
I LIGA. Po 11 meczu u siebie bez zwycięstwa, trener Podbeskidzia Dariusz Dźwigała stracił pracę. Zastąpi go prawdopodobnie Jurij Szatałow.
Choć „Górale” już pół roku czekają na zwycięstwo w Bielsku-Białej, to jednak mało kto się spodziewał, iż to broniąca się przed spadkiem Stal będzie po meczu pijana ze szczęścia. – Jeeest! Zrobiliśmy to! Nie-wia-ry-godne! – wykrzykiwał debiutujący na ławce trenerskiej mielczan, Zbigniew Smółka.
Nowy szkoleniowiec Stali nie tłumi emocji, więc zwycięstwo nad spadkowiczem malował w pięknie ekspresyjnych słowach. – Moi chłopcy mają serca i wątroby ze stali. Nie mam słów, by podziękować im za to, czego dokonali. W końcówce Bozia wynagrodziła im heroiczną walkę! Wywozimy z Bielska-Białej 3 punkty. To naprawdę niesamowite! – strzelał jak z karabinu maszynowego. A raczej chrypiał, bo przez cały mecz z takim zapałem podpowiadał drużynie, że w końcu stracił głos.
Popsuli święto, zwolnili trenera
Pracujący od poniedziałku z piłkarzami Stali Smółka pękał z dumy, zupełnie inaczej niż Dariusz Dźwigała. – Mam kontrakt na dwa lata. Ludzie, którzy mnie zatrudnili wierzyli we mnie i tylko oni są w stanie mnie odwołać. Jestem przygotowany merytorycznie, mam pomysł na grę Podbeskidzia, ale są takie etapy w życiu, gdy po prostu nie idzie – odpowiadał na pytanie, czy rozważa dymisję.
Posadę utrzymał do niedzieli. W niedzielę po południu szefowie Podbeskidzia, które od 11 spotkań nie potrafi wygrać na własnym boisku, rozstali się z trenerem i jego sztabem. O błyskawiczny powrót do ekstraklasy „Górale” powalczą najprawdopodobniej z Jurijem Szatałowem, byłym opiekunem Górnika Łęczna. Być może Dźwigała dostałby jeszcze jedną szansę, gdyby porażka ze Stalą nie przytrafiła się podczas uroczystego otwarcia Stadionu Miejskiego, w obecności niemal 9 tysięcy kibiców, co jest rekordowym wynikiem.
Majstersztyk „Radiego”
Czy gospodarze faktycznie zaskoczyli stalowców? Raczej nie. – Wiedzieliśmy, że Podbeskidzie ruszy do frontalnych ataków. Mówiliśmy sobie: trzeba przetrwać pierwsze pół godziny. Należy się przesuwać, pomagać sobie, grać zespołowo. To wszystko zrobiliśmy – tłumaczył Smółka. Drugą część planu wyjawił Kamil Radulj. Bohater Mielca, który z zimną krwią, niczym kiedyś Antonin Panenka, wykonał karnego. – Powinien przeprosić bramkarza – śmiał się jeden z działaczy Stali, doceniając spokój i techniczny kunszt środkowego pomocnika. – Im dłużej mecz trwał, tym większe luki się robiły. Mieliśmy więcej swobody, coraz częściej wychodziliśmy z groźnymi kontrami. Po jednej z takich akcji sędzia wskazał na punkt oddalony 11 metrów od bramki – komentował „Radi”.
Nie tylko strzelec zasłużył na pochwały. Świetną akcją popisał się faulowany w polu karnym Szymon Sobczak. – Zawsze powtarzam, że w „szesnastce” trzeba brać rywala „na zamach”, bo kreacja i odwaga popłacają. Szymek pokazał jak należy się zachowywać w takiej sytuacji – podkreślał trener Smółka.
– Bardzo długo czekaliśmy na spektakularne zwycięstwo. Wydarliśmy je, bo dziś szczęście było przy nas. Wcześniej też nie graliśmy źle, jednak brakowało farta. Szacunek dla wszystkich chłopaków, ale szczególnie dla tych z obrony. Walczyli w Bielsku heroicznie – to z kolei komentarz Mateusza Cholewiaka, napastnika Stali, który zapowiedział, że biało-niebiescy pójdą za ciosem. Okazja nadarza się przednia – już w sobotę do Mielca przyjeżdża Wisła Puławy, która na zwycięstwo czeka od 9 kolejek.
PODBESKIDZIE Bielsko B. 0
STAL Mielec 1
(0-0)
0-1 Radulj (77. – karny)
PODBESKIDZIE: Leszczyński – Sokołowski (74. Magiera), Piacek, Deja, Tarnowski, Chmiel, Mikołajewski, Janota (78. Kołodziej), Demjan, Podgórski (58. Sierpina) – Lewicki.
STAL: Kozioł – Sulewski, Zalepa, Bierzało, Liberacki, Sobczak (87. Łętocha), Fonfara (61. Szczepański), Marciniec, Radulj, Prejs (50. Getinger) – Cholewiak.
Sędziował: Sylwester Rasmus (Toruń). Żółte kartki: Bierzało, Sobczak, Radulj, Cholewiak. Widzów 8700.
tsz


