
III LIGA. Rozmowa z Przemysławem Matułą, nowym trenerem Izolatora Boguchwała.
W 11. drużynie III ligi nieoczekiwana zmiana miejsc. Grzegorza Opalińskiego zastąpił dobrze znany w Boguchwale Przemysław Matuła. Były zawodnik i II trener „Izolacji”.
– Dobrze wrócić na stare śmieci?
– Pewnie, że dobrze. Bez wahania skorzystałem z propozycji, wszak Izolator to jeden z najlepiej zorganizowanych klubów Podkarpacia. Pół roku nie pracowałem w klubie, wystarczająco długo, żeby stęsknić się za szatnią i ławką.
– Dlaczego wypadł pan z trenerskiej karuzeli?
– Odszedłem z Siarki, bo nie mogłem pogodzić pracy w klubie z obowiązkami nauczyciela w szkole. Tarnobrzeg niby nie jest daleko, ale jednak trzeba było jeździć dzień w dzień 150 kilometrów. Drugi, ważniejszy powód rozstania z trenerką, polegał na tym, że byłem potrzebny rodzinie. Tata miał operację serca.
– Polecił pana Grzegorz Opaliński, dobry znajomy, z którym wspólnie pracowaliście w Izolatorze w sezonie 2007/08.
– Grzegorz otrzymał propozycję, których się nie odrzuca. Ekstraklasa to inny świat. On już go posmakował, więc naturalne, że go tam ciągnęło. Mądrze postąpił.
– Sześć lat temu przegraliście baraże o II ligę z Nidą Pińczów. Dziś Izolator znajduje się w innym miejscu – trzeba się wygrzebać z dolnych rejonów tabeli.
– Podstawowy cel na wiosnę polega na tym, żeby możliwie jak najszybciej zapewnić sobie utrzymanie. A potem przystąpić do budowy drużyny na kolejny sezon. Ten zapowiada się na jeszcze trudniejszy, bo będzie ostatnim przed reformą ligi, która odtąd składać się będzie z klubów czterech województw: małopolski, świętokrzyskiego, lubelskiego i podkarpackiego.
– Kogo spotkał pan ze starej ekipy Izolatora?
– Z Krzyśkiem Dominem i Konradem Cuprysiem grałem jeszcze w piłkę. Jak odchodziłem z Izolatora, do zespołu pukał Bartek Karwat. Pozostałych zawodników znam gorzej, przyglądam się z uwagą zwłaszcza całej rzeszy młodzieży. Cieszy mnie, że Izolator ma aż tylu wychowanków.
– Przydałby się Wam napastnik. Na treningu pojawił się Konrad Maca, były piłkarz Stali Rzeszów.
– Zobaczymy, jak sprawa się potoczy. Oglądałem jesienią większość spotkań Izolatora i muszę przyznać, że dawno nie widziałem, by drużyna miała takiego pecha. Zawsze czegoś brakowało do postawienia kropki nad i. Będziemy się starać, żeby jesienią już tego nie przerabiać.
– Na asystenta wybrał pan Bartosza Stefanika. Sympatycznego młodego człowieka bez doświadczenia trenerskiego.
– Bartek na razie ogarniać będzie sprawy organizacyjne. Chce się uczyć, więc niebawem pójdzie na kurs instruktora piłki nożnej. Jestem przekonany, że będzie się nam dobrze współpracować. Bartek związany jest z Izolatorem emocjonalnie, a to bardzo ważne.
– Pracował pan w Resovii, Stali Rzeszów, Sandecji Nowy Sącz, Siarce – tych klubów raczej nie sposób porównać do Izolatora. Nie ma pan wrażenia, że zrobił jednak krok wstecz?
– Ja wiem? Raczej nie. W tamtych klubach zawsze byłem asystentem, pracowałem w cieniu pierwszego trenera. Teraz wszystko jest na mojej głowie, biorę pełną odpowiedzialność za wyniki. Jest wielu bardziej doświadczonych szkoleniowców, którzy siedzą w domu, czekając z nadzieją na propozycje pracy.
Rozmawiał Tomasz Szeliga


