Stosunki międzyludzkie

Czesław K. był szefem instytucji średniej rangi i wielkości. Firmę ocenia się na podstawie dwóch przesłanek: ogólnego wyglądu gabinetu oraz sekretarki. Lokal jako taki niczym specjalnym się nie wyróżniał, natomiast sekretarka to było cudo. Najlepszy dowód, że na maszynie biegle nie pisała, a mimo to jej pozycja była znaczna. Więc czymś to musiała nadrabiać i można się domyślić czym mniej więcej. Reprezentacyjny wygląd ma w takiej sytuacji istotne dość znaczenie.
Dziewczyna nazywała się Beata R. i niejednego mężczyznę na jej widok nachodziły konkretne zachcianki.
Więc ogólnie się nie dziwię, że jej bezpośredni szef także nie mógł pozostać obojętny na te wdzięki, choć ukrywał to ponoć starannie.
Beata R. to była ponadto spryciula, chytreńka i znająca wartość swej urody. Wchodząc do gabinetu szefa, zachowywała się na pozór obojętnie, ale umiała eksponować co trzeba. Więc szef przełykał ślinę, brał akta do podpisania, ale ręka mu drżała. I nawet wtedy, gdy napotykał w pismach błendy (takie jak ten na przykład), to tylko delikatnie zwracał uwagę:
– Pani Beato, „błąd” pisze się przez „ą”…
– A jak napisałam? – pytał ten anioł blondwłosy i zaglądał szefowi przez ramię, muskając go zalotnie.
Czesław K. odpowiadał, że to drobiazg wprawdzie, ale będzie musiał dać sekretarce parę lekcji.
– Chętnie poddam się nauce – szczebiotała, a każdy przyzna, że chłop z odrobiną ikry już czułby się jej profesorem.
No więc zdarzyło się wreszcie, że Czesław K. został po godzinach pracy i nadrabiał jakieś tam zaległości, gdy nagle otworzyły się drzwi jego gabinetu i w progu stanęła Beata R.
– To pan jeszcze pracuje? – zapytała troskliwie.
– Co pani tu robi o tej porze? – odpowiedział pytaniem.
– Przechodziłam, zobaczyłam, że się świeci i pomyślałam, że mogę być panu potrzebna.
– To ładnie z pani strony. Proszę więc o kawę…
– Tylko tyle? – uśmiechnęła się kusząco, niby to żartując.
Wyszła następnie, a potem przyniosła filiżankę aromatycznej kawy. Szef polecił jej wówczas, aby sobie także przyniosła coś do picia, to on poczęstuje ją kieliszkiem koniaku.
– Z największą przyjemnością – odparła i wykonała służbowe polecenie.
Następnego dnia pół biura wiedziało już o tym, że sekretarka pozostała z szefem po godzinach pracy.
Wiedziano o tym głównie za przyczyną samej Beaty, która chwaliła jakość koniaku oraz zalety towarzyskie szefa.
– To przeuroczy człowiek – opowiadała koleżankom. – W pracy to on jest pies, ale prywatnie ogromnie sympatyczny.
Więc koleżanki pytały, czy prywatnie jest także lew, dajmy na to, na kobiety. Beata R. robiła tajemniczą minę i stanowczo zaprzeczała, ale w taki sposób, że po kilku dniach nikt nie miał wątpliwości, co łączy szefa z sekretarką. I to była właśnie metoda zmierzająca do określonego celu.
Podobne sytuacje zdarzyły się jeszcze kilka razy i Beata R. nie ukrywała tego przed nikim, lecz wręcz przeciwnie.
Zdarzyło się wreszcie, że przyszła do Czesława K., znów po godzinach pracy, i oznajmiła mu:
– Mam radosną wiadomość!
– Co się stało? – zainteresował się przełożony.
– Jestem w ciąży…
– To ma być radosna nowina? Będę musiał przecież poszukać następczynię.
– Ale to będzie n a s z e dziecko…
– Co takiego? – krzyknął Czesław K. – Co pani powiedziała? To nie są mądre żarty!
– To w ogóle nie są żarty – odparła i wyszła z gabinetu.
Nazajutrz zgłosiła się ponownie i zażądała awansu na znacznie wyższe stanowisko. Oznajmiła mianowicie, że w przeciwnym wypadku wybuchnie skandal, bo wszyscy wiedzą, że bywała u szefa i będzie on spalony raczej – i to zarówno w oczach żony, jak i zwierzchników, bowiem naruszył zasady współżycia przez współżycie z podległym sobie personelem.
Czesław K. stanowczo odmówił i wyrzucił dziewczynę z gabinetu. Wówczas spełniła ona obietnicę, informując całą firmę o wydarzeniu, a następnie zatelefonowała do żony Czesława K., mówiąc o wielkiej krzywdzie, jaką wyrządził jej szef. Pora już wyjaśnić szczegóły tej niezwykłej historii. Otóż Beata R. nigdy nie była w ciąży i nigdy nie łączyło ją z Czesławem K. nic poza odrobiną może sympatii dla jej urody. Dziewczyna działała z namowy niejakiego Wiesława P., byłego pracownika tej instytucji, którego Czesław K. wyrzucił dyscyplinarnie za nieróbstwo i pijaństwo. Ten P. pozyskał sympatię Beaty, stał się jej adoratorem, a następnie opracował dokładny plan zemsty, wplątując w to dziewczynę, której wdzięk zdecydowanie górował nad stroną intelektualną. Ona natomiast chciała przy okazji załatwić sobie jakąś lepszą posadę.
O sprawie tej wiemy z akt sądowych, bowiem pomówiony szef wystąpił do sądu, chcąc – jak przypuszczam – uzyskać pisemny dowód swej niewinności. I to raczej ze względu na żonę, niż na władze zwierzchnie, które też miewają przecież często urodziwe sekretarki.
A ogólnie rzecz biorąc, to żeby mieć słabość do kobiet, trzeba mieć mocne zdrowie…

Jan Miszczak

2 Responses to "Stosunki międzyludzkie"

Leave a Reply

Your email address will not be published.