
PIŁKA NOŻNA. I LIGA. Legniczanie nie wykorzystali półgodzinnej gry w przewadze. Ich strzały zatrzymywał kapitalnie dysponowany Marek Kozioł.
Piłkarze beniaminka dotrzymali słowa i zmazali plamę po porażce z Wisłą Puławy. Zwycięstwo było zagrożone, bo od 65 minuty Stal grała w dziesiątkę. – Przetrwaliśmy jednak. Chłopakom należy się wielki szacunek! – podkreślał po meczu potwornie zmęczony Mateusz Cholewiak, kapitan mieleckiej drużyny.
Zaangażowanie, determinacja, poświęcenie – te wszystkie cechy charakteru odmieniane były w mieleckim obozie przez wszystkie przypadki. Należało bowiem poszukać punktów oddanych ostatnio bez walki. Straty po Wiśle zrekompensować zwycięstwem nad Miedzią, najmocniejszą kadrowo drużyną, jaka pojawiła się tej jesieni przy Solskiego.
Reprezentanci na ławce
Łatwo powiedzieć, trudniej wykonać. Ale trener gospodarzy Zbigniew Smółka wyszedł z założenia, że najlepszą obroną jest atak i ustawił zespół ofensywnie: napastników Doriana Buczka i Cholewiaka wspierał ze skrzydła Szymon Sobczak. Żeby przekonać się o różnicy w potencjale, wystarczyło spojrzeć na ławki rezerwowych. Na mieleckiej ledwie dwóch zawodników z bogatszą przeszłością (Krzysztof Kiercz, Grzegorz Fonfara), w Miedzi: Łukasz Garguła, Wojciech Łobodziński i Michał Stasiak. Każdy z nich ubierał kiedyś koszulkę reprezentacji Polski i wystąpił ponad 200 razy w ekstraklasie. Tyle że nazwiska nie grają i to biało-niebiescy stwarzali od początku większe zagrożenie. Dwóch świetnych okazji nie wykorzystał szalenie aktywny Sobczak. Najpierw źle przyjął piłkę w polu karnym, później przegrał pojedynek z Pawłem Kapsą. W odpowiedzi – a była to ostatnia minuta I połowy – w środek bramki strzelił Petteri Forsell. To było pierwsze (!) celne uderzenie legniczan w tym meczu. Miedź zgrabnie dzieliła się piłką, bez większego trudu podchodziła pod pole karne Stali, ale nie miała pomysłu na wykończenie akcji. Wspomniany Fin, który uzbierał już 7 goli i 3 asysty, grał co najwyżej średnio.
Kozioł i szczelna obrona
Miedzi trudno strzelić bramkę. Jeśli zespół Ryszarda Tarasiewicza przegrywa, to wyłącznie 0-1. Beniaminkowi udało się jednak zaskoczyć rywala. Kilkadziesiąt sekund po wznowieniu gry po przerwie, Sobczak uciekł prawą flanką, dośrodkował w pole karne, a Krystian Getinger uderzył piłkę głową jak nakazują podręczniki czyli „skąd przyszła”. – Przez większość spotkania nie dopuszczaliśmy stalowców do groźnych sytuacji, ale jedna czy dwie ich akcje kończą się utratą gola. Jesteśmy niepocieszeni, lecz czekamy na następny mecz z wiarą, że cierpliwa i bardziej rozsądna gra przyniesie nam punkty – utyskiwał Tarasiewicz. Dodajmy tylko, iż Miedź z uwagi na remont murawy od początku października rozgrywa spotkania poza Legnicą.
Stal prowadziła, ale przez ostatnie pół godziny musiała bronić wyniku w dziesiątkę po tym, jak sędzia pokazał drugą żółtą kartkę Michałowi Bierzale. Tomasz Wajda lubi karać piłkarzy, tym razem jednak chyba się zagalopował. Mielczanie przetrwali, w dużej mierze dzięki swojemu bramkarzowi Markowi Koziołowi, który popisał się dwiema niesamowitymi paradami po zaskakujących strzałach najlepszego w Miedzi Michała Bartkowiaka. – Przy Marku w takiej formie i tak broniącym całym zespole, ciężko nam będzie strzelić gola – podkreślał Zbigniew Smółka. Porządki w Stali nowy trener zaczął właśnie od defensywy i efekty są widoczne: w trzech meczach mielczanie stracili ledwie jedną bramkę, a przecież mierzyli się z dwoma kandydatami do awansu: Podbeskidziem i Miedzią. Podobało się zwłaszcza to, w jaki sposób piłkarze gospodarzy pomagali sobie, broniąc się przed atakami drużyny z Dolnego Śląska.
– Po nieudanym spotkaniu z Wisłą moi piłkarze zrozumieli, że tylko grając na 120 procent, są w stanie się utrzymać na zapleczu ekstraklasy. Nie obniżamy poprzeczki. Takiego samego poświęcenia będę oczekiwał od chłopaków w następnych meczach – zapowiedział Smółka.
STAL Mielec 1
MIEDŹ Legnica 0
(0-0)
1-0 Getinger (46.)
STAL: Kozioł – Sulewski, Zalepa, Bierzało, Liberacki, Sobczak, Marciniec, Radulj (68. Kiercz), Getinger (79. Łętocha) – Cholewiak, Buczek (64. Fonfara).
MIEDŹ: Kapsa – Bartczak, Perez, Midzierski, Trifonov (84. Batin), Rybicki, Keon Daniel, Rasak (90. Garguła), Forsell, Bartkowiak – Hernandez (61. Łobodziński).
Sędziował: Tomasz Wajda (Żywiec). Żółte kartki: Buczek, Bierzało, Cholewiak – Hernandez, Bartczak. Czerwona kartka: Bierzało (65 min, druga żółta). Widzów 2100.
Tomasz Szeliga


