
PIŁKA NOŻNA. II LIGA. Noga w gipsie, stracone pół roku – Kamil Radulj padł ofiarą brutalnego ataku w meczu sparingowym.
Zapowiada się wyjątkowo ciężkie półrocze dla Stali Mielec, która musi znaleźć zastępstwo dla Kamila Radulja. Jednemu z najlepszych środkowych pomocników ligi przeciwnik złamał kość strzałkową w nodze.
Była 20. minuta kontrolnego meczu z Wisłą Sandomierz, gdy rywal wpakował się w piłkarza Stali. „Radi” zszedł z boiska z pomocą kolegów, trener Janusz Białek jeszcze wtedy miał nadzieję, że skończy się na strachu. Jednak po wizycie w szpitalu i zrobieniu zdjęcia sprawdził się czarny scenariusz: złamana kość strzałkowa, operacja, sześć tygodni gipsu i kolejne kilkadziesiąt dni rehabilitacji. – Mamy nadzieję, że Kamil wróci w połowie rundy. Ale w jakiej wtedy będzie formie? – rozkłada bezradnie ręce opiekun biało-niebieskich.
Sędziowie głusi na apele
W mieleckim klubie są oburzeni na bezmyślność sparingpartnerów. I to nie tylko tych z Wisły Sandomierz. – Stalowcy z Rzeszowa omal nie złamali nóg dwóm naszym zawodnikom. Mieliśmy na testach chłopaka z Legii, ale po takich meczach do dzisiaj nie może się pozbierać – denerwuje się Bartłomiej Jaskot, dyrektor Stali. Jeszcze większy sprzeciw budzi zachowanie sędziów (z Mielca!), którzy pozwalali na agresywną grę. – Apelowaliśmy do arbitrów, żeby wyrzucali brutali z boiska. Niestety, nie słuchają, a potem u nas w drużynie robi się mały szpital. Nie pojmuję, jak w sparingach można wycinać równo z trawą. Moi zawodnicy rywali szanują i tego samego oczekujemy od innych – podkreśla trener Białek, który będzie musiał znaleźć kogoś w miejsce Radulja. Pytanie, czy to w ogóle możliwe.
„Jankes” na rozegraniu
– Żaden transfer nie wchodzi w grę, musimy liczyć na piłkarzy, których mamy – tłumaczy opiekun Stali. – To wyzwanie dla całej grupy, nie tylko środkowych pomocników. Kamil był naszym boiskowym przywódcą, załatanie dziury po kimś takim nigdy nie jest łatwe.
Jakie opcje brane są pod uwagę? Najbardziej prawdopodobna to ta z Sebastianem Łętochą w ataku i Rafałem Jankowskim na pozycji rozgrywającego. Na środku boiska mogą operować jeszcze Mariusz Korzępa i pozyskany z Unii Tarnów Adrian Ślęzak. Każdemu z nich daleko jednak do klasy „Radiego”, który w sobotę otrzymał nagrodę dla Piłkarza Podkarpacia 2014 roku. Zasłużenie. Kamil był jesienią liderem mielczan. Strzelał ważne bramki, nierzadko filmowej urody, notował asysty, na końcu został dostrzeżony przez Koronę Kielce i gdyby nie kłopoty finansowe tego klubu, pewnie trafiłby do ekstraklasy.
Wraca mocniejszy
W sparingach też prezentował wyborną formę, koledzy korzystali z jego firmowych zagrań – prostopadłych podań. Pech go jednak nie opuszcza. Równo rok temu wracał do treningów po kolejnych perypetiach zdrowotnych. – Początkowa diagnoza brzmiała mało optymistycznie: zerwanie wiązadeł krzyżowych. Na szczęście wystarczyło tylko zszyć łękotkę. Swoje jednak przeżyłem – zwierzał się Super Nowościom. – Gdzie bym się znajdował, gdyby nie kontuzje? Hmm, pewnie wszystko inaczej by się potoczyło. Wierzę jednak, że nic się nie dzieje bez przyczyny. Pierwsze dni zawsze są najtrudniejsze, człowiek jest bliski załamania. Podnosi się głównie dzięki wsparciu najbliższych. Ale kij ma dwa końce: po każdej kontuzji wracam na boisko dwa razy mocniejszy.
Oby znów się sprawdziło.
Tomasz Szeliga


