II LIGA. STAL STALOWA WOLA – SIARKA TARNOBRZEG. Gospodarze czuli w nogach 120 minut pucharowego boju z Piastem Gliwice.
W świętej wojnie „Stalówki” z Siarką zanotowano szósty remis. Piłkarze się starali, ale widowiska wielkiego nie stworzyli.
Trener Siarki Włodzimierz Gąsior, nomen omen były zawodnik i szkoleniowiec Stali, konferencję prasową rozpoczął od złożenia gospodarzom gratulacji za awans do 1/8 finału Pucharu Polski. – Ściskam kciuki, żebyście poradzili sobie teraz z Zawiszą Bydgoszcz.
Opiekun „Stalówki” Jaromir Wieprzęć za miłe słowa podziękował, ale do morderczego starcia z Piastem Gliwice sprzed czterech dni odniósł się w inny sposób. – Przez całe derbowe spotkanie brakowało nam dynamiki i świeżości. Chodzi o poszczególnych zawodników. Nie szukam tanich wymówek, ale prawda jest taka, że 120 minut z Piastem odbiło się na drużynie. Tym większe słowa uznania, że chłopcy podjęli dziś walkę.
Nie tworzyli zespołu
Derby lepiej rozpoczęli gospodarze dopingowani przez 1600 kibiców. Jednak nie bez pomocy siarkowców, którzy już w 9 minucie mogli nawarzyć piwa. Konrad Stępień tak zagrywał głową do swojego bramkarza, że piłka o mały włos nie wpadła do siatki. Chwilę później Michał Mistrzyk popędził lewą flanką i strzelił, mierząc w okolice tzw. dalszego słupka. Kamil Beszczyński zachował jednak odpowiednią czujność.
– Przed przerwą Stal była szybsza, jej środkowi pomocnicy długo utrzymywali się przy piłce. Właściwie nie stworzyliśmy żadnej okazji, a środkowa linia nie funkcjonowała. Stąd decyzja o szybkiej zmianie Stromeckiego za Korzępę. Miałem pretensje do zawodników, że nie tworzyli zespołu – mówił trener Gąsior.
Kiks, gol, a potem pościg
Szkoleniowiec może reagować na wydarzenia, ale wobec spektakularnych kiksów swoich podopiecznych jest bezradny. Mający zły dzień Tomasz Przewoźnik dawał się ogrywać w I połowie, a na początku drugiej w tak nieudolny sposób podał do swojego bramkarza, że z prezentu skorzystał napastnik Stali Tomasz Płonka. Ten sam zawodnik powinien podwyższyć na 2-0, lecz z kilku metrów nie zdołał pokonać Beszczyńskiego. Stracony gol obudził tarnobrzeżan, którzy zaczęli konstruować coraz groźniejsze akcje. Bliscy szczęścia byli Szymon Martuś i Maciej Domański, od początku sezonu napędzający siarkowców. W 82. minucie nieustępliwość gości została nagrodzona. Po bodaj czwartej w sezonie asyście Domańskiego (tym razem po dośrodkowaniu z rogu) Marcin Stefanik okazał się sprytniejszy od obrońców Stali. Mało tego! Ów tandem mógł przechylić szalę na stronę przyjezdnych w 87. minucie, ale Stefanik z bliska nie wcelował w bramkę.
– Cieszę się z punktu, bo przez długi czas wydawało się, że jesteśmy na przegranej pozycji – podkreślał opiekun Siarki. – Remis jest sprawiedliwy – zgodził się Jaromir Wieprzęć.
STAL St. Wola 1
SIARKA Tarnobrzeg 1
(0-0)
1-0 Płonka (47.)
1-1 Stefanik (82.)
STAL: Wietecha – Kantor, Wrona, Wawrzyński, Kowalski, Jabłoński, Giel (72. Jagiełło), Kachniarz (88. Siudak), Łanucha, Mistrzyk – Płonka.
SIARKA: Beszczyński – Przewoźnik (67. Więcek), Kościelny, Stępień, Suchecki, Mandzelowski (77. Buczek), Stefanik, Korzępa (34. Stromecki), Domański, Jakubowski (88. Koczon) – Martuś.
Sędziował: Paweł Malec (Łódź). Żółte kartki: Wrona, Płonka, Kowalski, Jabłoński. Widzów: 1800.
tsz
[print_gllr id=157353]


