
Od 1 kwietnia do 20 czerwca w rejonie Sandomierza padało tylko dwa razy. Susza dobija plantatorów i rolników. Dobiją nas też wkrótce ceny produktów rolnych.
W sandomierskim zagłębiu sadowniczym plantatorzy jabłek w ciągu kilku ostatnich lat uzbroili się w działka przeciw gradowe. Strzelają z nich do chmur. Broń ta jest na tyle skuteczna, że w regionie sąsiadującym z Podkarpaciem niemal zupełnie przestał padać deszcz.
O wynalazku, który podbił sadownicze zagłębie, pisaliśmy już pięć lat temu. Wówczas udaliśmy się z do jednego z sandomierskich sadowników, by na własne oczy zobaczyć i dowiedzieć się, jak wygląda i działa maszyna, która rozbija gradowe chmury.
Urządzenie zainstalowane pod Sandomierzem było wówczas jednym z trzech w Polsce. Ukryto je w niewielkim blaszaku, nad którym górowała metalowa dysza ustawiona pionowo w niebo, a dokładniej w gradowe chmury. Mechanizm jego działania oparty był na prostym pomyśle. Wewnątrz blaszaka po jednej stronie stoją butle z acetylenem, po drugiej dysza. Za niewielką ścianką działową zamontowana jest część elektroniczna urządzenia.
– Urządzenie wyposażone jest w radar, który wyczuwa nadchodzące chmury gradowe i strzela w nie na wysokość 15 tys. metrów falą dźwiękową powstałą w wyniku zmieszania powietrza i acetylenu. Jest ona dodatnio naładowana. Ładunek ten zmienia polaryzację chmury, czyli miesza powietrze zimne z ciepłym i nie dopuszcza w ten sposób do powstania kulek gradowych. Z takiej chmury spadnie jedynie deszcz lub śnieg – tłumaczył nam sadownik.
Na używane przez sadowników działa zaczęli się jednak skarżyć mieszkańcy regionu. Przeciwko falom dźwiękowym ruszyła fala krytyki. Chodzi o hałas, jaki towarzyszy wystrzałom oraz brak deszczu.
Skargi na sadowników używających działek wpłynęły już ubiegłego lata m.in. do Starostwa Powiatowego w Sandomierzu. Zdaniem autorów protestów, działka strzelają niemal do każdej chmury, zarówno w dzień, jak i w nocy.
Starostwo opublikowało w tej sprawie swoje stanowisko i apeluje o to, by parlamentarzyści zajęli się sprawą uregulowania kwestii używania działek przeciw gradowych. Zdaniem urzędników „zachodzi uzasadnione podejrzenie, że ingerencja ww. urządzeń w lokalną cyrkulację atmosferyczną może przyczyniać się do drastycznego obniżenia poziomu opadów deszczu”.
– Nie bez znaczenia jest także kwestia hałasu oraz problem płoszenia ptaków i zwierząt. Działka przeciw gradowe emitują bowiem hałas rzędu 130 dB, a więc równy temu wytwarzanemu przez samoloty odrzutowe. Sadownicy strzelają w nocy, kiedy to między 22 a 6 rano obowiązuje cisza nocna i niewątpliwie płoszą nim okoliczne zwierzęta i ptaki, w tym gatunki objęte ochroną – nadmieniają urzędnicy.
– Od 1 kwietnia do 20 czerwca w Sandomierzu padało tylko dwa razy. W połowie maja spadł deszcz na poziomie ok. 30 mm na dobę. Można powiedzieć, że był to spory opad i potem padało jeszcze tylko jeden raz – mówi pan Konrad, działkowicz mający uprawy po prawej stronie Sandomierza. – Ziemia jest wyschnięta na wiór. Sucho jest także w studniach. Każdy ratuje się podlewaniem upraw, ale ono nigdy nie zastąpi deszczu. Nie wiem, czy to wina strzelania do chmur, ale tego, że w tej okolicy przestało padać nie da się ukryć.
mrok



6 Responses to "Strzelając do chmur doprowadzili do suszy?"