
Rozmowa z dr Leszkiem Gajosem, socjologiem religii z WSPiA Rzeszowskiej Szkoły Wyższej
– Mówi się, że z powodu pandemii nic już nie będzie takie samo. Święta też?
– One cały czas ewoluowały. Do niedawna znaczna grupa osób, które było na to stać, wyjeżdżała w grudniu w egzotyczne podróże czy na Sylwestra pod palmami. Natomiast pandemia pewne rzeczy przyśpieszyła. Wydawało się nam, że bez dużego stołu, przy którym gromadzi się rodzina nie ma świąt, a jednak z pokorą musieliśmy stwierdzić, że to możliwe. Myślę, że zbliżające się Boże Narodzenie i tak będzie inne, „lepsze” niż poprzednie. Rok temu byliśmy mocno przerażeni. Przestrzegaliśmy narzuconych nam norm. Obecnie, wchodząc do sklepu, można mieć wrażenie, że pandemii już nie ma. Oswoiliśmy się z problemem, a z drugiej strony obostrzenia nie są zbyt precyzyjne. Dlatego myślę, że w tym roku wrócimy do starych zachowań sprzed pandemii.
– Czy spotkania twarzą w twarz są jeszcze niezbędne?
– Kiedyś najbliżsi krewni żyli na tym samym obszarze. Można było się spotkać w kościele, a wcześniej uczestniczyć we wspólnej wieczerzy. Dziś w tak rozproszonym świecie zaczynamy tę rodzinność czuć na inne sposoby. W tamtym roku mieliśmy rodzinę na Teams’ach. Oni u siebie, my u siebie i łamaliśmy się opłatkiem na odległość. W tym roku pewnie będzie tak samo. To, że nie ma bezpośredniej więzi, wcale nie oznacza, że nie ma tej emocjonalnej. Techniczne rozwiązania dają możliwość, żeby być razem, choć nie fizycznie. Zaczęła się tworzyć nowa tradycja świąt.
– Myśli Pan, że dla wygody będziemy tak spędzać świąteczny czas, nawet gdy nie będzie takiej konieczności?
– Na pewno. Rodzina jest zatomizowana. Wyjazd na święta wiąże się jednak z innymi warunkami, a każdy jest przystosowany do swojego domu, ma własne przyzwyczajenia. Wyjazd jest odstępstwem. Nawet będąc najlepiej przyjętym, czuje, że jest w innym miejscu. Sposób obchodzenia świąt online jest bardzo wygodny, ale też kompatybilny z naszym życiem. Przez 2 – 3 godziny przebywamy razem przy wirtualnym stole wigilijnym i każdy wraca do swoich zajęć. Dla wielu rodzin, szczególnie tych, gdzie kontakt jest incydentalny, to rozwiązanie jest idealne.
– Co z aspektem religijnym? Wydaje się, że po długiej dyspensie wielu nie wróciło do kościoła.
– Procesy laicyzacji trwają. Od dawna mamy do czynienia z sytuacją, że wymiar sakralny świąt jest na którymś miejscu, w tle. Przez wieki sfera sacrum wyznaczała profanum, stąd nawet osoby, które są dalekie od religii w wielu przypadkach bywają bardziej ortodoksyjne w sposobie przygotowywania świąt niż osoby wierzące. Ale narodziny Jezusa są tylko pretekstem do tego, żeby przeżywać je w sposób kulturowy. Pójście do spowiedzi czy uczestnictwo w pasterce dla znacznej części społeczeństwa nie jest już konieczne.
– Sam Pan mówi, źródłem tych świąt jest właśnie narodzenie Jezusa. Tymczasem niedawno Komisja Europejska proponowała, by nie używać zwrotu „Boże Narodzenie”. Czy to już nie przesada?
– Z całą pewnością. Myślę, że ta ingerencja była głupia i niepotrzebna. Moja córka mieszka w Anglii i wiem, jak tam obchodzi się święta. Tam wygląda to zupełnie inaczej. Nie ma wigilii, świętuje się pierwszego dnia świąt i zaczyna się od wysłuchania orędzia królowej. Po nim przystępuje się do spożywania wspólnego posiłku. I proszę sobie wyobrazić, żeby powiedzieć Anglikowi, by odszedł od tej tradycji. Na pewno tego nie zrobi. Myślę, że to był wyraz zagalopowania się decydentów, którym się wydaje, że można zadekretować rzeczywistość. Pewnie i można. Pytanie, na ile te dekrety będą przestrzegane? Niezależnie od tego, czy komuś się to podoba, jeszcze długo święta będą w Polsce wyglądać tak, jak zawsze. Nieważne, czy ktoś jest wierzący. Jeśli w jego domu wigilia była postna, to nawet ci, którzy na co dzień z postem mają niewiele do czynienia, będą spożywać potrawy bez mięsa.
Z drugiej strony, mamy teraz nagonkę na świąteczne plakaty z życzeniami w kilku miastach w Polsce. Krytykują je nawet biskupi. Ale taki jest znak czasu. Przypomnijmy sobie świąteczne kartki sprzed 20 lat. W zasadzie wszystkie miały wymiar religijny. Dziś są bardzo zróżnicowane i uwzględniają wielokulturowość, to, że są wierzący, mocno wierzący, agnostycy, ale i ateiści. Jeśli żyjemy w spluralizowanym społeczeństwie, dla każdego powinno się znaleźć miejsce. Dawniej w tradycyjnej społeczności wiejskiej wszyscy byli tacy sami. Wszyscy żyli zgodnie. Dziś musimy dokonać pewnej redefinicji siebie i ustawić się w innych kulturowych kontekstach. Nie wszystkim to wychodzi. Najgorsze, że zaczęliśmy się dzielić wewnątrz rodzin…
Rozmawiała Wioletta Kruk



4 Responses to "Święta przy wirtualnym stole"