
Rozmowa z Tomaszem Tułaczem, byłym trenerem m.in. Resovii i Siarki Tarnobrzeg.
– Po odejściu z Siarki miałem czas dla rodziny, zacząłem naukę języka niemieckiego. Przyda się, gdy wyjadę na staż – mówi Tomasz Tułacz. Wszystko wskazuje na to, że były opiekun tarnobrzeskiej drużyny niedługo pozostanie bez pracy.
– Jak się pan miewa?
– Dziękuję, bardzo dobrze. Odpocząłem, zadbałem o sprawy, na które nie miałem czasu. Byłem przecież w czołówce najdłużej pracujących trenerów.
– Już się pan pogodził z tym, jak został potraktowany w Siarce?
– Nie noszę w sobie urazy. Jestem oczywiście rozczarowany, bo uważam, że wykonałem w Siarce kawał dobrej roboty. W 40 meczach zdobyłem 71 punktów, życzę każdemu takiego wyniku. Trzeba byłoby spytać działaczy, dlaczego stracili wiarę w to, że zespół będzie się rozwijał akurat wtedy, gdy byliśmy na trzecim miejscu w tabeli.
– Rozstanie było zaskakujące, kibice do dziś pytają, co takiego się wydarzyło, krążą różne opowieści. Nie ma pan ochoty opowiedzieć, jak było naprawdę?
– Poproszono mnie na spotkanie z szefami klubu. Usłyszałem: drużyna nie rokuje, mamy wątpliwości, czy zrealizuje cel, jakim jest awans do pierwszej ligi. Przyjmuję to, nie szukam drugiego dna, bo niby jak mam się odnieść do opowieści, które krążą w środowisku? Odszedłem z podniesionym czołem. Prowadzone przeze mnie Resovia, a potem Siarka były najlepszymi drużynami na Podkarpaciu.
– Ponoć nie wszyscy piłkarze Siarki poszliby za panem w ogień.
– To chyba normalne. Grupa jest szeroka, a w wyjściowym składzie zmieści się tylko 11 ludzi. Nie wszyscy radzą sobie z rywalizacją. Trener jest od trenowania, piłkarz od wykonywania obowiązków. Role w drużynie muszą być jasno rozpisane. Po odejściu z Siarki otrzymałem mnóstwo pozytywnych SMS-ów od zawodników, kibiców i samych działaczy. Korzystając z okazji, chcę za nie podziękować. Skoro rozmawiamy szczerze, muszę przyznać, że gdybym mógł cofnąć czas, zmieniłbym swoje postępowanie. U mnie jest tak, że co w sercu, to na talerzu. Tymczasem mam wrażenie, że stuprocentowa szczerość nie zawsze popłaca.
– Siarka pod wodzą trenera Ryszarda Kuźmy jeszcze nie wygrała. W trzech meczach uzbierała 2 punkty. Jest pan zaskoczony?
– Powiem tak: gdybym to ja zremisował w Puławach, na drugi dzień mógłbym się pakować. Nie chcę się jednak odnosić do tego, co się teraz dzieje w Siarce. Życzę temu klubowi jak najlepiej.
– Kiedy znów ujrzymy pana na trenerskiej ławce?
– Myślę, że niebawem. W ciągu dwóch, trzech tygodni wszystko się wyjaśni. Kilka propozycji musiałem odrzucić, ale teraz jest coś na rzeczy. Najważniejsze, żeby obie strony były przekonane do współpracy. Tego właśnie brakowało w ostatnim okresie w Siarce.
Rozmawiał Tomasz Szeliga


