Sukces jest nam bardzo potrzebny

Przemysław Korobczak. Fot. Archiwum
Przemysław Korobczak. Fot. Archiwum

PIŁKA RĘCZNA. Rozmowa z trenerem zasańskich piłkarzy ręcznych.

Przemysław Korobczak od tego sezonu prowadzi I-ligowy AZS Przemyśl, ale wcześniej z powodzeniem pracował z kobiecym zespołem Siódemki Jarosław, który zniknął z mapy z powodu braku pieniędzy.

– We Francji w piłkę ręczną gra pół miliona ludzi, w Polsce 20 tysięcy, a jednak to my wygraliśmy i powalczymy o medale mistrzostw świata. Czy jesteśmy świadkami narodzin wielkiej drużyny?
– Na pewno. Wierzę, że to będzie początek pięknej historii. Bardzo brakowało nam sukcesów, a bez nich nie ma sponsorów i pieniędzy na rozwój dyscypliny. W Polsce żeńska piłka ręczna upada. Zmniejsza się ekstraklasę, w drugiej lidze drużyn jest jak na lekarstwo. Może teraz sytuacja się poprawi?

– Zwycięstwa reprezentacji zawsze napędzają daną dyscyplinę. Mecz Polek z Francuzkami w pewnym momencie przyciągnął przed telewizory niemal 4 mln widzów!
– Kilka naszych reprezentantek z pewnością przejdzie po tych mistrzostwach do lepszych klubów. Po Alinę Wojtas już ustawia się kolejka. Generalnie jednak w Polsce ciężko zachęcić dziewczyny do uprawiania piłki ręcznej. W gimnazjum to jeszcze im się chce trenować, w wieku licealnym już nie bardzo. Wszystko ma związek z pieniędzmi, ze stworzonymi warunkami. Na Podkarpaciu kobiecy szczypiorniak padł tylko ze względu na brak kasy.

– Co w polskiej drużynie podoba się panu najbardziej?
– Kolektyw. To jest prawdziwy zespół, a nie zlepek indywidualności. Atmosfera jest wspaniała, dziewczyny nie stroją fochów, słuchają trenera, z czym wcześniej różnie bywało. Wielki ukłon w stronę Kima Rasmussena oraz jego asystenta Antoniego Pareckiego. Tego drugiego znam osobiście. Kapitalny facet, który wszystkich naokoło zaraża optymizmem. Oni nie nauczyli tych dziewczyn grać w piłkę, ale umieli się dostać do ich głów.

– W piątek kolejny wielki sprawdzian. Mecz z Serbią przy 18 tysiącach fanatycznych kibiców. Nasze panie nie pękną?
– Nie mają nic do stracenia, przecież już i tak osiągnęły świetny wynik. Jeśli zagrają na luzie, mogą się znaleźć w finale. Kibice będą ósmym zawodnikiem Serbii, ale ja bardziej obawiałbym się sędziów. Ważne, żeby rywalki nie odskoczyły.

– W Jarosławiu ściskają kciuki pewnie mocniej, niż w innych częściach Podkarpacia. Kinga Byzdra to przecież wychowanka JKS-u i córka Małgorzaty, która zdobywała z tym klubem brązowy medal MP.
– Kinga nie mogła nie zostać piłkarką. Mama zabierała ją z sobą na treningi, mała praktycznie wychowała się w hali.

Rozmawiał Tomasz Szeliga

Leave a Reply

Your email address will not be published.