
STAL RZESZÓW – RESOVIA. Obrońca Stali Peter Suswam strzelił prawdopodobnie najładniejszego gola w 70-letniej historii derbów Rzeszowa.
Ostatni w tym roku mecz w Rzeszowie przyniósł sporo emocji. Była szalona walka w błocie, kontrowersyjne decyzje sędziego i piękne bramki. Bohaterem biało-niebieskiej części miasta został Nigeryjczyk Peter Suswam, który 10 minut przed końcem odpalił torpedę, jakiej nie powstydziłby się sam Cristiano Ronaldo.
Stalowcy wykonywali rzut wolny, piłka wróciła w okolice narożnika pola karnego pod nogi Suswama, który błyskawicznie złożył się do strzału. Wyszła z tego bramka marzenie, cudo, które można oglądać w nieskończoność. Futbolówka poszybowała w długi róg, w okolice „okienka”. – Była w tym moc i precyzja – cmokał z zachwytu sam Jan Domarski, po czym dodał pół żartem, pół serio. – Gdyby Suswam chciał to powtórzyć, nie miałby szans. To był strzał życia.
Koledzy Petera też przecierali oczy ze zdumienia. – Myślałem, że śnię. Odkąd gram w Stali, nie widziałem tutaj piękniejszej bramki – podkreślał Kacper Drelich, drugi z obrońców gospodarzy, który w 79. Derbach Rzeszowa trafił do siatki. Dziesięć minut przed arcydziełem 24-latka z Konshishy Drelich udowodnił, że ma nerwy… ze stali. Perfekcyjnie wykonany rzut karny dał biało-niebieskim wyrównanie. – Strzeliłem w środek bramki i myślę, że to zmyliło Marcina Pietrykę. Rzucił się w róg, w którym zazwyczaj posyłam piłkę. Pewnie analizował, jak wykonuję „jedenastki” – zastanawiał się Kacper. – Czułem odpowiedzialność, ale nie strach. Trener przed meczem wyznaczył mnie do karnego, więc nie mogłem stchórzyć – dodawał.
Z nieba do piekła
Gdy uradowany Drelich biegł pod trybunę krytą, by cieszyć się z kibicami, Sebastian Fedan ukrył twarz w dłoniach. To on bowiem zahaczył we własnej „16” o nogę Sławomira Szeligi. – Rywal szukał kontaktu, a ja dałem się nabrać. Popełniłem błąd, biorę to na klatę, choć jest mi bardzo przykro – kajał się obrońca Resovii, który przeżył w derbach drogę z nieba do piekła. Na początku II połowy Fedan popisał się przecież snajperskim nosem i po jego efektownym „szczupaku” biało-czerwoni objęli prowadzenie. – Zaczęło się pięknie, skończyło tragicznie. Nie zasłużyliśmy na porażkę. Stworzyliśmy więcej dobrych okazji, ale znowu zawiodła nas skuteczność. No i ten strzał Suswama. Na coś takiego nie ma recepty – kręcił głową Sebastian. Kilka osobnych zdań poświęcił murawie Stadionu Miejskiego. – To była piłka błotna. Na najgorszym boisku trzeciej ligi sztuką było wymienić dwa, trzy podania. Ciężko pogodzić się z tym, że sztandarowy obiekt stolicy Podkarpacia posiada gorszą płytę od klubów A klasy.
Derby leczą wszystkich
Derby przyciągają coraz mniej widzów, zysk ze sprzedaży biletów ledwie pokryje wydatki związane z organizacją sobotniego spotkania. Jednak ci kibice, którzy zostali w domach, mogą żałować, bo to nie był zły mecz. Resoviakom najczęściej zagrażał Sebastian Brocki. Już w 7 minucie uderzył głową jak należy, lecz bramkarz „pasiaków” wyciągnął się jak struna, wystawił rękę i zdołał sparować piłkę na róg. W samej końcówce, przy stanie 2-1, „Broki” dał jednak plamę – zamiast wyłożyć piłkę koledze, próbował ją zmieścić przy krótszym słupku i trafił tylko w boczną siatkę. W zespole Resovii szarpał Przemysław Pyrdek. Tuż przed przerwą znalazł się nawet w sytuacji sam na sam z Dawidem Kaszubą, ale nie miał pomysłu na zakończenie akcji i szansę diabli wzięli.
Pyrdek był jednym z czterech resoviaków, którzy w tygodniu nie ćwiczyli, ale na pojedynek ze Stalą zdążyli się wykurować. – Przemek był jedynie przeziębiony, natomiast Piotrek Szkolnik grał z blokadą (kapitan „pasiaków” złamał palec stopy – red.), a Konrad Domoń okleił plastrami kolano i wziął leki przeciwbólowe. Jak widać, derby leczą wszystkich – uśmiechał się gorzko Dariusz Jęczkowski, trener gości.
Sędzia się pomylił
Resoviacy mieli olbrzymie pretensje do sędziego Marka Pająka z Mielca. – Jesteśmy rozczarowani wynikiem, choć swojej gry nie musimy się wstydzić. Stal zwyciężyła, gdyż miała Suswama i arbitra – stwierdził Jęczkowski. – Przed pierwszym chylę czoła, bo takie bramki ogląda się tylko w telewizji. Sędzia natomiast nie dostroił się do poziomu widowiska, popełniając zbyt dużo błędów. Nie uznał nam gola na 1-0, choć Konrad Domoń nie zagrał piłki ręką – wracał do sytuacji z 17 minuty. Zawodnicy „pasiaków” po meczu otoczyli sędziego, w żołnierskich słowach przedstawiając jak bardzo ich skrzywdził. Mielecki rozjemca nie chciał słuchać, Radosławowi Adamskiemu pokazał czerwoną kartkę.
Resoviacy pomstowali, stalowcy świętowali 28 zwycięstwo w ligowych derbach i ósme tej jesieni na własnym boisku (przy Hetmańskiej są niepokonani). – Jestem bardzo szczęśliwy i dumny ze swoich chłopaków. Wykonali niemal wszystkie zadania. Ta wygrana pchnie ku lepszemu cały klub – spuentował Marcin Wołowiec, opiekun biało-niebieskich.
STAL Rzeszów 2
RESOVIA 1
(0-0)
0-1 Fedan (52.)
1-1 Drelich (70. – karny)
2-1 Suswam (80.)
STAL: Kaszuba – Suswam, Drelich, Baran, Maślany, Brocki, Kanach, Szeliga, Szczoczarz (89. Jędryas), Lisańczuk (71. Szymański) – Prędota.
RESOVIA: Pietryka – Fedan, Żmuda, Baran, Szkolnik, Adamski (87. Jurczak), Domoń, Kaliniec, Ciećko, Pałys-Rydzik (74. Słoma) – Pyrdek.
Sędziował: Marek Pająk (Mielec). Żółte kartki: Prędota, Szczoczarz, Baran, Suswam, Maślany, Brocki – Fedan, Domoń, Pałys-Rydzik. Czerwona kartka: Adamski (po zakończeniu meczu za krytykę sędziego). Widzów: 1700.
Tomasz Szeligs



2 Responses to "Stal świętuje, Resovia pomstuje na sędziego"