Stal pękła w ostatniej minucie

Stalowcy nie wywieźli z Areny Lublin nawet punktu. Zabrakło im kilkudziesięciu sekund. Fot. Dariusz Miącz (www.2kontakty.pl)
Stalowcy nie wywieźli z Areny Lublin nawet punktu. Zabrakło im kilkudziesięciu sekund. Fot. Dariusz Miącz (www.2kontakty.pl)

MOTOR LUBLIN – STAL RZESZÓW. W hicie kolejki działo się sporo ciekawego, choć goście grali dobrze tylko w drugiej połowie.

– Już wiem, jak czuli się na naszym stadionie piłkarze Avii i Polonii – skomentował gorzko Arkadiusz Baran, kapitan Stali. Rzeszowianie przegrali mecz na szczycie, tracąc gola w ostatniej minucie.

Można powiedzieć, że biało-niebiescy zginęli od własnej broni. Wcześniej to oni zadawali ciosy, po których rywale nie mieli czasu na odrobienie strat. Gole zdobywane w ostatnich 10 minutach meczów pozwoliły Stali uzbierać aż 9 punktów. Sęk w tym, że podobne umiejętności posiedli piłkarze Motoru, dlatego nie dziwi, iż szlagier rozstrzygnął się na samym finiszu.

Nerwy do przerwy
– Szanujemy przeciwnika, ale jedziemy po trzy punkty – powtarzali zawodnicy Stali. Arena Lublin, na której zagrali po raz pierwszy oraz atmosfera pojedynku przy światłach, najwyraźniej ich jednak onieśmieliła. W I połowie rzeszowianie zostali zdominowani przez Motor. – Trochę zjadła nas trema – przyznał Piotr Prędota. W 43 minucie strzał napastnika Stali na poprzeczkę sparował bramkarz gospodarzy, Krzysztof Żukowski. To była jedyna w tej części okazja wyprodukowana przez biało-niebieskich. – Pierwsza połowa była w naszym wykonaniu dramatycznie słaba. Motor nas zmiażdżył. W przerwie powiedzieliśmy sobie, że najwyższa pora się obudzić i tak się stało. Po zmianie stron graliśmy szybciej, stwarzaliśmy zagrożenie. Szkoda tej straconej bramki. Piłka długo wisiała w powietrzu, nie miała prawa wpaść do siatki – ubolewał Arkadiusz Baran.

To nie koniec świata
– Przed przerwą reagowaliśmy strasznie nerwowo. Oddawaliśmy piłkę rywalom, a nasze błędy nakręcały Motor. Potem się pozbieraliśmy i stworzyliśmy fajne widowisko. Porażka boli, ale to nie był mecz o wszystko. Lublinianie nie pozwolili nam rozwinąć skrzydeł, co pokazuje, że przed nami jeszcze wiele pracy. Niepowodzenie w tym spotkaniu zmobilizuje nas jednak do bardziej skutecznej gry – obiecał trener Stali Marcin Wołowiec.

– To był nasz najlepszy mecz – nie miał wątpliwości Tomasz Złomańczuk, II trener Motoru, odrzucając zarzut, iż największą bolączką kandydata do awansu jest słaba skuteczność. – Ostatnio wygraliśmy na naszym boisku 6-1. Teraz bramka padła w ostatniej minucie, lecz bądźmy szczerzy: ten mecz powinniśmy byli rozstrzygnąć już do przerwy. Gdybyśmy strzelili dwa, trzy gole, Stal nie mogłaby mieć pretensji – argumentował.

Bohaterem Motoru został obrońca Artur Gieraga. Z rzutu wolnego dośrodkował Tomasz Tymosiak, piłkę zgrał Michał Paluch, a były stoper Łódzkiego Klubu Sportowego i GKS-u Tychy z 2 metrów wpakował ją do siatki, ciesząc się z pierwszego trafienia dla nowego zespołu. – Szczęście? Raczej niesamowita determinacja. Długo biliśmy głową w mur, ale wierzyliśmy, że w końcu go sforsujemy – skwitował pomocnik Motoru Kamil Stachyra, nomen omen były zawodnik Stali.

MOTOR Lublin 1
STAL Rzeszów 0
(0-0)
1-0 Gieraga (90.)
MOTOR: Żukowski – Falisiewicz, Gieraga, Dykyj, Szywacz – Stachyra (89. Prusinowski), Król, Tymosiak, Myśliwiecki (61. Paluch), Wojczuk (61. Wolski) – Drozd (78. Mroczek).
STAL: Kaszuba – Konrad Hus, Baran (81. Szybko), Drelich, Suswam – Lisańczuk (86. Szymański), Kanach, Szeliga, Maślany (79. Szczoczarz) – Brocki, Prędota.
Sędziował: Mateusz Nowak (Stalowa Wola). Żółte kartki: Szywacz – Suswam, Maślany. Widzów: 3900.

tsz

Leave a Reply

Your email address will not be published.