Strach umierać w niedzielę

– Problem koronera powinien być już dawno rozwiązany. Jako lekarze rodzinni jeździmy i stwierdzamy zgony u swoich pacjentów jeżeli dojdzie do nich w godzinach pracy. Robimy to jednak z czysto ludzkich pobudek, współczucia dla rodziny pacjenta. Brak rozwiązań w tej sprawie to kpina i z nas i z rodzin zmarłych – mówi Marek Krupowczyk. Fot Archiwum

Zgon musi stwierdzić lekarz i to on upoważniony jest do wystawienia aktu zgonu, bez tego żaden zakład pogrzebowy nie zabierze ciała. Rodzina więc musi czekać czasem kilkanaście godzin, aż ktoś się zlituje i wypisze kwit. Często sprawa kończy się interwencją policji. Tak było w 2015 roku, tak jest i dziś.

To skandal – komentują Czytelnicy Super Nowości. – Najwyższy czas, by tę kuriozalną sytuację rozwiązać. Ale o co chodzi? Jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze.

– Zadzwonił do mnie w niedzielę człowiek, którego tata zmarł i prosił o wypisanie karty zgonu. Jako lekarz rodzinny pracuję od 8 rano w poniedziałek do godziny 18 w piątek. Powiedziałem więc, że do stwierdzenia zgonu mógłbym przyjechać dopiero w poniedziałek w południe gdy przyjmę chociaż część chorych. Poradziłem mu żeby zadzwonił do nocnej i świątecznej pomocy – mówi Marek Krupowczyk, lekarz rodzinny z miejscowości Orły.

Jakie było jego zdziwienie kiedy po kilku godzinach dowiedział, że nocna odmówiła przyjazdu, bo nie ma kto zapłacić za tego typu usługę (NFZ nie finansuje stwierdzania zgonu ani wypisywania kart, bo nie jest to świadczenie medyczne). Zrozpaczony i zbulwersowany mężczyzna wezwał więc policję, a ta sporządziła notatkę i… wezwała lekarza nocnej i świątecznej opieki. Ten oczywiście przyjechał, a koszty ma teraz pokryć starostwo. – Podpisaliśmy umowę ze starostwem, że będziemy jeździć do stwierdzania zgonów jako koronerzy. Nie słyszałem o przypadku konieczności wzywania policji. Być może umowa obowiązuje dopiero od tego poniedziałku (5 października) – mówi Maciej Lewicki, z-ca dyrektora ds. lecznictwa w przemyskim szpitalu, pod który podlega nocna i świąteczna opieka. – Umowy nie mamy natomiast z samym miastem Przemyślem.

Lekarze rodzinni od dawna chcieli, by zgon pacjenta stwierdzała wyznaczona do tego osoba, bo o tym, kto i w jakich okolicznościach może stwierdzić zgon pacjenta mówi do tej pory ustawa z lat 50. ub. wieku, wymieniająca np. położne wiejskie i felczerów. Porozumienie Podkarpackie zainicjowało nawet akcję zwracania się do starostów powiatowych i burmistrzów podkarpackich miast na prawach powiatów o powoływanie koronerów. Sytuację zmieniła trochę epidemia, bo do problemu z brakiem wyceny doszedł brak środków ochronnych dla lekarzy, jadących stwierdzać zgon do domów objętych kwarantanną. To sprawiło, że rządzący zdecydowali się na zmianę prawa i zobligowali wojewodów do powoływania koronerów wśród lekarzy i lekarzy dentystów. – To jednak rozwiązuje tylko sprawę stwierdzania zgonów u osób z zakażeniem koronawirusem, którzy z jakichś względów nie byli hospitalizowani, a zmarli, albo w przypadku zmarłych w DPS, mamy teraz dużo zachorowań w takich ośrodkach – mówi Mariusz Małecki. prezes Porozumienia Podkarpackiego Związku Pracodawców Ochrony Zdrowia .

Na terenie województwa podkarpackiego zostało powołanych 5 lekarzy do stwierdzania zgonów osób podejrzanych o zakażenie wirusem SARS-CoV-2 albo zakażonych tym wirusem poza szpitalem, z czego tylko 1 z nich zdecydował się przedłużyć umowę z Wojewodą Podkarpackim do końca 2020 roku – informuje biuro prasowe wojewody. – Ustawa z dnia 31 stycznia 1959 r.o cmentarzach i chowaniu zmarłych nie została uchylona, a więc to na samorządzie oraz lekarzach, którzy leczyli pacjenta w ostatniej chorobie ciąży obowiązek wystawiania kart zgonu – czytamy.

Odpowiedzi nie dostaliśmy od starostw: przemyskiego i rzeszowskiego. Być może nic się w tej kwestii nie zmieniło. Podobną sytuację opisywaliśmy na łamach Super Nowości już 5 lat temu. – Żona zmarła z piątku na sobotę, leżała w łóżku martwa 7 godzin, a cała rodzina z rozpaczą i bólem w sercu szukała pomocy, prosiła lekarzy, żeby któryś z nich przyszedł, stwierdził zgon i wystawił kartę zgonu. Niestety, ani lekarz nocnej i świątecznej opieki medycznej, ani lekarz rodzinny nie poczuwali się do tego obowiązku. Policjanci, którzy przyjechali na miejsce wykazali więcej empatii niż lekarze i sami pojechali do lekarza rodzinnego z prośbą o wystawienie karty zgonu. Lekarka odmówiła – mówi wtedy załamany pan Edward z Zagórza.

O tym, że może być inaczej poinformował nas Adam Krzysztoń starosta łańcucki. – Na mocy umowy z Powiatu Łańcuckiego – lekarz lub lekarze zatrudnieni w Centrum Medycznym w Łańcucie dokonują oględzin mających na celu stwierdzenie zgonu i jego przyczyny (…), wystawia też kartę zgonu, według obowiązującego wzoru. Czynności te wykonuje w przypadku, gdy do śmierci doszło poza godzinami pracy lekarza rodzinnego z POZ, do którego był zapisany zmarły pacjent.

Anna Moraniec

5 Responses to "Strach umierać w niedzielę"

Leave a Reply

Your email address will not be published.