
II LIGA. Wydarzeniem meczu Stali ze Świtem Nowy Dwór Mazowiecki był powrót na boisko Krzysztofa Husa.
Obrońca Stali ostatni mecz rozegrał ponad dwa lata temu, jeszcze w barwach Wisły Płock. Jego historia to krew, pot i łzy. Wielki pech i niesamowite poświęcenie.
– Miałem trzy takie kontuzje, że niektórym jedna się nie przytrafia w całej karierze. Zaczęło się od podwójnego złamania żuchwy i krwiaka na mózgu. Rąbnąłem głową o ziemię i straciłem przytomność – wylicza wychowanek rzeszowskiego klubu. – Potem, już na treningu Stali, rozsypało się lewe kolano. Poszło wiązadło krzyżowe z łąkotkami. Po rekonstrukcji wróciłem do grania i zaraz poszło drugie kolano. W dwa lata przeszedłem sześć operacji! Korzystając z okazji chciałbym serdecznie podziękować doktorom Jasińskiemu i Rydzakowi ze szpitala przy Lwowskiej. To oni poskładali mnie do kupy. Równie wiele zawdzięczam naszemu fizjoterapeucie Konradowi Kustrze. To przy nim dochodziłem do zdrowia. Żmudną pracą dzień w dzień odbudowywałem mięśnie.
Krzysztof nie ukrywał wzruszenia powrotem na boisko. – Miałem chwile zwątpienia, straciłem najlepsze lata, choć w sumie stary nie jestem (zawodnik urodził się w 1990 roku – red.) i wierzę, że jeszcze wszystko przede mną. Teraz jestem już na prostej i zamierzam walczyć!
tsz


