
PODKARPACIE. Strażacki samochód wyjeżdżał do pomocy średnio co 13 minut.
62 dni wakacji, to był dla podkarpackich strażaków bardzo intensywny czas pracy. Do pomocy wzywani byli 6809 razy. W 674 przypadkach gasili pożary, a 5876 interwencji dotyczyło tak zwanych miejscowych zagrożeń, czyli działań niezwiązanych z ogniem.
– W zdarzeniach, do których byliśmy wzywani zginęło 40 osób. Są to głównie ofiary wypadków drogowych i utonięć. Prawie 800 rannym udzieliliśmy pomocy. W ciągu dwóch wakacyjnych miesięcy strażacy wzywani byli także do poszukiwań osób, które podczas wypoczynku zniknęły pod wodą. Niestety, ośmiu osobom nie udało się pomóc – informuje mł. bryg. Marcin Betleja, rzecznik prasowy Podkarpackiego Komendanta Państwowej Straży Pożarnej.
Większość strażackich interwencji to tak zwane miejscowe zagrożenia. Spektrum działań w tych przypadkach jest ogromne. – Usuwaliśmy skutki burz, nawałnic i silnych opadów deszczu. Działaliśmy w zakresie ratownictwa chemicznego i ekologicznego. Byliśmy wzywani praktycznie do każdego wypadku drogowego – mówi rzecznik. Telefony na numery alarmowe to nie tylko zgłoszenia wypadków i pożarów. To także alarmy fałszywe, których zanotowaliśmy 259.
Wakacje to także prewencja i promocja bezpiecznych zachowań. W ramach akcji „Kręci mnie bezpieczeństwo” podkarpaccy strażacy uczestniczyli w wielu spotkaniach, podczas których uczyli pierwszej pomocy i zasad bezpiecznego wypoczynku.
Funkcjonariusze Państwowej Straży Pożarnej odwiedzili również 57 obozów harcerskich. – Szkolili uczestników i kadrę w zakresie prowadzenia korespondencji i sprawdzenia łączności ze służbami ratowniczymi. Strażacy przeprowadzili także instruktaże z użycia podręcznego sprzętu gaśniczego i udzielania pierwszej pomocy przedmedycznej. Przeprowadzono również pogadanki na temat sposobów zachowań podczas niebezpiecznych zjawisk atmosferycznych – wylicza mł. bryg. Betleja. Podczas wizyt sprawdzane także były warunki i organizacja ewakuacji obozowisk.
wk


