30 sierpnia w Warszawie kilkanaście tysięcy osób protestowało przeciwko planowanym przez Ministerstwo Edukacji Narodowej zmianom w przedmiocie „wychowanie do życia w rodzinie”, zakładającym wprowadzenie seksedukacji. Manifestanci nieśli transparenty z hasłami „Stop deprawacji w edukacji”, „Ręce precz od naszych dzieci”, „Seksedukacja szerzy lewicowe kłamstwa”.
Ponieważ spotkałem się w tym czasie ze znajomymi, którzy przyjechali w odwiedziny do Polski z Anglii ze swoja trzyletnią córką, zaczęli opowiadać o tym, co się tam dzieje. Ich córka chodzi od niedawna do angielskiego przedszkola. Gdy ją odprowadzają, spotykają na miejscu niespełna trzyletniego chłopca, którego odprowadzają dwaj „tatusiowie”, czyli para gejów, która adoptowała chłopca, bo przecież że nie urodziła. Urzędnicy i para gejów zadecydowali za chłopca o tym, że nie będzie miał mamy. Jak opowiadali mi znajomi, zostali także poinformowani przez swoich przyjaciół, by nie krytykowali na głos ani adopcji dzieci przez pary homoseksualne, ani tym bardziej nie mówili, że homoseksualizm można leczyć, bo to może mieć dla nich bardzo nieprzyjemne konsekwencje.
W Wielkiej Brytanii już od 5. roku życia dzieci są seksedukowane w ten sposób, że pokazuje się im bajki, w których dochodzi do stosunków płciowych. Eksponuje się w nich narządy płciowe. Swoje niemałe zasługi w demoralizacji dzieci mają też Włosi. Tam już trzyletnim dzieciom serwuje się bajki pod tytułem „Dlaczego masz dwie mamusie” i „Dlaczego masz dwóch tatusiów”`. Ostatnio wyszło również na jaw, że w jednym z włoskich przedszkoli dwu- i trzyletnie dzieci zachęcano do obmacywania się, by „poznały różnice w budowie anatomicznej”. Takie są dyrektywy zboczeńców-ideologów gender, by nauczyciele szkolili się w deprawacji najmłodszych.
Ponieważ mam mocne ciągoty libertariańskie, czyli wolnościowe (nie mylić z libertyńskimi), jestem zwolennikiem tego, by każdy odpowiadał za siebie i brał odpowiedzialność za wychowanie swoich dzieci. Jeśli ktoś chce posłać swoje dzieci do przedszkola, gdzie nauczycielami są tylko geje, a w programie nauczania wykłada się światopogląd lewacki i szerzy się ideologię gender, to proszę bardzo. W imię libertariańskich zasad „chcącemu nie dzieje się krzywda” oraz „wolność twojej pięści ograniczona jest bliskością mojego nosa” ma do tego prawo. Problem mam tylko z tymi dziećmi, którym nie pozostawia się wyboru. Bo czy to ich wina, że mają rodziców ze spranymi mózgami? Niestety, środowiskom lewackim nie wystarcza to, że mogą one szerzyć swoje chore idee i wtłaczać je tym, którzy tego chcą. Nie, im chodzi o to, by wszyscy myśleli, czuli i robili to samo. To co oni uważają za słuszne. Nigdy nie pozwolą na to, by życie zweryfikowało ich system edukacji, bo co inteligentniejsi z nich wiedzą, że ich system edukacyjny nie miałby najmniejszych szans na wolnym rynku. No bo cóż szkodziłoby lewackim politykom uwolnić system edukacyjny? Cóż by im szkodziło, by każdy szedł do takiej szkoły, do jakiej chce? Jedni do katolickiej, inni do lewackiej, a jeszcze inni do szkoły dla muminków, jeśli tylko tego chcą.
Niech ludzie nauczą się brać za siebie odpowiedzialność. Minister edukacji Joanna Kluzik-Rostkowska powołała już zespół, który pracuje nad tym, jak deprawować nasze dzieci. Jak widać czasy, w których to państwo mówiło, gdzie mamy jechać na wakacje, nie odeszły bezpowrotnie i mogą powrócić w lekko zmienionej brukselskiej formie. Jednak na razie to jeszcze od nas zależy, czy damy pani minister, tej albo innej z lewackimi ciągotami, szansę na kolejne cztery lata prania mózgów nam i naszym dzieciom, czy też nie.
Redaktor Marcin Żminkowski



12 Responses to "Stop deprawacji naszych dzieci"