
Najpierw ciepłym głosem odzywa się kobieta. Sprawia, że ofiara zdobywa jej zaufanie. Oszustka udaje, że dzwoni ze szpitala lub miejsca wypadku. Do rozmowy włącza się mężczyzna, który uprawdopodabnia zdarzenie, mówiąc o przepisach, karach i odpowiedzialności. Tak naciąga się nie tylko „na wnuczka”. Po odbiór pieniędzy najczęściej wysyłany jest „słup” złowiony na ogłoszenie o pracy dla kuriera.
– Pierwsze oszustwo metodą „na wnuczka”, o którym pisałam informację prasową na stronę internetową tarnobrzeskiej Policji, miało miejsce w 2004 roku. Metoda ta zmienia formę, ale znana jest już prawie 20 lat. Porusza się ten temat w serialach, telewizjach śniadaniowych i w innych mediach, ale niestety wciąż spotykam seniorów, którzy płacząc, opowiadają o tym, że nigdy nie polecieli na egzotyczne wakacje, całe życie żyli oszczędnie i skromnie, a dali się ograbić przez jeden feralny telefon i zmanipulowaną rozmowę oszustów, doskonale znających się na metodach socjotechniki – mówi podinsp. Beata Jędrzejewska
– Wrona, rzecznik KMP w Tarnobrzegu. – To są naprawdę dramatyczne sytuacje, gdy ktoś traci w ten sposób oszczędności swojego życia. Przestrzegać przed metodami oszustów trzeba więc do znudzenia, bo wiem, że dzięki temu kogoś ochronimy.
Sposób „na synową”
27 września na tarnobrzeskim osiedlu Przywiśle 79-latka przekazała nieznanej młodej kobiecie 120 tysięcy złotych. Pieniądze te miały pomóc synowej, która, według informacji przekazanej jej przez telefon, miała spowodować wypadek samochodowy, w którym ucierpiała obywatelka Niemiec.
Ze względu na ochronę danych osobowych, nie udało nam się skontaktować z ofiarą tego oszustwa, ale dzięki pomocy rzeczniczki tarnobrzeskiej Policji odtworzyliśmy krok po kroku przebieg zdarzenia, które powinno być ostrzeżeniem dla innych seniorów.
– 27 września około godz. 13 oszuści dzwonią na telefon stacjonarny. Oszuści korzystają przy tym ze starych książek telefonicznych. Szukają imion, które nadawane były kiedyś częściej niż obecnie. Gdy widzą, że właścicielka telefonu ma na imię np. Regina, Stefania, Władysława, to podejrzewają, że jest to osoba w starszym wieku. Potem na te telefony dzwonią tak dlugo, aż trafią na kogoś, kto może stać się potencjalną ofiarą – mówi podinsp. Beata Jędrzejewska – Wrona.
Halo? Halo? Nic nie słyszę…
Aby mieć czas rozpocząć swoją grę, zaczynają rozmowę cicho i udają, że coś ją przerywa. Sposób ten pozwala na to, by senior sam wypowiedział imię osoby, którą zna i po której spodziewa się, że może do niej dzwonić.
– Senior lub seniorka, nie słysząc dobrze kto dzwoni, sam pyta. Czy to ty Piotruś? Czy to ty Ewunia? Nieświadomie podpowiada więc oszustom imię osoby, która jest im bliska – wyjaśnia policjantka. – Potem oszuści budują już swoją narrację w oparciu o przygotowany scenariusz i zdobyte na wstępie informacje. W przypadku oszukanej ostatnio w Tarnobrzegu 79-latki rozmowę rozpoczęła najpierw kobieta. Poinformowała starszą panią o wypadku drogowym, który spowodować miała jej synowa i że grozi jej 8 lat aresztu – relacjonuje podinsp. Beata Jędrzejewska-Wrona, rzecznik prasowy tarnobrzeskiej Policji. – Poszkodowaną w wypadku miała być obywatelka Niemiec, która dodatkowo niedawno przeszła operację biodra. Osoba, która zadzwoniła do seniorki przekazała, że „w związku ze zdarzeniem synowej potrzebna była większa kwota pieniędzy, dzięki której będzie mogła pokryć koszty leczenia rannej osoby”.
Manipulują według scenariusza
Po chwili do tej rozmowy włączył się mężczyzna, który poinformował seniorkę, że jest „policjantem” i tę sprawę można szybko załatwić, lecz potrzebna będzie znaczna kwota pieniędzy. Mężczyzna zdecydowanym głosem informuje o odpowiedzialności, jaka grozi synowej, o karze. Uwiarygadnia informacje przekazane wcześniej przez kobietę.
– Kwoty, które podają oszuści jako niezbędne do załatwienia sprawy są wysokie, ogromne, szokujące, by po traumatycznej wiadomości o tym, że komuś z bliskich coś grozi, jeszcze bardziej zdezorientować i wystraszyć seniora. W przypadku tarnobrzeżanki kwota, której zażądano, także była ogromna. A zatroskana o synową seniorka przyznała się przestępcom, że posiada pieniądze – informuje pani rzecznik. – Presja czasu, szokująca niespodziewana zła informacja i prowadzenie narracji dotyczącej tej traumatycznej sytuacji przez dwie osoby spowodowały, że ofiara dała się wkręcić w tę grę. Oszuści wiedzą, że wywołanie presji działa paraliżująco na ofiarę. Rozmowa prowadzona jest zawsze tak, by senior nie mógł się rozłączyć, by nie miał czasu się zastanowić, ani zapytać kogoś o radę. By nie miał czasu racjonalnie pomyśleć.
„Odbieraczka” zgarnęła gotówkę
Po krótkim czasie do mieszkania pokrzywdzonej 79-latki z Tarnobrzega zapukała kobieta w wieku ok. 20 – 30 lat, której 79-latka, przekazała swoje oszczędności. „Odbieraczka” z pieniędzmi pospiesznie wyszła z bloku i ślad po niej zaginął.
– Oszuści, wybierając na swoje ofiary osoby w wieku emerytalnym bazują na ich wychowaniu do empatii. To jest pokolenie wychowane w trudnych czasach, które nauczone było pomagać tym, którzy znaleźli się w potrzebie. Mają zakorzenione w psychice, że w nieszczęściu trzeba sobie pomagać – tłumaczy podinsp. Beata Jędrzejewska-Wrona.
Ci, którzy przychodzą po pieniądze to natomiast najczęściej tzw. odbieracze. Są to osoby, które odpowiedziały na ogłoszenie dane przez oszustów, a dotyczące usług kurierskich. Ich zadanie polega tylko na tym, by pieniądze odebrać i wpłacić na wskazane konto.
Kosztowności wyrzuciła przez okno
Oszuści nie mają litości dla seniorów i są w stanie tak ich zmanipulować, że rodzinne klejnoty potrafią wyrzucić przez okno, byle tylko spełnić ich żądania. Taki los spotkał 87-letnią mieszkankę Stalowej Woli. Kobieta przekazała 15 tys. złotych i biżuterię mężczyźnie podającemu się za policjanta.
Oszuści cały czas szukają nowych pomysłów lub modyfikują dotychczas wykorzystywane, aby skutecznie wyłudzać pieniądze, które często stanowią oszczędności ich życia. W ostatnim czasie często wykorzystywaną przez oszustów metodą jest tzw. oszustwo „na policjanta” lub funkcjonariusza CBŚP.
W przypadku 87-letniej mieszkanki Stalowej Woli na jej numer stacjonarny zadzwoniła kobieta podająca się za jej krewną. Seniorka podejrzewając, że może to być oszustwo, rozłączyła się. Kiedy telefon zadzwonił drugi raz, kobieta w słuchawce usłyszała męski głos, a rozmówca przedstawił się jako policjant i poprosił o współpracę w schwytaniu oszustów. Seniorka uwierzyła mężczyźnie i zgodnie z jego poleceniem spakowała pieniądze i biżuterię, które miała w mieszkaniu, i wyrzuciła je przez okno. O tym, że została oszukana zorientowała się dopiero, jak opowiedziała całą sytuację swojej córce – relacjonuje stalowowolska policja.
Udało się w ostatniej chwili
Kilka dni temu kilkadziesiąt tysięcy złotych chciała przekazać fałszywym policjantom 79-letnia mieszkanka Leżajska. Na szczęście do seniorki przed oszustami dotarli łańcuccy policjanci.
Do zdarzenia doszło w ubiegłym tygodniu. Do 79-letniej mieszkanki Leżajska zatelefonowała kobieta, informująca, że jest policjantką. Fałszywa funkcjonariuszka poinformowała seniorkę o rzekomym wypadku, w którym ranna miała zostać jej córka. Jednocześnie oszustka poleciła 79-latce przygotowanie pieniędzy na konieczną pomoc medyczną dla poszkodowanej krewnej. Scenariusz ten jest niemal identyczny, jak ten, który okazał się skuteczną metodą obrabowania tarnobrzeżanki. Po gotówkę miał się zgłosić inny funkcjonariusz. Chcąc pomóc córce, seniorka zebrała wszystkie swoje oszczędności i oczekiwała na przyjście policjanta.
Funkcjonariusze wydziału kryminalnego łańcuckiej komendy, pracujący nad wykryciem przestępców zajmujących się oszustwami, uzyskali informację, że do tego typu oszustwa mogło dojść w Leżajsku. Prawdziwi policjanci niezwłocznie udali się do mieszkania seniorki. 79-latka w kopertach miała już przygotowanych kilkadziesiąt tysięcy złotych, które chciała przekazać na pomoc córce.
Dzięki szybkiej reakcji funkcjonariuszy seniorka nie przekazała oszustom pieniędzy.
Żadnych natychmiastowych działań
– Apelujemy do osób starszych i ich rodzin o ostrożność w sytuacjach, gdy dzwoni osoba podająca się za wnuczka, czy krewnego. Rozmowa prowadzona przez oszustów z pewnością ma na celu wyłudzenie od seniorów ich oszczędności. Pamiętajmy, jeśli odbieramy telefon i ktoś prosi, albo domaga się pieniędzy, nie podejmujmy żadnych natychmiastowych działań
– przestrzega podinsp. Beata Jędrzejewska-Wrona.
Małgorzata Rokoszewska



7 Responses to "Straciła120 tys. złotych"