Strażacy uratowali życie chłopcu, który wpadł do studni

Widoczni na zdjęciu ratownicy wydostali ze studni ciężko rannego chłopca. Fot. KP PSP Leżajsk
Widoczni na zdjęciu ratownicy wydostali ze studni ciężko rannego chłopca. Fot. KP PSP Leżajsk

LEŻAJSK. To cud, że chłopak przeżył upadek z wysokości 24 metrów. – To tak, jakby spadł z wysokości około 7. piętra – mówi mł. bryg. Marcin Betleja.

O dużym szczęściu może mówić dziesięciolatek, który wpadł w niedzielę razem z psem do studni wypełnionej wodą. Poważnie ranny chłopiec mógł umrzeć, gdyby nie szybka akcja strażaków, którzy ryzykując własne życie wydostali go ze śmiertelnej pułapki.

Wołanie chłopca usłyszała przechodząca ul. Studzienną w Leżajsku kobieta, która powiadomiła służby ratunkowe. Strażacy otrzymali zgłoszenie dokładnie o godz. 16.24, a pięć minut później byli już na miejscu. – W momencie, gdy na miejsce przyjechali strażacy chłopiec był przytomny i odpowiadał na pytania. Strażacy zabezpieczyli miejsce zdarzenia oraz sprawdzili poziom tlenu w studni, jednocześnie wykluczając obecność toksycznych gazów – mówi mł. bryg. Marcin Betleja, rzecznik prasowy Podkarpackiego Komendanta Wojewódzkiego PSP.

Otwór, do którego 10-latek wpadł razem ze swoim psem.
Otwór, do którego 10-latek wpadł razem ze swoim psem.

Do studni na linie asekuracyjnej został opuszczony strażak. Ratownik zabezpieczył chłopca, którego ze złamanym podudziem, przestraszonego, wycieńczonego i zmarzniętego wyciągnięto na powierzchnię i przewieziono do szpitala w Rzeszowie. Ze studni strażacy wyciągnęli także zwłoki psa, z którym 10-latek wpadł do środka.

Akcja ratunkowa trwała prawie dwie godziny. Uczestniczyło w niej 15 strażaków, wśród nich strażacy ze specjalistycznej grupy ratownictwa wysokościowego z Rzeszowa.

To nie koniec całej sprawy, bo śledczy z leżajskiej komendy na miejscu wykonywali oględziny, ustalili ewentualnych świadków i prawdopodobny przebieg nieszczęśliwego zdarzenia. Teraz wyjaśnieniem sprawy i tego, dlaczego chłopiec wpadł do studni zajmie się leżajska prokuratura.

Grzegorz Anton

Leave a Reply

Your email address will not be published.