki przypadały na 2012 rok. Jednak dotąd żłobka nie ma. Koniec prac budowlanych przewiduje się na grudzień 2014 roku. Wciąż jednak nie jest pewne, czy ten termin zostanie dotrzymany. Nowa placówka docelowo ma zapewnić miejsca dla 100 dzieci. To dopiero kropla w morzu potrzeb, bo obecnie na miejsce w żłobkach czeka w mieście 300 dzieci.
Jeszcze podczas kampanii wyborczej w 2010 roku na ulotkach prezydent Rzeszowa informował mieszkańców, że jego priorytetem jest wspieranie budownictwa mieszkaniowego. Wielokrotnie obiecywał budowę bloków komunalnych, m.in. przy ul. Granicznej i Zielonej na osiedlu Drabinianka. Jest rok 2013, a bloków wciąż tam nie ma. Być może jeden z nich z 30 mieszkaniami zostanie wybudowany, ale gotowy będzie dopiero w… 2015 roku. Jednak nie wiadomo, kto wtedy będzie prezydentem Rzeszowa.
***
Prezydent Tadeusz Ferenc trwoni pieniądze z budżetu miasta na inwestycje, których nie obiecywał w 2010 roku. Za 12, 5 mln zł wybudowano okrągłą kładkę przy alei Piłsudskiego i za ponad 7 mln zł fontannę multimedialną przy alei Lubomirskich. Gdyby prezydent zrealizował w ostatnich trzech latach swoje obietnice z kampanii wyborczej i przeznaczył pieniądze tylko z tych dwóch inwestycji na to, co wypisał na ulotkach, to i na żłobki starczyłoby, i na bloki komunalne.
Mariusz Andres, Agnieszka Wróblewska



28 Responses to "Sprawdzamy obietnice wyborcze prezydenta Rzeszowa"