
RADAWA. Zofia Pruszyńska przeżyła zsyłkę na północ ZSRR. Teraz domaga się odszkodowania za wyrządzone krzywdy.
– Przyszli o pierwszej nocy, stanęli w drzwiach z karabinami. Krzyczeli, żeby się pakować, szybko, szybko. Miałam wtedy 4,5 roku, bardzo płakałam – wspomina 82-letnia Zofia Pruszyńska, mieszkanka Radawy w pow. jarosławskim. -Załadowali nas do bydlęcych wagonów i wieźli miesiącami w ścisku i brudzie. Wywieźli na Sybir, gdzie głód i sięgające minus 50 stopni Celsjusza temperatury dziesiątkowały ludzi – wspomina. Teraz kobieta, która jedynie cudem przeżyła koszmar na Syberii, zwróciła się do prezydenta Rosji z żądaniem, by wynagrodził jej i innym sybirakom krzywdy, których doznali przed laty. – Nie spocznę w walce o sprawiedliwość – zapowiada.
Był 21 czerwca 1941 r. Pamiętna data, która zmieniła w piekło na ziemi życie pani Zofii. – Wspomnienia prześladują mnie do dzisiaj – opowiada. – Pamiętam taką scenę z wywózki. Pociąg zatrzymuje się. Matka około 5-letniego chłopca wyprowadza go na siku. Podchodzi żołnierz, krzyczy na nią. Bierze dziecko za kark i impetem uderza nim o drzewo. Takie rzeczy się tam działy, takie potworne rzeczy – mówi łamiącym się głosem. – Tak bardzo się baliśmy, modliliśmy i płakaliśmy. Nie wiedzieliśmy, gdzie nas wywożą, co z nami będzie. Wielu nie przeżyło podróży…
Zofia Pruszyńska została zesłana na Syberię razem ze swoją ciotką, która opiekowała się nią po tym, jak jej mama zmarła na raka płuc, kuzynką i kuzynem. Jej wujka żołnierze NKWD rozstrzelali. Kobieta spędziła na zsyłce 4 lata i 10 miesięcy. – To były długie lata. Naznaczone głodem, zimnem, strachem i tęsknotą za normalnym życiem, które wcześniej wiedliśmy – opowiada. – Mieszkaliśmy w lepiankach, jedliśmy kukurydze, bo nie było nic innego. Mdlałam z niedożywienia, kilka razy omal nie umarłam.
„Odpłać nam za naszą tragedię”
Po powrocie do Polski w 1946 r. nic już nie było takie samo. – Majątek rodzinny rozgrabiono, a ja trafiłam do przytułku – wspomina kobieta. – Ciocia nie miała nic, pracy, pieniędzy, nie miała jak się mną zająć, musiała mnie oddać. To wszystko przełożyło się na moje późniejsze życie – opowiada.
Dzisiaj kobieta postanowiła walczyć o sprawiedliwość i o należne Sybirakom odszkodowanie. – Nie sposób opisać słowami tego co przeżyliśmy i co widzieliśmy. To był koszmar. Zostałam bez niczego. Dlatego będę walczyć o należne nam pieniądze – tłumaczy.
Kobieta napisała list do Władimira Putina, prezydenta Rosji. – Opisałam w nim moją historię i zaapelowałam do jego sumienia, by odpłacił za te krzywdy – opowiada. – Napisałam, że jestem sierotą, mam zmarnowane zdrowie, tułałam się po domach dziecka i oczekuję za to rekompensaty. I to nie tylko ja powinnam ją otrzymać, tylko wszyscy Sybiracy, którzy przeżyli ten koszmar. Spodziewałam się, że zainteresuje się Polakami – przyznaje.
Kobieta doczekała się odpowiedzi. – Ambasada rosyjska odpisała w imieniu Putina, że dotąd Polacy nie dostaną odszkodowania, dopóki nie zapłacą Rosjanom. To jakaś paranoja – dodaje gorzko i zapowiada, że tak długo będzie walczyć o sprawiedliwość, dopóki nie zabraknie jej sił.
Katarzyna Szczyrek



13 Responses to "Sybiraczka z Podkarpacia napisała list do Putina"