Stopień zeszpecenia oceni biegły

Niezależnie od tego, jaki wyrok zapadnie w sprawie usiłowania zabójstwa sandomierzanki, kobieta do końca życia będzie odczuwała skutki podpalenia, którego stała się ofiarą. Fot. Bogdan Myśliwiec
Niezależnie od tego, jaki wyrok zapadnie w sprawie usiłowania zabójstwa sandomierzanki, kobieta do końca życia będzie odczuwała skutki podpalenia, którego stała się ofiarą. Fot. Bogdan Myśliwiec

SANDOMIERZ. Do zakończenia sprawy o podpalenie synowej brakuje już tylko opinii biegłego, który oceni estetyczną stronę odniesionych przez nią obrażeń.

Kończy się proces 68-letniego mieszkańca Sandomierza oskarżonego o usiłowanie zabójstwa 37-letniej synowej. Prokuratura zarzuca mężczyźnie oblanie kobiety łatwopalną substancją i podpalenie. W wyniku jego ataku młoda kobieta odniosła szereg zewnętrznych obrażeń, których nie pozbędzie się już do końca życia.

Proces w tej bulwersującej sprawie toczy się przed Sądem Okręgowym od kilku miesięcy. Od miesięcy trwa także rehabilitacja 37-latki, która przez blisko dwa miesiące po ataku znajdowała się w stanie śpiączki farmakologicznej. Młoda kobieta przeszła także szereg operacji ratujących życie oraz operacji plastycznych, które mają pomóc jej wrócić do stanu sprzed wypadku.

W procesie przesłuchani zostali już wszyscy świadkowie. Na ostatniej rozprawie sąd zdecydował o dodatkowym przesłuchaniu biegłego lekarza ze Wschodniego Centrum Leczenia Oparzeń i Chirurgii Rekonstrukcyjnej z Łęcznej.

– Biegły opiniował już na etapie przygotowawczym w tej sprawie, ale teraz został zawnioskowany, aby wypowiedział się na temat stopnia zeszpecenia pokrzywdzonej – mówi sędzia Marcin Chałoński, rzecznik Sądu Okręgowego w Kielcach.

Leczenie kobiety ciągle trwa i zapewne będzie trwało jeszcze wiele miesięcy, bo obrażenia, których doznała, były bardzo rozległe. Sandomierzanka poparzone miała 47 procent ciała, w najgorszym stanie znajdowała się głowa, klatka piersiowa, plecy i ręce kobiety.

Przypomnijmy; wydarzenia opisane aktem oskarżenia miały miejsce 19 marca ubiegłego roku. Jak wynika z ustaleń prokuratora, po godzinie 18 na jedno z sandomierskich osiedli wróciła z pracy w centrum 37-letnia kobieta. Matka dwóch synów, która niespełna rok wcześniej owdowiała, mieszkała w domu teściów. Między nią a rodzicami zmarłego tragicznie w wypadku motocyklowym męża dochodziło jednak do konfliktów. Teściowie mieli pretensje o zyski z prowadzonego przez kobietę zakładu fryzjerskiego. Sandomierzanka przyznaje, że była przez teścia śledzona, wypytywana o każdy krok i znajomość. Tragicznego dnia nie zdążyła wysiąść z samochodu, gdy, jak twierdzi, mężczyzna oblał ją substancją łatwopalną i podpalił. Mężczyźnie grozi dożywocie.

Wyrok w sprawie zapadnie najprawdopodobniej pod koniec listopada.

Małgorzata Rokoszewska

Leave a Reply

Your email address will not be published.