
STALOWA WOLA. W niektórych studniach od dawna echo odbija się od suchego dna. Teraz dno zaczyna być widoczne w głównej rzece Podkarpacia, a to jest groźna sytuacja dla elektrowni.
Poziom wody w dolnym Sanie jest rekordowo niski. Wczoraj w Nisku jego poziom był na wysokości 103 cm, czyli o 9 cm mniej, niż kiedykolwiek. Na innych rzekach Podkarpacia jest podobnie, ale nie tak źle. Na niektórych wodowskazach Wisłoki, też już widać rekordy. W miarę dobrze zachowuje się jeszcze Wisłok, ale i w nim woda opada. Na San z dużym niepokojem patrzą energetycy. Jeszcze trochę, a zajdzie realne niebezpieczeństwo wyłączenia turbin Elektrowni Stalowa Wola.
Meteorolodzy już tygodnie temu ostrzegali, że idzie susza. Najszybciej było ją widać w pustych studniach, głównie w zlewni Wisły na południu kraju. Na Podkarpaciu to zjawisko zaczęto obserwować kilka dni temu.
Jeżeli nie przyjdą dłuższe deszcze, może się ono pogłębić, a wtedy wody zacznie brakować nie tylko w studniach prywatnych.
W zimie zator, w lecie płycizny
To jeszcze nie dramat, ale niepokój zapanował w starej stalowowolskiej elektrowni. Jej turbiny chłodzone są wodą z pobliskiego Sanu, a ten ledwo ciecze. Woda jeszcze wpływa do elektrownianego zbiornika, skąd pompowana jest do turbin, ale co będzie, gdy przestanie? Na razie to tylko teoria, ale wtedy po prostu trzeba będzie siłownię na jakiś czas zamknąć. Prądu w sieci nie zabraknie, bo inne elektrownie pracują, ale wyłączenie bloków odczuliby mieszkańcy części Stalowej Woli i Niska, którzy nie mieliby ciepłej wody w kranach. Taka sytuacja jest odległa o centymetry na wodowskazie Sanu. W ostatnich dniach poziom wody w Sanie koło elektrowni opadał o ok. 1 cm na dobę.
Stalowowolscy energetycy nie pierwszy raz mają do czynienia z takim problemem. Paradoksalnie podobnie było podczas najsroższych mrozów ostatniej zimy. Na płytkim Sanie obok stalowowolskiej siłowni, zrobił się wtedy potężny zator z drobnej kry, z którym strażacy walczyli przez tydzień. Po zimowym kryzysie zapadła decyzja o budowie przy elektrowni progu spiętrzającego wodę. Właśnie teraz wybierane jest dla niego najlepsze miejsce. Geolodzy korzystając z niskiego poziomu wody, sprawdzają gdzie jest dno na tyle stabilne, żeby można było na nim usypać kamienną konstrukcję, która w przyszłości przepędzi suszowe troski daleko od elektrowni.
Jerzy Mielniczuk



4 Responses to "Susza zatrzyma turbiny elektrowni"