STAL STALOWA WOLA – WIDZEW ŁÓDŹ. Stalowowolanie wygrali trzeci mecz i awansowali na miejsce, premiowane awansem.
Kibice „Stalówki” chyba w najśmielszych snach nie przypuszczali, że ich ulubieńcy pokonają łódzki Widzew aż 3-0. Tymczasem podopieczni Krzysztofa Łętochy potrzebowali niespełna kwadransa, by upokorzyć 4-krotnego mistrza Polki, byłego uczestnika fazy grupowej Ligi Mistrzów i dotychczasowego lidera II ligi.
STAL Stalowa Wola 3
WIDZEW Łódź 0
(0-0)
1-0 Dadok (62.), 2-0 Dadok (71.), 3-0 Trąbka (75.)
STAL: Frątczak – Waszkiewicz, Czajkowski, Janiszewski, Sobotka – Żyliński, Kitliński (76. Trubeha), Stelmach (88. Jopek), Trąbka, Dziubiński (84. Mroziński) – Dadok (86. Łętocha)
WIDZEW: Wolański – Pigiel (73. Ameyaw), Kazimierowicz, Michalski, Kamiński – Paulius (66. Falon), Paszliński, Demjan (68. Mąka), Zuziak (58. Świderski), Gutowski – Zieleniecki.
Sędziował Mateusz Bielawski (Katowice). Widzów 900.
Środowa porażka w Pucharze Polski z Legionovią, jak się okazała była tylko zasłoną dymną przed sobotnim pojedynkiem o ligowe punkty, który z trybun Izo-Areny oglądał komplet kibiców, w tym spora grupa fanów z Łodzi. Zdecydowanie więcej powodów do radości mieli fani „Stalówki”, którzy jednak na gole musieli czekać ponad godzinę. Gdy już jednak Stal zaczęła strzelać, to skończyła na aż na trzech trafieniach. Dwa z nich były dziełem Roberta Dadoka, który powoli wyrasta na pierwszą armatę Stali w tym sezonie (ma już na koncie 3 trafienia – przyp. red.). – Myślę, że taktyka i zastosowanie tego co sobie nakreśliliśmy dało rezultat. Na pewno trzeba z Widzewem grać ostrożnie, spokojnie i to właśnie sobie zakładaliśmy. Natomiast w przekroju całego spotkania cieszę się, że cały zespół współpracuje ze sobą. Coraz lepiej nowi zawodnicy się rozumieją. Nie mieliśmy wiele czasu, a trzeba było dokonać przeglądu kadr. Udało się to zrobić w środę i dzięki temu mogłem pozwolić sobie na zmiany personalne. Cieszę się z dopingu kibiców. Fajnie, jak dwa zespoły się wzajemnie szanują. Taka atmosfera, jak dzisiaj, to rzadkość na tym kameralnym stadionie – mówił po meczu opiekun „Stalówki”. Ta po dwóch trafieniach Dadoka nie spoczęła na laurach i ostatecznie dobiła łodzian bramką na 3-0 autorstwa Michała Trąbki. Ten gol najwyraźniej odebrał ochotę do gry czerwonym ze wstydu widzewiakom, którzy w tym momencie marzyli chyba o jak naszym powrocie do domu. – To było zasłużone zwycięstwo gospodarzy. Spodziewaliśmy się, że będzie to bardzo trudne spotkanie, ale nie spodziewałem się, że będziemy drużyną, której tak łatwo ucieknie ten mecz. Do przerwy kilka rzeczy nam nie wychodził, ale był wynik bezbramkowy. Natomiast po przerwie, po uwagach, nadal nie potrafiliśmy kilku rzeczy zrealizować. Zostawiliśmy dużo miejsce gospodarzom i to się źle skończyło. Przede wszystkim błędy własne mojej drużyny spowodowały to, że ten wynik się podwyższał. Szukaliśmy zmian, innego ustawienia, ale nie przynosiło to żadnych efektów – analizował sobotni mecz Radosław Mroczkowski, szkoleniowiec Widzewa.
[print_gllr id=242131]


