Strącanie złych patronów

Ul. Partyzantów może w mieście zostać, ale samorząd musi uściślić, że nie chodzi partyzantkę radziecką czy GL-owską. Fot. Jerzy Mielniczuk
Ul. Partyzantów może w mieście zostać, ale samorząd musi uściślić, że nie chodzi partyzantkę radziecką czy GL-owską. Fot. Jerzy Mielniczuk

STALOWA WOLA. Obrońcy Pokoju mogą w mieście zostać, ale trzeba uściślić, że nie chodzi o obrońców spod sztandaru z czerwoną gwiazdą.

Już tylko tydzień pozostał samorządom na zrobienie porządku ze złymi patronami ulic i placów. Z przestrzeni publicznej muszą zniknąć nazwy i nazwiska gloryfikujące totalitaryzm. W praktyce chodzi o nazwy z minionego systemu. Jeżeli samorządy nie zmienią nazw, które wytyka Instytut Pamięci Narodowej, po 2 września zrobi to za nich wojewoda.

Obowiązek zmienienia nazw budowli, obiektów i urządzeń użyteczności publicznej, które propagują komunizm lub inny ustrój totalitarny, nakłada na samorządy ustawa z ub. roku. IPN zrobił listę blisko 1 tys. nazw, które muszą być zmienione. To jednak nie wszystko. Nakazuje zmienić inne spoza tej listy, bądź zmienić tylko uzasadnienie nazwy. Kilka takich ulic jest w Stalowej Woli.

O których partyzantów chodzi?
Gen. Świerczewski pośmiertnie nie został zdegradowany za służbę na żołdzie Związku Sowieckiego, ale nie może już być patronem. Akuratnie ten, „co się kulom nie kłaniał”, ma na Podkarpaciu jeszcze kilka swoich ulic. Marszałek Rola-Żymierski też musi być wymazany i nie tylko dlatego, że był bratem znanego mordercy. Na pamięć nie zasługują chociażby Obrońcy Stalingradu, Bruno Jasieński i Oskar Lange, o Gierku i Gomułce już nie wspominając. Samorządy dwoją się i troją, by zdążyć przed graniczną datą i zmienić nazwy najmniejszym kosztem. Bo za zmianą nazwy idą koszty nowych dokumentów, pieczątek i różnych szyldów, a to obciąża kasę samorządową. W najlepsze hula wiec giełda pomysłów, jak obejść ustawę dekomunizacyjną.

Stalowa Wola czystkę w nazewnictwie ulic zrobiła już na początku samorządności. Z przestrzeni zniknęli wtedy m.in. Gagarin i Lenin, którzy nic dla miasta nie zrobili, a Nowotko musiał ustąpić Dmowskiemu. Pozostało jednak kilka ulic, co do których nazw IPN ma uwagi. Chodzi o ul. Obrońców Pokoju, Partyzantów i 1 Sierpnia. Ul. Obrońców Pokoju była prawie w każdym mieście. Nazwa nawiązywała do Światowego Kongresu Intelektualistów w Obronie Pokoju, jaki odbył się w 1948 r. we Wrocławiu. Pod niebiosa był na nim wychwalany ZSRR, jako nosiciel pochodni wolności. Radni Stalowej Woli nazwę mogą zostawić, ale muszą zmienić uzasadnienie. Niektórzy nazywają to oszukiwaniem rzeczywistości, bo w przestrzeni publicznej nic się nie zmieni. Tak zrobili to radni z Pruszcza Gd., gdzie Obrońcy zostali, ale teraz gloryfikują polskich żołnierzy, którzy uczestniczyli w misjach pokojowych ONZ. Można? Oczywiście, że tak! Podobnie jest z ul. Partyzantów. Nazwa może zostać, jednak w uzasadnieniu trzeba zawrzeć, że nie odnosi się ona do leśnych z proradzieckich oddziałów, a np. do któregoś oddziału partyzantki antykomunistycznej.

Pamiątka po pierwszej dekomunizacji przestrzeni publicznej Stalowej Woli. Po ćwierć wieku już tylko najstarsi mieszkańcy miasta pamiętają, gdzie była ul. 1 Maja. A była taka w każdym mieście.
Pamiątka po pierwszej dekomunizacji przestrzeni publicznej Stalowej Woli. Po ćwierć wieku już tylko najstarsi mieszkańcy miasta pamiętają, gdzie była ul. 1 Maja. A była taka w każdym mieście.

Najmniejszym kosztem
I tak też zapewne będzie z ul. 1 Sierpnia. Gdy w stolicy wybuchało powstanie, do Stalowej Woli wkraczała Armia Czerwona i właśnie ten epizod z historii uczczono nazwą jednej z głównych ulic miasta. – Dla mnie zawsze ta nazwa odnosiła się do Powstania Warszawskiego – mówi prezydent Lucjusz Nadbereżny. I tak oficjalnie będzie od września, gdy radni przyjmą nowe uzasadnienie do starej nazwy ulicy. Miasta nad dolnym Sanem dekomunizacja przestrzeni publicznej nie będzie kosztować ani złotówki.

Jerzy Mielniczuk

3 Responses to "Strącanie złych patronów"

Leave a Reply

Your email address will not be published.