
RESOVIA – SOŁA OŚWIĘCIM. „Pasiaki” poniosły pierwszą porażkę, ale pozostały liderem.
To było widowisko jak się patrzy, szkoda tylko, że z nieszczęśliwym zakończeniem dla lidera z Rzeszowa. Pogrążył go najlepszy na boisku Paweł Cygnar, który pięć lat temu zakładał biało-czerwoną koszulkę Resovii.
31-letni pomocnik w ostatniej minucie doliczonego czasu gry kapitalnie podał na skrzydło do Jakuba Snadnego, ten posłał piłkę w pole karne, a nadbiegający Arkadiusz Czapla, na raty, pokonał Marcina Pietrykę. – Asysta i gol to zasługa rezerwowych, z czego bardzo się cieszę – zaznaczał Sebastian Stemplewski, trener Soły, która nie wystraszyła się Resovii i nawet po stracie bramki nie przestała myśleć o wywiezieniu ze stolicy Podkarpacia trzech punktów. – Czy to był nasz najlepszy mecz? Nie, wcześniej też prezentowaliśmy się dobrze – odpowiadał Stemplewski. – Różnica polegała na tym, że teraz byliśmy głodni gry. Po intensywnych opadach deszczu w Oświęcimiu nasze boisko nie nadawało się nawet do treningów. Zmarnowany tydzień musieliśmy więc nadrobić podczas 90 minut starcia z liderem – tłumaczył.
Paweł Cygnar, który w Resovii występował dwukrotnie, ale pierwszoplanową postacią nie został, doskonale dyrygował oświęcimską orkiestrą. Przedstawienie skradł mu jednak obrońca Konrad Kasolik, który na początku II połowy huknął z ponad 30 metrów w „okienko”. To był strzał życia, nie do powtórzenia, więc Kasolik powinien poprosić o nagranie wideo, by na starość pokazywać wnukom, że kiedyś była w stopie i moc, i precyzja.
„Pasiaki” poniosły pierwszą porażkę, ich trener Szymon Grabowski stwierdził, że na własne życzenie. – Przed przerwą zmarnowaliśmy mnóstwo okazji, w drugiej połowie obdarowywaliśmy rywala prezentami. Nie byłoby goli dla Soły, gdybyśmy się lepiej zachowali. Można przegrać, ale nie w tak bezsensowny sposób – utyskiwał nie bez racji. Choć Soła wysoko zawiesiła poprzeczkę, to jednak już do przerwy mecz powinien zostać rozstrzygnięty. Michał Ogrodnik i Bartłomiej Buczek przegrali pojedynki z doskonale dysponowanym Dawidem Gargaszem, gości uratowała też poprzeczka. Może sytuacja wyglądałaby inaczej, gdyby koledzy dostroili się poziomem do Ogrodnika, który aż kipiał energią i siał zagrożenie pod bramką Soły. – Po niektórych zawodnikach spodziewaliśmy się czegoś więcej – przyznał trener Resovii. – Pora wyciągnąć wnioski i już w piątek w Skawinie pokazać, że to był wypadek przy pracy – dodał.
RESOVIA 1
SOŁA Oświęcim 2
(0-0)
0-1 Kasolik (48.), 1-1 Buczek (81.), 1-2 Czapla (90.)
RESOVIA: Pietryka – Barszczak (65. Bieniasz), Pawlak, Makowski, Kowal, Ogrodnik, Kmiotek (70. Kwiek), Kaliniec, Drobot (88. Cach) – Pyrdek (56. Hass), Buczek (88. Pałys-Rydzik)
SOŁA: Gargasz – Kasolik, Wadas, Drzymont, Jamróz, Gleń, Szewczyk (80. Szymczak), Knapik (75. Czapla), Wawoczny, Hałgas (88. Snadny) – Cygnar.
Sędziował Łukasz Szczołko (Lublin). Żółte kartki: Kaliniec, Kwiek, Ogrodnik – Wawoczny. Widzów 300.
Tomasz Szeliga


