
ZNICZ PRUSZKÓW – STAL MIELEC. To był najsłabszy mecz biało-niebieskich pod wodzą trenera Zbigniewa Smółki.
– Takiej Stali oglądać nie chcę. Pora wziąć się do pracy i wrócić do tego, z czego słynęliśmy: walki przez 90 minut – powiedział po wyjątkowo nieudanym meczu w Pruszkowie Zbigniew Smółka, opiekun mieleckiego beniaminka.
Drużyna z Podkarpacia dość szybko ustawiła się w ciężkim położeniu – po drugiej żółtej kartce dla stopera Sebastiana Zalepy przez godzinę musiała grać w dziesiątkę. – W tej lidze niełatwo się bronić, gdy na boisku brakuje zawodnika. Sebastian zachował się bardzo nieodpowiedzialnie. Tak doświadczonemu piłkarzowi nie powinny się przytrafiać tego rodzaju pomyłki – Smółka ganił swojego podopiecznego za lekkomyślne dotknięcie piłki ręką.
Za dużo chwalenia
Powiedzmy sobie szczerze: w osłabieniu gra się trudniej, lecz to jeszcze nie koniec świata. A już na pewno nie powód, by zwieszać głowy. Jednak stalowcy w Pruszkowie ewidentnie nie byli sobą. – Nie poznawałem zespołu. Gdzieś uleciała nasza słynna determinacja, na murawie panowała przeraźliwa cisza. Nie wiem, co się z nami stało. Może to przez brak dopingu, może przez świadomość, iż jesteśmy tak blisko upragnionego celu? – zastanawiał się Smółka i niemal natychmiast wyciągał wnioski. – Musimy wziąć się do pracy, to jest wymagająca liga, która momentalnie uczy pokory. Za dużo było ostatnio w mediach wychwalania moich piłkarzy, robienia z nich graczy na poziomie ekstraklasy. Tymczasem na Mazowszu graliśmy nerwowo w obronie i niedokładnie w środkowej strefie. Zbyt często i zbyt łatwo traciliśmy piłkę. Co prawda w końcówce przycisnęliśmy, lecz kapitalnie bronił Piotr Misztal i wróciliśmy do Mielca bez punktów.
Trudny finisz Stali
I jak tu nie wierzyć w efekt nowej miotły? Trener Andrzej Prawda zastąpił kilka dni temu Dariusza Kubickiego, znalazł miejsce w składzie dla Adriana Paluchowskiego, a napastnik odwdzięczył się za zaufanie, strzelając na początku II połowy do siatki. Znicz nadal więc płonie, co podkreślał Prawda. – Nie wszystko stracone, choć takie było chyba przekonanie działaczy, gdy decydowali się na zmianę szkoleniowca. Ale jeszcze walczymy o utrzymanie. Mielczan mieliśmy rozszyfrowanych, wiedzieliśmy, że będą czekać na przechwyty i ruszać do kontry. No i jak z nieba spadła nam ta czerwona kartka dla Zalepy – komentował opiekun Znicza.
Na sześć kolejek przed końcem Stal zajmuje bezpieczne, 11 miejsce, lecz mimo wszystko powinna zachować czujność. W sobotę biało-niebiescy podejmą przy Solskiego Podbeskidzie Bielsko-Biała, potem czekają ich cztery wyjazdy: do Puław, Legnicy, Sosnowca i Tychów, a sezon zakończą meczem u siebie z Pogonią Siedlce. – Finisz będzie bardzo trudny. To jest zawodowa liga, więc nie możemy pozwolić sobie na grę na tak kiepskim poziomie, jak w Pruszkowie – spuentował Smółka.
ZNICZ Pruszków 1
STAL Mielec 0
(0-0)
1-0 Paluchowski (50.)
ZNICZ: Misztal – Jakubik, Janiszewski, Mysiak, Kucharski, Jagiełło (85. Kubicki), Długołęcki, Borek, Machalski (66. Kopciński), Banaszewski – Paluchowski (78. Kita)
STAL: Libera – Sadzawicki (82. Buczek), Zalepa, Milekić, Sulewski, Sobczak, Marciniec, Panajotow, Radulj (36. Lech), Drzazga (72. Głowacki) – Kolew
Sędziował Marek Opaliński (Legnica). Żółte kartki: Janiszewski, Paluchowski – Zalepa, Panajotow, Lech, Drzazga. Czerwona kartka: Zalepa (32. – druga żółta). Widzów 250.
tsz


