Jesienią na ekrany naszych kin wejdzie „Potop Redivivus”, odnowiona cyfrowo i przemontowana wersja słynnego filmu Jerzego Hofmana z 1974 roku. Jak wielu Czytelników Super Nowości, i ja wybiorę się na ten spektakl, by ponownie (który to raz?) zobaczyć wielkość i małość dawnej Rzeczypospolitej.
Tak więc odnowiony „Potop” będę chciał obejrzeć dla dwóch elementów. Pierwszym jest scena pojedynku Kmicica i Wołodyjowskiego w szlacheckim zaścianku skąpanym w deszczu i błocie. Jedna z najwspanialszych scen w historii naszego kina, doskonała pod względem plastyki, montażu, choreografii i gry aktorskiej. Drugim elementem „Potopu”, do jakiego będę chciał powrócić, to główny wątek – zdrada Kmicica, a później jego nawrócenie i ponowna służba dla Rzeczypospolitej. W „Potopie” jest jeszcze jedna wspaniała scena – śmierć w samotności zdrajcy księcia Radziwiłła w wykonaniu genialnego Władysława Hańczy. Tę scenę też warto obejrzeć i przemyśleć.
Sienkiewicz dziś jest odsądzany od czci i wiary, że opowiadał rodakom banialuki o Kresach, że był ksenofobem i klerykałem, który podtrzymywał anachroniczny, mało krytyczny wzorzec polskości. Sienkiewicz był jaki był, ale jedno jest pewne: na jego Trylogii wychowały się całe pokolenia patriotów, które nie szczędziły swych sił dla kraju.
Były premier Tusk, wygłaszając niedawno swoje miniexpose w Sejmie, skrytykował tych, którzy naczytali się romantycznych książek (w domyśle Sienkiewicza) i chcą zawieruchy z Moskwą. Nie wiem, jakich książek naczytał się były premier, ale nie sądzę, by przeczytał „Lalkę” Bolesława Prusa, bo z tej pozytywistycznej, napisanej w opozycji do Sienkiewicza książki, dowiedziałby się, że należy dbać o polski mały i średni biznes, bo są podstawą naszej gospodarki, a nie gnębić go podatkami.
Patrioci nie selekcjonują i nie deprecjonują polskiej tradycji, tylko mądrze z niej korzystają. Dlatego, Drodzy Państwo, szable w dłoń i hajda na premierę „Potopu Redivivus”!
Piotr Samolewicz


