
RZESZÓW. Byli pracownicy Cefarmu S.A chcący sprzedać akcje swojej firmy muszą czekać kilkanaście godzin.
– Pomóżcie tym ludziom, bo to, co się dzieje przed budynkiem Cefarmu, trudno nawet opisać. Już od 5 rano przyjeżdżają tam ludzie, często osoby o kulach, i czekają do popołudnia albo są odsyłani do domu, bo się… spóźnili i nie zmieszczą się na liście! To skandal, bo są to osoby z całego Podkarpacia – usłyszeliśmy w redakcyjnym telefonie.
Jedziemy na miejsce. W salce siedzi 40 osób. Pytam o akcje, ludzie ze zniechęceniem machają rękami. – Dziś się już pani nie załapie. Przyjmują tylko 30 osób, a na liście są jest 44 nazwiska. To jakiś horror – mówią.
Przysiadam się do pierwszej z brzegu osoby. To pani Grażyna Bandura z Hermanowej. Dzisiaj przyjechała drugi raz. – Wczoraj nie udało się mi nic załatwić, bo dotarłam tu o godzinie dziewiątej rano. Dziś przyjechałam więc o godzinie 5.40 i byłam już 22, o mały włos i dziś odeszłabym z kwitkiem, a przecież w Cefarmie przepracowałam 33lata – mówi z wyrzutem.
– Ja przyjechałam z Krosna, a w firmie przepracowałam 40 lat – dorzuca Zofa Rękas. – Ja z Zapałowa koło Jaroławia. Na dworcu byłam po godzinie 5, dobrze, że wzięłam taksówkę, to udało mi się zapisać na 23 pozycji na liście. Gdybym dotarła późnej, to nic bym nie załatwiła – dodaje Maria Cienka.
Firma wprowadziła ich w błąd
O co w tym wszystkim chodzi? Otóż firma wysłała do wszystkich akcjonariuszy informację, że termin zbycia akcji kończy się wraz z końcem listopada. Ich sprzedaż zaś zostanie zorganizowana w budynku, w którym mieściła się ich firma, w Rzeszowie przy ulicy Chmaja, dwa razy w tygodniu, w poniedziałek i wtorek. I zaczęło się. Na ul. Chmaja zaczęły przyjeżdżać tłumy ludzi.
Dlaczego jednak firma nie przyjmuje akcji od wszystkich osób, które przyjadą w dany dzień? Dlaczego odsyłają ludzi z drugiej części Podkarpacia? Skąd wzięła się taka liczba 30? Dlaczego pracownik przychodzi dopiero o godzinie 15, skoro ludzie czekają od godziny 5 rano? To skandal, jak można tak traktować kogokolwiek? Z tymi pytaniami zwróciliśmy się do zarządu firmy Cefarm S.A. we Wrocławiu. Niestety, do zamknięcia numeru nie dostaliśmy odpowiedzi. I nikt już nie odbierał od nas telefonu.
Nieoficjalnie udało nam się dowiedzieć, że osoba przyjmująca akcje została zatrudniona na umowę zlecenie, do godziny 15 jest pracownikiem innej spółki, więc nie może przyjść wcześniej. Na widocznym miejscu wisi też kartka, że akcje firmy można sprzedać do końca grudnia, a nie jak mylnie podano w piśmie do akcjonariuszy, do końca listopada. Nie zmienia to jednak faktu, że ludzie o tym nie wiedzą.
Anna Moraniec



4 Responses to "Stoją w kolejce jak „za komuny”"