
Polski system refundacji jest tak skomplikowany, zawiły i szybko się zmieniający, że nie rozumieją go nawet wszyscy lekarze, którzy mają wpisywać poziom refundacji na receptach. I dlatego czasem tego nie robią. Śmiem przypuszczać, że nie rozumieją go osoby tworzące te zawiłe rebusy, składające się na system refundacji. Co więc wymagać od pacjentów, w dodatku pacjentów nieznających języka polskiego, albo znających bardzo słabo, czyli znacznej większości uchodźców z Ukrainy. Trudno zrozumieć np., nie mówiąc o wytłumaczeniu pacjentowi, dlaczego lek Xarelto raz jest refundowany, a raz nie. Wszystko bowiem zależy od tego, na jaką jednostkę chorobową zostaje nam przepisany. Jeżeli na zakrzepicę żył albo zatorowość płucną to kupujemy go jako preparat refundowany, jeżeli w migotaniu przedsionków, już nie jest refundowany, bo, całkiem inna choroba. Xarelto jest też na liście bezpłatnych leków dla seniorów 75 plus, jednak już nie w każdej dawce i opakowaniu. I tak za opakowanie 14 tabletek w dawce 20 mg możemy zapłacić 130 zł, 39 lub 0 zł. Zrozum to człowieku, nawet jak jesteś „czytaty i pisaty”. A mowa o jednym tylko leku, takich perełek jest zaś dużo więcej. To powoduje, że lekarz wypisuje receptę, z którą pacjent przychodzi do apteki. I czasem zaczyna się robić nieprzyjemnie, kiedy dowiaduje się, że musi zapłacić pełną kwotę „a przecież lek jest refundowany”. I pacjent w sąsiednim okienku właśnie dostał go za darmo. Tak, ale w innym wskazaniu i jest o rok starszy. A kiedy wreszcie chory zapamięta co, kiedy i za ile, to za dwa miesiące wszystko może się zmienić, bo lista leków refundowanych jest nowelizowana co dwa miesiące i to, co było refundowane w marcu, w maju nie musi obowiązywać. To co było refundowane wypadło, a zaczyna być refundowane co innego, albo w innym wskazaniu. Tu gubią się nawet lekarze i dlatego są przeciwni obowiązkowi określania odpłatności na receptach. Uważają, że wystarczy przepisać lek na konkretną chorobę, a poziomem refundacji powinien zająćsię już farmaceuta w aptece. Ale jak to mówią „w mętnej wodzie ryby łatwiej łowić”. Obecnie problemy z refundacją zgłaszają lekarze rodzinni. NFZ przekonuje bowiem, że uchodźcom należy się refundacja, bo gwarantuje im to specustawa. Oni jednak wiedzą swoje. Przecież np. lek na cukrzycę jest refundowany tylko u osoby, która ma cukrzycę potwierdzoną badaniem. A tego nie robi się na pierwszej wizycie u lekarza. Wypisując lek refundowany mogą potem zostać ukarani, bo kontrola NFZ wykaże, że przepisali go bezzasadnie (niektóre są np. refundowane „dla pacjentów leczonych co najmniej dwoma lekami doustnymi, od co najmniej 6 miesięcy”). Dowodzą, że bycie ubezpieczonym w Polsce nie daje prawa do bezwarunkowego otrzymywania leków refundowanych, bo te nie należą się także wszystkim Polakom jak leci, tylko pod pewnymi warunkami, chorującym na określone jednostki chorobowe, będącym w ciąży lub podeszłym wieku. Jak sami lekarze mówią „może po to, by łatwo było się nam pomylić”.
Redaktor Anna Moraniec



4 Responses to "System refundacji to czarna magia, nie tylko dla pacjenta"