Stal czeka całkowita przemiana

JANUSZ NIEDŹWIEDŹ (36 l.), urodził się w Szczecinku (woj. zachodniopomorskie). Jako zawodnik występował m.in. w Amice II Wronki, Olimpii Elbląg, Warcie Poznań czy Turze Turek. Był młodzieżowym reprezentantem Polski w kategoriach od U-14 do U-19. Pracę w roli trenera rozpoczął w 2008 r., a doświadczenie zbierał w Olimpii Koło (IV liga), Jarocie Hotel Jarocin (II liga), Radomiaku Radom (II liga), Watrze Białka Tatrzańska (IV liga) i Podhalu Nowy Targ (III liga). Ze Stalą podpisał 4-letni kontrakt. Fot. Wit Hadło
JANUSZ NIEDŹWIEDŹ (36 l.), urodził się w Szczecinku (woj. zachodniopomorskie). Jako zawodnik występował m.in. w Amice II Wronki, Olimpii Elbląg, Warcie Poznań czy Turze Turek. Był młodzieżowym reprezentantem Polski w kategoriach od U-14 do U-19. Pracę w roli trenera rozpoczął w 2008 r., a doświadczenie zbierał w Olimpii Koło (IV liga), Jarocie Hotel Jarocin (II liga), Radomiaku Radom (II liga), Watrze Białka Tatrzańska (IV liga) i Podhalu Nowy Targ (III liga). Ze Stalą podpisał 4-letni kontrakt. Fot. Wit Hadło

III LIGA. Rozmowa z JANUSZEM NIEDŹWIEDZIEM, nowym trenerem Stali Rzeszów.

W piątek, 29 czerwca, piłkarze rzeszowskiej Stali wrócili z urlopów i pod okiem nowego szkoleniowca rozpoczęli przygotowania do sezonu. 36-letni Janusz Niedźwiedź (ostatnio pracował w Podhalu Nowy Targ) ma przy Hetmańskiej zbudować drużynę, która nie tylko szybko awansuje do upragnionej II ligi, ale pójdzie nawet o krok, jeśli nie dwa dalej. Pochodzący ze Szczecinka były pomocnik m.in. Olimpii Elbląg czy Warty Poznań jest przedstawicielem tzw. młodego pokolenia polskich trenerów, może pochwalić się najwyższą licencją UEFA PRO. Super Nowościom Janusz Niedźwiedź opowiada o rewolucji czekającej Stal, unikatowym stylu gry i… o tym, dlaczego lubi pracować z inteligentnymi zawodnikami.

– Będzie panu brakowało górskiego powietrza?
– Jestem człowiekiem, który przede wszystkim tęskni za ludźmi. Moja narzeczona przyjechała ze mną do Rzeszowa pomóc mi m.in. w sprawach mieszkaniowych, żebym mógł się skupić tylko na pracy – za co bardzo jej dziękuję – ale razem z naszym synem zostają w Nowym Targu. Z Podhalem udało się nam stworzyć fajny zespół, a przede wszystkim ludzie, z którymi tam pracowałem, byli na wysokim poziomie. Teraz przyszedł jednak czas na Stal i nowe wyzwania. Bardzo się cieszę, że jestem w tym miejscu.

– Musi być pan jednak niepokorną duszą, bo w Stali ciężko o spokój. Przynajmniej w ostatnich latach. Wielu trenerów zjadło już na niej sobie zęby.
– Nie obawiam się tego zadania, bo zęby mam twarde (śmiech). Zresztą proszę mi powiedzieć, czy częste zmiany szkoleniowców doprowadziły do czegoś dobrego? Moim zdaniem, nie. Jeśli nie da się komuś popracować dłużej, to nie oczekujmy, że będzie w klubie stabilność i powtarzalność. Każdy trener przychodzi ze swoją wizją i jeśli będzie ona ciągle korygowana – podobnie, jak i skład – to jest to pierwszy krok do tego, by klub zaczął chylić się ku upadkowi. Nawet mimo tego, że może mieć wielkie plany i pieniądze.

– Stąd ten 4-letni, bezprecedensowy kontrakt? To był pana warunek?
– Nie, taką propozycję przedstawił mi prezes Kalisz. Wie, że jestem człowiekiem cholernie ambitnym, więc nie trzeba mi stawiać wyzwań, bo sam to robię. Mam więc nadzieję, że wszyscy nawzajem podołamy swoim oczekiwaniom.

– Miał pan oferty z innych klubów?
– Tak. Mogłem iść do wyższej ligi, ale przypuszczam, że tam zostałbym na podobnym poziomie jeśli chodzi o mój rozwój. Przychodzę do Stali z nastawieniem, że będzie dla mnie swego rodzaju trampoliną i w perspektywie kilku lat będę się cieszył, że rozwijam się jako trener, podobnie jak drużyna i klub.

– Jak rozumiem, zgodnie z zapowiedziami zespół czeka prawdziwa rewolucja. Na jaką skalę?
– Bardzo dużą! To będzie całkowita przemiana i nie mówimy tylko o personaliach, ale o wszelkich innych sprawach, które muszą się wydarzyć. I zaznaczam, proszę nie mylić tego z ewolucją, bo jeśli z dotychczasowej kadry zostanie połowa zawodników, to sprawa jest oczywista.

– Czasu na te roszady jest jednak szczególnie teraz, w okresie letnim, wyjątkowo niewiele.
– Częste i duże zmiany nigdy dobrze nie wpływają na zespół. Gdybyśmy tylko nie musieli, na pewno byśmy teraz ich nie wprowadzali. Niestety, w tym przypadku trzeba tego dokonać wyjątkowo szybko. W sześć tygodni musimy zbudować wszystko od nowa. Ci, którzy znają się na piłce wiedzą, że to bardzo ciężka misja, ale nie znaczy, że nie do zrobienia. Z tego też względu postanowiliśmy wyjechać na dwa zgrupowania. Każdy trening jest dziś na wagę złota, bo musimy zdążyć poukładać te klocki do pierwszego meczu o punkty. Czeka nas sporo rozmów indywidualnych z piłkarzami i analiz, bo to długotrwały proces, a my musimy go przekazać w pigułce. Choćby dlatego szukamy inteligentnych zawodników, którzy myślą na boisku i poza nim.

– Mimo wszystko cel nadrzędny zapewne się nie zmienia i wciąż mówimy o awansie?
– Jeśli chodzi o deklaracje i plany, to na dziś rozmawiałbym tylko o zbudowaniu drużyny. Mogę powiedzieć sporo górnolotnych rzeczy, opowiadać o awansach, a prawda jest taka, że musimy stworzyć zespół i podstawy pracy. Mamy nowy sztab, trener bramkarzy Radosław Hołubiec (szkoli m.in. bramkarzy reprezentacji Polski U-17 – red.) dojeżdża w niedzielę (rozmawialiśmy w piątek – red.). Musimy otoczyć się ludźmi, którzy myślą w podobny sposób, mają w sobie pasję i są zawodowcami. Wtedy wrócimy do rozmów o innych celach.

– Jak będzie grała Stal Janusza Niedźwiedzia?
– Bazuję na swoim stylu, który jest unikatowy jeśli chodzi o polską piłkę. Boczni obrońcy grają bardzo wysoko, praktycznie jako skrzydłowi. Ci z kolei nie biegają szeroko przy liniach, tylko tworzą przewagę w środku pola. To system bardzo dominujący, ale o innych niuansach taktycznych opowiadał już nie będę. Na pewno jest to ustawienie z czterema obrońcami, natomiast pewne rotacje powodują, że przechodzimy na trzech defensorów. Kto oglądał Podhale, wie jak to wygląda. Mam nadzieję, że w Stali będzie jeszcze lepiej.

– Podobno styl liczy się najmniej, a chodzi o to, by zwyczajnie wygrać – nawet w brzydki sposób.
– Proszę dobrze zapamiętać moje słowa: styl jest kluczowy do osiągania wyników w dłuższej perspektywie. Często trenerzy powtarzają, że styl nie jest ważny, ale trzeba zwyciężyć. Ja mówię wręcz na odwrót. To styl powoduje, że nawet w sytuacji kryzysowej, gdy przegrasz jedno lub dwa spotkania, zachowana jest powtarzalność, a to daje punkty, pozwala się podnieść.

– Po słabszym meczu będzie pana słychać zza drzwi szatni?
– Jestem trenerem, który stara się patrzeć na to, czego potrzebuje drużyna. Jeśli pożądany jest wstrząs, to na pewno usłyszą mnie nawet w Tarnowie (śmiech). Natomiast czasem należy zareagować spokojem – najczęściej merytoryczną rozmową. Jeśli zespół pracuje z zaangażowaniem, to „suszarek” nie trzeba. W drużynie, przy mieszance różnych charakterów, jednym trzeba wstrząsnąć, innego pogładzić. Umiejętność polega na tym, by umieć to wyczuć. Nie ma ludzi, którzy mają monopol na wiedzę, ale uważam, że kwestia mentalna i psychologiczna jest moją mocną stroną.

– Jednym słowem, nie boi się pan rozmawiać twarzą w twarz?
– Konflikty z zawodnikami występują zawsze, na każdym etapie pracy. Tego się nie da uniknąć. Jest 20-kilku ludzi, są sztaby, dziennikarze, kibice i… oczekiwania. Jestem pewny swojej wiedzy, więc nie boję się rozmowy z piłkarzami. Potrafię ich przekonać do pracy, ale jestem też gotowy poznać ich zdanie. Moi podopieczni muszą mieć otwarte głowy i być elastyczni. Często staram się ich pytaniami sprowokować do myślenia, bo najważniejsze, by zrozumieli przekaz od trenera.

– Jak się pan relaksuje?
– Najlepszy sposób to spacer z moją narzeczoną i synem – wystarczy za wszystko. Dlatego też wybrałem mieszkanie w okolicy, która daje spokój i możliwość odpoczynku, bo to wymagający zawód. Lubię być w miejscu pracy, czuję wtedy swobodę i lepiej się koncentruję. Jeśli ktoś chce być trenerem na dobrym poziomie, to nie może się ograniczyć do przyjścia godzinę przed zajęciami, czy zostania godzinę po. Czasem trzeba zarwać i pół nocy.

– Po sąsiedzku opiekunem Stali Mielec został Artur Skowronek. Znajdzie się czas na wspólną kawę?
– Znamy się tylko z widzenia, ale kiedyś dostałem pytanie odnośnie do licencji UEFA PRO i faktu, że rzadko zdarza się, by tak młody trener miał już te najwyższe „papiery” na świecie. Jestem drugi w Polsce, bo trener Skowronek jest ode mnie cztery miesiące młodszy.

– To na koniec proszę jeszcze powiedzieć coś o mundialowym rozczarowaniu Polaków.
– Największym problemem w naszym kraju jest to, że od kilkudziesięciu lat wszyscy powtarzają, że jak drużyna gra słabo, to na pewno winne jest przygotowanie motoryczne. Ale to, że zawodnik wolniej biega nie oznacza wcale, że jest u niego gorzej z fizycznością. Jose Mourinho często powtarza, że w piłkę gra się głową, a nie nogami. Ile oglądamy takich przykładów, że zawodnik teoretycznie nieprzygotowany, wracający po kontuzji, wchodzi i potrafi biegać na wysokich obrotach przez całe 90 minut? Głowa jest niezwykle istotna!

Rozmawiał Tomasz Czarnota

4 Responses to "Stal czeka całkowita przemiana"

Leave a Reply

Your email address will not be published.