Szcze ne wmerła Ukraina. Jesteśmy z Wami!

Na przemyskim dworcu działa największy miejski punkt recepcyjny. Fot. Mariusz P. Sidor

Do Przemyśla docierają kolejni uchodźcy uciekający przed wojną, którą Ukraińcom zgotował przywódca rosyjski Władimir Putin, wspierany przez Białoruś Łukaszenki. Kolejne pociągi pełne są przerażonych ludzi, którzy nierzadko mają przy sobie tylko małą torbę, albo i reklamówkę. Potrzebują naszej pomocy, tej materialnej i rzeczowej, ale i wsparcia psychicznego i gestów solidarności. Mieszkańcy miasta i okolic stanęli na wysokości zadania. Pomoc dla uchodźców w najróżniejszej postaci organizują zwyczajni ludzie oraz organizacje i stowarzyszenia.

Jak podała Straż Graniczna, od czwartku (24 lutego) przybyło do Polski już ponad 160 tys. uciekających przed wojną Ukraińców. W tej chwili są to głównie kobiety, dzieci i osoby starsze.
Przemyski dworzec stał się teraz swoistym „centrum świata”. To tu przyjeżdżają kolejne pociągi z uchodźcami z Kijowa i Odessy. Przyjeżdżają z gigantycznym opóźnieniem, pełne głodnych, zmęczonych i zrozpaczonych ludzi. Czasem jedyny ich dobytek, to mała torba, niewielki plecak, czy nawet reklamówka z paroma drobiazgami. Czasem nie mają żadnego bagażu, bo niosą transportery z psami i kotami czy innymi zwierzętami domowymi. – Nie mogłam ich przecież zostawić – tłumaczyła nam Olga z Odessy niosąca pod pachami dwa psy. – Są dla mnie jak rodzina – dodała. Wszędzie pełno kobiet z dziećmi. – Mój synek ma dopiero dwa tygodnie, a już musiał uciekać przed wojną – żaliła się młoda kobieta, Oksana. – Mąż został na Ukrainie, będzie walczył – wyjaśniała.

Przemyślanie pomagają jak mogą

W holu dworca kłębi się ogromny tłum ludzi. Wygląda to na chaos, ale tylko pozornie. Tu służby miejskie i inne pracują bardzo sprawnie. Do punktu recepcyjnego zgłasza się mnóstwo ludzi deklarujących chęć przenocowania uchodźców, a także takich, którzy oferują darmowy transport w głąb Polski. Z tymi ostatnimi ofertami jest jednak pewien problem: – Prosimy nie przyjeżdżać do Przemyśla z zamiarem zabrania osób uciekających z Ukrainy w inne miejsca. Są zorganizowane transporty do wszystkich miast i nie będzie możliwości podjechania i czekania na chętnych w mieście czy okolicznych parkingach – napisał oficjalnie prezydent Przemyśla, Wojciech Bakun. Problem jest jednak nie tylko z parkowaniem. – Proszę zrozumieć, to ludzie, którzy uciekli przed wojną, są zdezorientowani i zwyczajnie niektórzy boją się korzystać z prywatnego transportu – wyjaśnił włodarz Przemyśla. – Trudno się im dziwić – dodał.
Z obowiązku pomocy uchodźcom z Ukrainy wywiązały się wzorowo nie tylko miasto i służby mundurowe. Swoje wielkie serca pokazali także po prostu przemyślanie i mieszkańcy okolic miasta. Natychmiast zorganizował się istny łańcuch ludzi dobrej woli przekazujących uchodźcom odzież, środki czystości, pampersy, słodycze i owoce, a także koce. Właściciele przemyskich restauracji też stanęli na wysokości zadania zapewniając im posiłki. Pomocy jest tak wiele, że prezydent miasta zaapelował do ludzi: – Prosimy wstrzymać się z dowożeniem jakiejkolwiek pomocy do Przemyśla. W tej chwili posiadamy absolutnie wszystko w dużych ilościach! Zorganizowaliście tak wielką pomoc, że wszystkie nasze magazyny są pełne. Nie jesteśmy w stanie przyjmować kolejnych transportów! Pomoc, którą chcecie przywieźć do nas, będzie za chwilę potrzebna w zupełnie innych miejscach, innych miastach!
– napisał na swoim oficjalnym profilu facebookowym.
Można powiedzieć, że sytuacja tych uchodźców, którzy docierają do nas pociągami, jest stosunkowo najlepsza. Jadą, co prawda, bardzo długo, ale wysiadając z pociągu od razu są zabezpieczani przez służby i wolontariuszy.

Na granicy sporo zamieszania

Gorzej jest z tymi, którzy przekraczają granicę w Medyce. Na przejściu granicznym Szeginie – Medyka panuje bowiem naprawdę chaos. Najbliższy punkt recepcyjny znajduje się przed halą sportową medyckiej szkoły. Problem w tym, że to …3 kilometry od przejścia. Jest oczywiście podstawiany autobus dla uchodźców, ale niektórzy z wycieńczonych ludzi nie wiedzą nawet jak go szukać. – Nie mówię po polsku, nie mam tu nikogo, nie wiem, gdzie mam iść – żalił się nam Igor – Ukrainiec w średnim wieku. – Jestem już bardzo zmęczony, czekałem na przejściu po naszej stronie ponad dobę – dodawał. Do punktu recepcyjnego w Medyce nie są wpuszczani dziennikarze. Nie wiemy, ile osób tam przebywa, ani jakie mają warunki, jego bramy „bronią” bowiem policjanci. Kolejny punkt recepcyjny znajduje się na parkingu pod dawnym centrum handlowym przy Lwowskiej. Tu nie jest tak komfortowo jak na dworcu, ale sytuacja jest opanowana. Jak wyjaśniają przedstawiciele służb, nie można lokować wszystkich w punkcie dworcowym, bo ten musi być gotów na przyjęcie kolejnych fal uchodźców przyjeżdżających pociągami. Wolontariusze i przedstawiciele różnych służb i organizacji, a także zwyczajni ludzie dowożą więc na Lwowską ciepłe posiłki, koce i inne potrzebne rzeczy.

Oni też są uchodźcami

Przy całej zorganizowanej i spontanicznej pomocy, jaką okazujemy uchodźcom z Ukrainy zdaje się, że zapomniano o pewnej grupie. Mowa o ludziach, którzy uciekają z Ukrainy przed wojną, ale Ukraińcami bynajmniej nie są. – Są to osoby, które na Ukrainie studiowały, czy pracowały i teraz razem z Ukraińcami wyjechały z Ukrainy
– wyjaśniła Natalia Kertyczak ze Związku Ukraińców w Polsce. – To przedstawiciele różnych narodowości i obywatele różnych państw. W tej grupie są m.in. Białorusini, którzy wcześniej uciekli na Ukrainę przed reżimem Łukaszenki, ale też osoby z państw afrykańskich i arabskich. Problem polega na tym, że często nie mogą oni liczyć na taką pomoc, jak uchodźcy ukraińscy. Nie mają na miejscu takiej sieci kontaktów jak osoby z Ukrainy. Dla osób deklarujących pomoc np. noclegową obecność takich osób jest zaskoczeniem. My jako Związek nie potrafimy w pełni im pomóc – podkreślała Kertyczak. – Nierzadko są to osoby, które nie mówią po ukraińsku ani angielsku i trudno się z nimi porozumieć. Trudno też pozyskać dla nich pomoc prawną, a takowej potrzebują. Nie ma żadnej systemowej pomocy dla nich, a to wszak też są uchodźcy – podkreślała działaczka ZUwP – a jest ona konieczna.
W istocie, nam też zdarzyło się spotkać wśród uchodźców z Ukrainy obywateli Pakistanu, Ghany, czy Nigerii. Zwykle to młodzi mężczyźni, których niechętnie ktoś chciałby przenocować, a darmowe bilety PKP Intercity oferuje tylko uchodźcom z obywatelstwem ukraińskim. Egzotyczni uchodźcy błąkają się, niektórzy nawet nie wiedzą, gdzie się znaleźli. Nie mają w Polsce nikogo, nie znają języka. Miejmy nadzieję, że apel działaczki ZUwP za pośrednictwem mediów trafi do polskich władz i podejmą one jakieś kroki, by pomóc uchodźcom z Ukrainy, którzy nie są Ukraińcami.
Tymczasem w Przemyślu, Anna Wróbel, tłumaczka języka migowego stara się zorganizować sieć pomocy dla głuchoniemych uchodźców. To grupa, która wymaga szczególnego wsparcia, bo głuchy, który nie czyta z ruchu warg i nie ma dostępu do tłumacza języka migowego, jest praktycznie odcięty od świata. To szczególnie trudne dla ludzi, którzy musieli z powodu wojny porzucić swe domy i swoje środowisko. – Szukamy tłumaczy migowego języka ukraińskiego
– zaapelowała A. Wróbel. – Będziemy wdzięczni za każdą pomoc – dodała.
Przed nami kolejne fale uchodźców, kolejne dramatyczne widoki, kolejne łzy cisnące się do oczu na widok dramatu uchodźców z Ukrainy. Śledźmy komunikaty, odpowiadajmy pomocą, jakiej w danym momencie potrzeba, okazujmy serce i wsparcie. Uchodźcy bardzo nas potrzebują …

Monika Kamińska

6 Responses to "Szcze ne wmerła Ukraina. Jesteśmy z Wami!"

Leave a Reply

Your email address will not be published.