Strzelając do chmur doprowadzili do suszy?

Susza pustoszy zbiory. Działkowcy ratują się podlewaniem swoich upraw, ale jest to bardzo nierówna walka. Fot. Małgorzata Rokoszewska
Susza pustoszy zbiory. Działkowcy ratują się podlewaniem swoich upraw, ale jest to bardzo nierówna walka. Fot. Małgorzata Rokoszewska

Od 1 kwietnia do 20 czerwca w rejonie Sandomierza padało tylko dwa razy. Susza dobija plantatorów i rolników. Dobiją nas też wkrótce ceny produktów rolnych.

W sandomierskim zagłębiu sadowniczym plantatorzy jabłek w ciągu kilku ostatnich lat uzbroili się w działka przeciw gradowe. Strzelają z nich do chmur. Broń ta jest na tyle skuteczna, że w regionie sąsiadującym z Podkarpaciem niemal zupełnie przestał padać deszcz.

O wynalazku, który podbił sadownicze zagłębie, pisaliśmy już pięć lat temu. Wówczas udaliśmy się z do jednego z sandomierskich sadowników, by na własne oczy zobaczyć i dowiedzieć się, jak wygląda i działa maszyna, która rozbija gradowe chmury.

Urządzenie zainstalowane pod Sandomierzem było wówczas jednym z trzech w Polsce. Ukryto je w niewielkim blaszaku, nad którym górowała metalowa dysza ustawiona pionowo w niebo, a dokładniej w gradowe chmury. Mechanizm jego działania oparty był na prostym pomyśle. Wewnątrz blaszaka po jednej stronie stoją butle z acetylenem, po drugiej dysza. Za niewielką ścianką działową zamontowana jest część elektroniczna urządzenia.

– Urządzenie wyposażone jest w radar, który wyczuwa nadchodzące chmury gradowe i strzela w nie na wysokość 15 tys. metrów falą dźwiękową powstałą w wyniku zmieszania powietrza i acetylenu. Jest ona dodatnio naładowana. Ładunek ten zmienia polaryzację chmury, czyli miesza powietrze zimne z ciepłym i nie dopuszcza w ten sposób do powstania kulek gradowych. Z takiej chmury spadnie jedynie deszcz lub śnieg – tłumaczył nam sadownik.

Na używane przez sadowników działa zaczęli się jednak skarżyć mieszkańcy regionu. Przeciwko falom dźwiękowym ruszyła fala krytyki. Chodzi o hałas, jaki towarzyszy wystrzałom oraz brak deszczu.

Skargi na sadowników używających działek wpłynęły już ubiegłego lata m.in. do Starostwa Powiatowego w Sandomierzu. Zdaniem autorów protestów, działka strzelają niemal do każdej chmury, zarówno w dzień, jak i w nocy.

Starostwo opublikowało w tej sprawie swoje stanowisko i apeluje o to, by parlamentarzyści zajęli się sprawą uregulowania kwestii używania działek przeciw gradowych. Zdaniem urzędników „zachodzi uzasadnione podejrzenie, że ingerencja ww. urządzeń w lokalną cyrkulację atmosferyczną może przyczyniać się do drastycznego obniżenia poziomu opadów deszczu”.

– Nie bez znaczenia jest także kwestia hałasu oraz problem płoszenia ptaków i zwierząt. Działka przeciw gradowe emitują bowiem hałas rzędu 130 dB, a więc równy temu wytwarzanemu przez samoloty odrzutowe. Sadownicy strzelają w nocy, kiedy to między 22 a 6 rano obowiązuje cisza nocna i niewątpliwie płoszą nim okoliczne zwierzęta i ptaki, w tym gatunki objęte ochroną – nadmieniają urzędnicy.

– Od 1 kwietnia do 20 czerwca w Sandomierzu padało tylko dwa razy. W połowie maja spadł deszcz na poziomie ok. 30 mm na dobę. Można powiedzieć, że był to spory opad i potem padało jeszcze tylko jeden raz – mówi pan Konrad, działkowicz mający uprawy po prawej stronie Sandomierza. – Ziemia jest wyschnięta na wiór. Sucho jest także w studniach. Każdy ratuje się podlewaniem upraw, ale ono nigdy nie zastąpi deszczu. Nie wiem, czy to wina strzelania do chmur, ale tego, że w tej okolicy przestało padać nie da się ukryć.

mrok

6 Responses to "Strzelając do chmur doprowadzili do suszy?"

Leave a Reply

Your email address will not be published.