Strajk medyków coraz bliżej, a rząd milczy

W zapowiadanym na 11 września proteście medyków udział ma wziąć kilkanaście tysięcy: lekarzy, pielęgniarek i położnych, ratowników medycznych, diagnostów, radiologów i fizjoterapeutów, farmaceutów i laborantów. Słowem, przedstawicieli wszystkich zawodów medycznych zatrudnionych w ochronie zdrowia. Ma potrwać tylko 5 godzin, ale później medycy mają rozbić białe miasteczko, jak to przed 14 laty zrobiły pielęgniarki (2007 rok), i w nim pozostać. Nie ukrywają, że protest będzie eskalował oczywiście jeżeli rząd nie podejmie konkretnych rozmów. O organizacji protestu i swoich postulatach poinformowali już 2 sierpnia, powołując jednocześnie Komitet Protestacyjno-Strajkowy i apelując o spotkanie z przedstawicielami rządu do premiera Mateusza Morawieckiego. Dlaczego chcą spotkania z samym premierem? Ponieważ wcześniejsze próby porozumienia się z ministrem zdrowia nie przyniosły żadnych efektów (żądali nawet dymisji Adama Niedzielskiego, bo stracili do niego zaufanie). Minął już blisko miesiąc, do protestu pozostało 12 dni i co? Nic. Żadnego odzewu ze strony rządu. Nikogo, kto podejmując rozmowy próbowałby zapobiec napiętej do granic możliwości sytuacji, a Adam Niedzielski może być o swój los zupełnie spokojny. Po pierwsze dlatego, że jest zaufanym człowiekiem premiera, a poza tym w sposób wręcz idealny planuje i realizuje wizję partii rządzącej, czyli centralnego zarządzania wszystkim, czym można zarządzać. Małe są więc szanse na wcześniejsze porozumienie czy chociażby odroczenie skutków protestów białego personelu. A te na pewno będą. U medyków widać bowiem determinację i oburzenie na, ich zdaniem, złe i upokarzające ich traktowanie: jak sprzęty w szpitalu, które można przenosić z miejsca na miejsce, w zależności od potrzeb; jak roboty mogące pracować po kilkadziesiąt godzin non stop, bo nie ma zmiennika na dyżur; jak kogoś, kogo można zastąpić kimkolwiek, niemal podczas łapanki na ulicy. „Niech jadą” słyszeli, „są przecież lekarze czy pielęgniarki, co tylko patrzą, by przyjść z Ukrainy czy Białorusi, leczyć i opiekować się chorymi”. Gdzie oni są? Nie wiadomo. Może zatrzymały ich zasieki rozstawione przed uchodźcami? Co będzie dalej? Na razie trudno przewidzieć. Nadzieje dla pacjentów niesie hasło przewodnie strajku medyków „Jakość w miejsce bylejakości”. Czy uda się im tę jakość wywalczyć dla dobra nas wszystkich? Wszystkich, bo walcząc o większe nakłady na zdrowie, nie walczą tylko o swoje pensje (chociaż o nich też nie zapominają i trudno się dziwić. Żądanie większych nakładów – 8 proc PKB, a nie zakładane przez rząd 7 proc. (u sąsiadów 8,8 proc. PKB. było już w 2018 roku), to także dobra wiadomość dla nas, pacjentów. Przełoży się bowiem na większą liczbę finansowanych świadczeń, szerszy dostęp nie tylko do lekarza, ale i diagnostyki czy rehabilitacji, to szansa na zwiększenie liczby medyków, którzy uciekają za granicę lub po prostu z publicznej opieki do prywatnych gabinetów. A zrobić coś trzeba szybko, bo, jak mówią medycy, tak źle jeszcze w służbie zdrowia nie było. A społeczeństwo się starzeje i wymagać będzie coraz więcej opieki.

Redaktor Anna Moraniec

4 Responses to "Strajk medyków coraz bliżej, a rząd milczy"

Leave a Reply

Your email address will not be published.