Czy państwo wiedzą, że podczas 90 minut meczu piłkarz jest w stanie stracić na wadze aż 3 kg? I że do godziny po zakończeniu spotkania musi uzupełnić ubytek kaloryczny? Pochłania wówczas pizzę z tuńczykiem, makaron razowy, wlewa w siebie ponad 3 litry płynów – odżywek oraz soku z wiśni. To on bowiem najlepiej odkwasza organizm.
Piłka nożna już na poziomie I ligi to niemal osobna dziedzina nauki. Zawodnik nosi specjalny zegarek, a jego organizm jest monitorowany 24 godziny na dobę. Stu Chińczyków pracujących dla systemu InStat przygotowuje raport z każdego spotkania. Rozbiera piłkarza na czynniki pierwsze: liczba celnych zagrań lewą i prawą nogą, podania do tyłu i wprzód, odbiory piłki, faule, przebiegnięte kilometry, średnia szybkość z jaką poruszał się na boisku i wiele innych danych spływają do sztabu szkoleniowego Technologia nie zastąpi trenerskiej intuicji, mądrości ani charyzmy. Lecz może pomóc, bo dziś walka o punkty na wysokim poziomie sprowadza się do tego, by minimalizować ryzyko przypadkowych zagrań. Na murawie różnie z realizacją zadań bywa, piłkarze popełniali i będą popełniać błędy – i dobrze, bo inaczej sport sprowadziłby się do bezdusznej gry komputerowej. – Dlatego najważniejsza jest głowa. Dla mnie dobry zawodnik zaczyna się od szyi w górę. Tam tkwią jego największe rezerwy, 80 procent wszystkich umiejętności – podkreślał Zbigniew Smółka, opiekun Stali Mielec. Klubu, który zaprosił dziennikarzy na dzień otwarty, dzieląc się swoimi tajemnicami. To była pouczająca lekcja, kuchnia I-ligowca z aspiracjami prezentuje się imponująco. Stal wyprzedziła pozostałe podkarpackie kluby o kilka długości. I nie chodzi wcale o InStat, który kosztuje ledwie 5 tysięcy euro rocznie, lecz o otwarte umysły. Od szyi w górę…
Tomasz Szeliga, redaktor naczelny Super Nowości



2 Responses to "Stal bez tajemnic"