
BRZOZÓW. Antyterroryści prześwietlili sejf, a następnie przestrzelili go za pomocą specjalnego wyrzutnika pirotechnicznego.
Mężczyzna podrzucił w środku nocy policjantom na komendę sejf. Następnie zadzwonił pod numer 997 mówiąc, że w środku znajduje się bomba i może ją zdetonować. Okazało się, że bomby nie było, a kilka godzin później brzozowscy kryminalni złapali 22-latka, który nie potrafił wytłumaczyć dlaczego postawił na równe nogi policjantów, strażaków i pogotowie gazowe.
Była dokładnie 3.08 w nocy kiedy dyżurny usłyszał uderzenie w metalowy płot okalający budynek komendy. Na zewnątrz zauważył niepozorny, mały sejf. Chwilę później otrzymał telefon od mężczyzny, który poinformował go, że w sejfie znajduje się bomba i może ją zdetonować. Policjanci wezwali straż pożarną, pogotowie gazowe i policyjnych pirotechników ze SPAP. – Po otwarciu kasetki okazało się, że w środku nie ma materiałów wybuchowych, tylko zużyte baterie i kilka eurocentów – mówi podkomisarz Paweł Międlar, rzecznik prasowy podkarpackich policjantów.
Kryminalni zatrzymali bombiarza w kilka godzin
Na równe nogi postawiono policjantów z Wydziału Kryminalnego KPP Brzozów, którzy w niedzielę już przed 12 zatrzymali bombiarza w jego domu. Wcześniej namierzyli telefon komórkowy, z którego dzwonił. Okazał się nim 22-letni mieszkaniec Brzozowa. Podczas wstępnego rozpytania mężczyzna nie umiał wytłumaczyć racjonalnych powodów całego zamieszania. Wiadomo, że jako nieletni miał na koncie drobne kradzieże, ale raczej nie chodziło o zemstę na stróżach prawa. Mężczyzna trafił do aresztu. Grozi mu grzywna, kara ograniczenia albo pozbawienia wolności do lat 2. Musi się także liczyć z możliwością pokrycia kosztów, jakie poniosły służby ratownicze w czasie prowadzonych działań.
Podkomisarz Międlar przyznaje, że jeszcze kilka lat temu była prawdziwa plaga alarmów bombowych. – Obecnie trochę się to uspokoiło, bo bardzo szybko łapiemy sprawców – dodaje. Co ważne policjanci na Podkarpaciu nigdy nie odnotowali przypadku alarmu, o podłożeniu bomby, które okazałoby się prawdziwe.
Grzegorz Anton


