Strach iść na operację, bo nie wiadomo, kto ją zacznie, a… kto skończy

 

Kilka dni temu media obiegła szokująca informacja, że nowo przyjęty do pracy w wałbrzyskim szpitalu chirurg nie był w stanie dokończyć zabiegu. Personel nie wezwał nikogo do pomocy (bo nie miał kogo), a rozciętego pacjenta zszywała pielęgniarka – instrumentariuszka. Szpital oficjalnie zaprzeczył incydentowi w sali operacyjnej, nazywając to próbą „destabilizacji funkcjonowania placówki”, ale jak to mówią „w każdej plotce jest ziarno prawdy”. Informacja pochodzi bowiem od lekarzy, byłych pracowników szpitala, którzy w piśmie do władz Wałbrzycha pisali np., że „sytuacja na chirurgii to obraz nędzy i rozpaczy”. „Na przestrzeni ostatnich dwóch miesięcy z uwagi na postępowanie dyrekcji wypowiedzenia złożyło trzech lekarzy chirurgów prowadzących Zakład Endoskopii Zabiegowej. Następnie zwolniony, bez logicznego uzasadnienia, został zastępca ordynatora oddziału, a obecny ordynator przesunięty na stanowisko zastępcy”. „Na oddziale zostanie dwóch lekarzy chirurgów, którzy zresztą zostali niedawno przyjęci i nie są w stanie samodzielnie dokonać podstawowych zabiegów”. „Dlatego jedną z operacji musiała dokończyć pielęgniarka”. Na szczęście pacjent przeżył. Co ciekawe, ten szokujący dla większości Kowalskich news, nie był chyba aż takim zaskoczeniem dla samych lekarzy. Porozumienie Chirurgów skomentowało to tak: „Co czwarty chirurg to emeryt. System kształcenia młodych chirurgów jest beznadziejny, chirurdzy razem z ginekologami są na celowniku specjalnych jednostek prokuratorów, a Ministerstwo Zdrowia jest przekonane, że kryzys w chirurgii jest spowodowany brakiem asystentów chirurgicznych lekarza”. Sprawę skomentował również za pośrednictwem Twittera Jakub Kosikowski, dawny przewodniczący Porozumienia Rezydentów. „3 chirurgów zrezygnowało z pracy, dyrekcja zdegradowała ordynatora, a zastępcę zwolniła. Okazało się, że nowo zatrudnieni 2 chirurdzy nie umieją operować ostrodyżurowo. Rozpoczęty zabieg dokończyła instrumentariuszka. Polska ochrona zdrowia 2021”. Chirurgom natychmiast odpisał inny użytkownik TT: – „Okazuje się, że kryzys powodują sami chirurdzy, którzy nie potrafią operować”. Z ripostą pośpieszyli chirurdzy z Porozumienia Chirurgów Skalpel, pisząc: „Jak na razie stwierdzono, że dwóch nie umie, ale przy obecnym systemie szkolenia, w którym rezydentów chirurgii nie dopuszcza się do stołu operacyjnego, może być takich więcej. Zwłaszcza że teraz rezydentów chirurgii mają przy stole zastąpić asystenci chirurgiczni lekarzy”. To oczywiście zwykła polemika i przerzucanie się argumentami poszczególnych grup i stowarzyszeń. Problem braków kadrowych w ochronie zdrowia jednak jest poważny. Według danych Naczelnej Izby Lekarskiej, w Polsce pracuje kilkanaście tys. lekarzy (wyłączając dentystów), którzy ukończyli 71. rok życia. Część z nich to lekarze, których specjalizacje wymagają bardzo dobrej sprawności psychofizycznej, na przykład chirurgów. Na Podkarpaciu emeryci stanowią obecnie ponad 20 proc. lekarzy czynnych zawodowo. Ich ubytek będzie katastrofą dla pacjentów i może częściej dochodzić do różnych szokujących zdarzeń o których uśpiony pacjent wiedział nie będzie. może nigdy się nie dowie, bo jak zawsze błędy lekarzy okryje ziemia.

Redaktor Anna Moraniec

3 Responses to "Strach iść na operację, bo nie wiadomo, kto ją zacznie, a… kto skończy"

Leave a Reply

Your email address will not be published.