Stali dwa różne oblicza

Mieleccy piłkarze wrócili z Tychów z jednym punktem. Nz. pojedynek Grzegorza Tomasiewicza (nz. z lewej) z pomocnikiem z Trynidadu i Tobago, Keonem Danielem. Fot. Stal Mielec

GKS TYCHY – PGE STAL MIELEC. Podkarpacka drużyna ma już 5 punktów straty do ŁKS-u, który wiosną się nie zatrzymuje.

Przez 50 minut nic nie wskazywało, że biało-niebiescy będą mieć w Tychach poważne problemy. Potem jednak stracili bramkę i oddali inicjatywę rywalowi. – W drugiej połowie nie poznawałem swojego zespołu – przyznał trener Artur Skowronek.

GKS TYCHY 1
PGE STAL 1
(0-1)
0-1 Nowak (25.), 1-1 Sołowiej (51.)
GKS:
Jałocha – Grzybek, Biernat, Sołowiej, Daniel, Adamczyk (63. Bernhardt), Piątek, Steblecki, Grzeszczyk, Monterde, Piątkowski
PGE STAL: KiełpinSpychała,Perez, Dobrotka, Getinger, Janoszka (61. Mendi), Soljić, Urbańczyk (87. Gąsior), Nowak, Tomasiewicz (88. Gojko), Prokić.

Sędziował: Łukasz Bednarek (Koszalin). Żółte kartki: Grzybek, Daniel – Getinger, Mendi, Urbańczyk, Tomasiewicz. Widzów 2978.

Stal zaprezentowała na Śląsku dwa różne oblicza. – Pierwsza połowa to coś, do czego dążymy. Przewagę udokumentowaliśmy bramką, taktycznie byliśmy bezbłędni. Po przerwie z drużyną stało się coś złego. Chcemy być powtarzalni przez 90 minut, a nie fragmentami – komentował wyraźnie niepocieszony opiekun mielczan – Na szczęście czeka nas dłuższa przerwa (najbliższy mecz z Sandecją został przełożony – red.), mamy więc czas na wyeliminowanie defektów.

Szybki i nieskuteczny

Remis w Tychach najbardziej ucieszył „Rycerzy Wiosny” z Łodzi, którzy wywalczyli w trzech meczach komplet punktów, nie tracąc nawet bramki. W sobotę ŁKS rozbił 3-0 Wartę, do siatki zaczął już trafiać napastnik Łukasz Sekulski. Takiego zawodnika Stali brakuje, choć Skowronek polemizuje. – Gdyby Andreja Prokić wykorzystał okazję na 2-0, podchodzilibyśmy do sprawy zupełnie inaczej. „Proki” i Mendi mają wystarczająco dużo atutów, żeby nam pomóc na pozycji numer 9. Wywalczyliśmy cztery punkty na trudnych boiskach w Bielsku i Tychach, więc nie mówmy o rozczarowaniu. Trzeba po prostu punktować u siebie.

Prokić po raz kolejny potwierdził, że jest piekielnie szybki oraz szalenie nieskuteczny pod bramką rywala. Hiszpan Mendi nie dał natomiast żadnych argumentów, by go bronić. W 67 minucie otrzymał kapitalne podanie od Josipa Soljica, ale nie opanował piłki, gdyż jest zbyt ociężały. W 79 minucie po koronkowej akcji Soljica z Prokicem, Baska ubiegł obrońca GKS-u.

Latający Kiełpin

W pojedynku z ŁKS-em mielczanie stracili bramkę po kuriozalnej interwencji we własnym polu karnym, która skutkowała podyktowaniem “jedenastki”. W mieście fiata 126 p zabójczy okazał się inny stały fragment gry: po dośrodkowaniu z rogu Łukasz Sołowiej przepchnął Krystiana Getingera i strzałem głową pokonał Seweryna Kiełpina. Bramkarz Stali okazał się zresztą cichym bohaterem – trzykrotnie wyginał się jak struna, by odbijać piłki “zakręcone” po rykoszetach. W czwartej minucie doliczonego czasu uderzał Łukasz Grzeszczyk, futbolówka otarła się o nogę Martina Dobrotki i szybowała w “okienko” mieleckiej bramki. Kiełpin końcami palców zdołał ją jednak skierować na poprzeczkę. – Remis nas nie zadowalał, więc w końcówce się otworzyliśmy, narażając przy tym na kontry. Nie powinniśmy jednak tracić goli po rzutach rożnych, bo mamy świetnie grających w powietrzu obrońców – mówił zafrasowany bramkarz Stali. Mielczanie opuścili Śląsk w kiepskich nastrojach, ale gospodarzy podział punktów również nie usatysfakcjonował. – Jest niedosyt. Mieliśmy sytuacje, spokojnie mogliśmy wygrać. Po bramce nabraliśmy wiatru w żagle – podkreślał Łukasz Sołowiej, który zdobył swojego premierowego gola w barwach tyskiej drużyny. – Nikt nie jest zadowolony z punktu grając na własnym terenie. Bylibyśmy jednak bardzo rozgoryczeni, gdybyśmy w tym meczu nie zdobyli bramki – podsumował Ryszard Tarasiewicz, szkoleniowiec gospodarzy.

tsz

Leave a Reply

Your email address will not be published.