
KRAJ, PODKARPACIE. Wkrótce tysiące osób zostanie pozbawionych dostępu do lekarza podstawowej opieki zdrowotnej, bo średnia ich wieku to ponad 60 lat, a młodych nie widać.
– To nie jest mroczna wizja przyszłości, to dzieje się naprawdę już teraz. Najnowszy przykład: Kożuchów i okoliczne wioski (ok. 10 tysięcy mieszkańców), w połowie czerwca został bez przychodni POZ po śmierci jedynego pracującego tam lekarza – mówi Marek Twardowski, wiceprezes Porozumienia Zielonogórskiego. – Część pacjentów zapisała się do lekarzy w bliższej lub dalszej okolicy, ale ok. 2 tysięcy pozbawionych jest dostępu do POZ. Przychodnie nie są z gumy, lekarze są już tak obciążeni, że nie mają możliwości przyjmowania kolejnych deklaracji. Trwają poszukiwania chętnych do przejęcia przychodni, ale takich nie ma.
Jego zdaniem, to jednak dopiero przedsmak tego, co czeka nas w najbliższej przyszłości. Są regiony w Polsce, gdzie młodzi lekarze nie chcą podejmować pracy, a starzy… są coraz starsi. W województwie lubuskim średnia wieku lekarzy POZ to 62 lata. Ok. 40 proc. z nich stanowią emeryci, nierzadko osoby, które ukończyły 70 i więcej lat. Zmarły lekarz z Kożuchowa był 77-latkiem i dopiero śmierć przerwała jego pracę.
Na Podkarpaciu jest podobnie
– W naszym regionie sprawa wygląda podobnie. W Przemyślu np. przyjmują głównie emeryci, a w POZ zdarzają się pojedyncze przypadki lekarzy „rodzynków”, którzy mają ok. 50 lat. Pozostali, tak jak ja, to ramole na emeryturze, pracujący w praktykach jedno-, dwuosobowych. Z chwilą odejścia robi się DRAMAT!!!! Dobrze, że jeszcze nam się chce… Ale ja już mam dosyć i nie mam komu tego przekazać nawet gdybym bardzo chciał! – mówi Marek Krupowczyk z Porozumienia Podkarpackiego, skupiającego 50 proc. gabinetów POZ w regionie.
I dodaje, że w powiecie brzozowskim kilka lat temu zmarł jedyny w przychodni lekarz. Zastąpić go nie było kim. Na szczęście pacjentów przejęła koleżanka z sąsiedniej przychodni i teraz pracuje za dwóch! Jak długo da radę? Reasumując: szykuje się OGROMNA DZIURA pokoleniowa i za kilka lat nie będzie miał kto WAS leczyć. Ale proszę się nie martwić: każdy rząd sobie poradzi. Ma swoje kliniki!- kończy.
Lekarze widzą dwie przyczyny ubywającej kadry POZ: systemową i wizerunkową. – Obie mają źródło w kilkudziesięcioletnich zaniedbaniach i błędach, których nie naprawia żaden z kolejnych rządów. – Jeśli latami całymi sprowadzano lekarza POZ do roli osoby wypisującej recepty i wystawiającej skierowania do specjalistów, to nic dziwnego, że młodzi z ambicjami nie widzą się w tej pracy – tłumaczy Twardowski.
Istotą problemu jest jednak struktura polskiego systemu ochrony zdrowia, oparta na szpitalach. Tymczasem ochrona zdrowia działa najlepiej w tych państwach, gdzie jej podstawą jest POZ. To system najlepszy dla pacjenta i najmniej kosztowny dla państwa. Jako przykład podaje Holandię, gdzie ok. 17 milionów mieszkańców ma do dyspozycji 238 szpitali. Polaków jest zaledwie dwukrotnie więcej, ale mamy szpitali ponad tysiąc. W dodatku wciąż powstają nowe. Za to w Holandii zadbano o dostęp do lekarzy rodzinnych. Gabinety rozmieszczone są w taki sposób, by każdy mógł się dostać do lekarza w ciągu 5 min. rowerem, a samochodem w minutę. I bynajmniej nie tylko po to, by dostać receptę lub skierowanie, ale by się skutecznie leczyć u wszechstronnie wykształconego lekarza ogólnego, który zna się na większości chorób. – Nasi lekarze rodzinni nie odbiegają wiedzą od kolegów w Zachodu, są powszechnie szanowani w każdym miejscu na świecie i przyjmowani do pracy z otwartymi ramionami. Mogliby także pomagać lwiej części chorych, którzy dziś są bez potrzeby hospitalizowani. Oparcie systemu na szpitalnictwie to najbardziej kosztowna i nieracjonalna opcja z możliwych – dodaje.
– Emeryci stanowią obecnie ponad 20 proc. lekarzy czynnych zawodowo. Ich jednoczasowy ubytek rzeczywiście byłby katastrofą dla pacjentów – przyznaje dr n. med. Wojciech Domka, prezes Okręgowej Izby Lekarskiej w Rzeszowie.
Anna Moraniec



7 Responses to "Stary jak… lekarz rodzinny"