Świat się od nich odwrócił

Radosne chwile po narodzinach Sabinki. Kilka miesięcy później radość zastąpiły łzy. Teraz cztery przedstawicieli żeńskiej części rodziny mieszkają w trzech miejscowościach i żeby się zobaczyć, muszą mieć zgodę sądu. Fot. Archiwum prywatne
Radosne chwile po narodzinach Sabinki. Kilka miesięcy później radość zastąpiły łzy. Teraz cztery przedstawicieli żeńskiej części rodziny mieszkają w trzech miejscowościach i żeby się zobaczyć, muszą mieć zgodę sądu. Fot. Archiwum prywatne

NISKO. Wielka awantura o troje odebranych dzieci.

Z dwiema starszymi córkami matka się widuje, najmłodsze maleństwo już się do niej nie uśmiecha. Dramat m.in. przez miniaturowego królika i muszki owocówki. Śmiech? Pewnie tak, tylko że w sali sądowej śmiać się nie wolno.

Rodzina Bałutów straciła trzy córki. Najmłodsza jest w rodzinie zastępczej. Dwie starsze w domu dziecka. Bałutowie nie są jedyną rodziną, której sąd odebrał dzieci, ale w tym przypadku jest raczej więcej cieni bezduszności niż światła sprawiedliwości. Oboje pracują, w domu raczej nie brakuje żadnego z gospodarskich sprzętów. Jest dobrej klasy telewizor, dziewczynki mają tablety, o których inne dzieci nawet nie marzą. Nie mają tylko prawa wrócić do rodziców. I dlatego właśnie rodzice postanowili poruszyć niebo i ziemię.

O Bałutach stało się głośno na początku tego miesiąca, kiedy do Niska przyjechała z ekipą red. Elżbieta Jaworowicz. Oni sami na nagranie do Warszawy nie dojechali, bo po drodze zepsuł im się samochód. Dojechali inni, którzy nie tylko na niżańskim wymiarze sprawiedliwości nie pozostawili suchej nitki. Sprawę podjęły inne media, ministerstwa, rzecznicy.

Królik poszedł do obcych, psa dzieci nie dały
Mieszkają w małym, 37-metrowym mieszkaniu. Choć nawet w tym samym bloku są większe rodziny, które mieszkają na identycznym metrażu, to na Bałutów los się uwziął. Ktoś kiedyś złożył donos, że od nich zza drzwi słychać niepokojące krzyki i ruszyła machina „opieki nad rodziną”. Kuratorzy, OPS-y, a w końcu policja i sąd rodzinny. Zarzuty, że ciasno, że córki odrabiają lekcje na brzegu ławy, były do obalenia, ale nikt „oskarżonych” nie chciał słuchać. Wiarę dawano tylko pracownikom na służbie szerzej pojętego wymiaru sprawiedliwości. To oni zwrócili uwagę sądu na psa mniejszego od yorka, królika miniaturkę i muszki owocówki, które miały jeszcze tę ciasnotę zagęszczać. Muszki się wyniosły, królik poszedł do obcych, ale psiaka dziewczynki nie chciały oddać.

Bałutowie mieli też nie wykonywać poleceń sądu. Rozpraw było kilka, w końcu na tej ostatniej sędzia zadecydowała o ograniczeniu praw rodzicielskich Katarzyny i Sławomira. – Kinga została zabrana ze szkoły siłą – opowiada jej matka. – Jeszcze dwa tygodnie później miała siniaki na rękach po uścisku kuratora. Mąż pobiegł wtedy po nią do szkoły, ale nie zdążył.

Sąd znalazł miejsce dwóm starszym dziewczynkom (6 i 11 lat) w Domu Dziecka w nieodległym Rudniku n. Sanem. Najmłodsza, naówczas zaledwie 5-miesięczna, którą matka karmiła jeszcze piersią, trafiła do rodziny zastępczej w jeszcze bliższej miejscowości. Co ciekawe, opiekę nad niemowlakiem powierzono znajomej matki, z którą razem pracowały w wolontariacie. I tak jest do dziś. Są wakacje, dziewczynki są u obcych, ale jest nadzieja, że z tej sytuacji coś dobrego wyniknie.

RPO: – Trzeba stworzyć sytuację
Janusz Wojciechowski, były sędzia i prezes NIK, rozdzielenie pociech Bałutów nazwał na antenie „zbrodnią na rodzinie” i o domniemaniu popełnienia przestępstwa przez organy państwa złożył zawiadomienie. Burmistrz Niska po tej wypowiedzi zwrócił europosłowi uwagę, że Boga się nie boi. Burmistrz stanął po stronie sądu. Może wie coś więcej, czego w trosce o rodziny nie wypuszcza się z sali rozpraw. Karolina Elbanowska z Fundacji „Rzecznik Praw Rodziców” powiedziała, że nasze sądy dziś Jezusa by Najświętszej Rodzinie odebrały. Pracownicy pomocy społecznej, i nie tylko oni, zaczęli grozić dziennikarzom sądami. Prezes Sądu Rejonowego w Nisku wydała oświadczenie („rodzina Bałutów ma bardzo złą opinię w środowisku”). Na koniec głos zajął Marek Michalak, rzecznik praw dziecka: – Trzeba stworzyć sytuację, która pozwoli rodzinie powrócić do codzienności.

A kto tę sytuację spaprał?
Anna Lipiarz, prezes Sądu Rejonowego w Nisku: – W świetle aktualnych przepisów prawa nie jest możliwe przedstawienie opinii publicznej dowodów, które zebrał sąd, aby ustalić sytuację małoletnich, a które spowodowały o tymczasowym umieszczeniu ich w placówce i rodzinie zastępczej.

Jerzy Mielniczuk

5 Responses to "Świat się od nich odwrócił"

Leave a Reply

Your email address will not be published.