
II LIGA. 29. ligowy mecz najbardziej utytułowanych klubów Podkarpacia zdecydowanie dla gospodarzy.
Stal Mielec lepsza od Stali Rzeszów w pierwszym po czterech latach starciu obu drużyn. Napastnik gospodarzy Sebastian Łętocha lepszy od swojego ojca Krzysztofa, trenera gości. Wieczorne niedzielne derby oglądało aż 5 tysięcy kibiców.
Do trzech razy sztuka – Stal Mielec na swoim nowym stadionie grała odważnie, strzelała bramki, ale nie potrafiła pokonać ani Wigier Suwałki ani Pogoni Siedlce. W niedzielę wreszcie beniaminek dopiął swego. Rozbił Stal z Rzeszowa, która przecież na wyjazdach była niepokonana.
Junior trafił dwa razy
Niedzielne derby nie miały faworyta. Pełno było natomiast podtekstów i sięgania pamięcią wstecz. Gdy 25 lat temu doszło do ostatniego na szczeblu centralnym meczu obu Stali, w obronie rzeszowian grał Krzysztof Łętocha. Jego syn Sebastian przyszedł na świat w 1991 roku, dziś jest kluczową postacią w układance trenera Włodzimierza Gąsiora. Sebastian strzela ważne gole, do niedzieli miał ich dwa, ale w derbach zagrał popisowo i poprawił swój dorobek.
– W domu się przekomarzamy, ale na boisku nie będzie zmiłuj – zapowiadał z błyskiem w oku junior i słowa dotrzymał. W 35. minucie wykorzystał dobre podanie od Sebastiana Głaza, na początku II połowy wykorzystał karnego podyktowanego za faul Konrada Husa. Gdy Łętocha schodził z boiska kilka minut przed końcem meczu, otrzymał owację na stojąco.
Mielec ma przyszłość
Nie tylko zdobywca dwóch bramek zasłużył na najwyższe noty. Mielczanie byli szybsi, atakowali z pasją, wykonywali mnóstwo rzutów rożnych, oddali wiele strzałów. Gdyby nie Miłosz Lewandowski, bramkarz gości, zwycięstwo beniaminka byłoby bardziej okazałe. Najładniejszego gola zdobył Krystian Getinger, który huknął z wolnego. Wynik ustalił natomiast, po wzorowej kontrze, rezerwowy Damian Skiba.
– Przed Stalą Mielec przyszłość. Ten zespół ma ogromny potencjał. Jestem pod wrażeniem – chwalił miejscowych Stanisław Skiba, były zawodnik Stali Rzeszów, znany na Podkarpaciu trener, w niedzielę współkomentujący mecz na antenie Radia Centrum. Grę Stali Rzeszów skwitował w jednoznaczny sposób: – Fatalnie. 1-4 to najmniejszy wymiar kary. Ta drużyna nie walczyła, nie cieszyła się piłką tak jak mielczanie.
Triumf gospodarzy obejrzało 5 tysięcy kibiców. Takiej frekwencji oraz oprawy spotkania nie powstydziłyby się kluby ekstraklasy. W Mielcu piłka nożna po latach marazmu wraca do łask. Jeśli chłopcy trenera Gąsiora nie spoczną na laurach, futbol znów stanie się w mieście dyscypliną numer 1.
Po derbach Stal Mielec awansowała w tabeli na 6 miejsce. Rzeszowianie spadli na ósme i już mało kto pamięta, że niedawno byli liderem.
tsz


