
PIŁKA RĘCZNA. Rozgrywający PGE Stali Mielec, Rafał Gliński, o polskiej drużynie przez duże D i bogactwie szejków, któremu trudno się oprzeć.
Zaledwie rok temu Rafał Gliński walczył o wyjazd z kadrą na mistrzostwa Europy do Danii. Kontuzja pokrzyżowała plany, ale rozgrywający Stali zapowiada, że gdy otrzyma następną szansę, podejmie rękawicę.
– Podobały się panu mistrzostwa świata?
– Oczywiście! Najbardziej zakończenie, godne mistrzów. Czapki z głów przed Polakami, którzy zawsze podnosili się z kolan. A odrobienie strat w spotkaniu o trzecie miejsce i pokonanie obrońców tytułu Hiszpanów, to już bajka. Taka wisienka na torcie. Cieszmy się, bo jest z czego!
– Pogratulował pan kolegom z reprezentacji?
– Tuż po końcowym gwizdku „poszły” esemesy do Krzyśka Lijewskiego i Karola Bieleckiego. Grzecznie podziękowali, nie widziałem ich, ale czułem, że wciąż są w szoku (śmiech).
– Którego z Polaków umieściłby pan w „7” mundialu?
– Wybrano tam Bartka Jureckiego i ja się pod tym podpisuję. Dorzuciłbym jego brata Michała, który ciągnął biało-czerwonych. Ale powiedzmy to głośno: Polska była silna, bo stanowiła drużynę. Jeden organizm.
– Pan też dołączył do chóru krytyków Kataru?
– Bolało, że przegraliśmy w kontrowersyjnych okolicznościach. Gospodarze grali naprawdę dobrze, ale byli w naszym zasięgu i gdyby nie kilka gwizdków, może walczylibyśmy w wielkim finale z Francją? Budowa reprezentacji w katarskim stylu niespecjalnie mi się podoba, choć trzeba pamiętać, że nikt nie złamał przepisów o zmianie obywatelstwa. Oczekiwałbym jednak od światowej federacji, aby w tym względzie była bardziej restrykcyjna. Co do pieniędzy. Połowa Polski oburza się na zawodników, których skusiły petrodolary, ale nie będę nikogo oceniał, bo sam nie wiem, jakbym ustosunkował się do bajecznej propozycji szejków.
– Co ten brązowy medal oznacza dla piłki ręcznej w Polsce?
– Na pewno nie zaszkodzi (śmiech). Miejmy nadzieję, że od tego momentu nastąpi pompowanie balonu, aż do przyszłorocznych mistrzostw Europy w naszym kraju. Życzyłbym sobie, żeby jeszcze więcej osób zainteresowało się Ekstraligą i Ligą Mistrzów, gdzie mamy dwie mocne drużyny. Fajnie, jeśli teraz część dzieciaków będzie chciała zostać Sławkiem Szmalem, a nie Robertem Lewandowskim.
– Z Mielca widać jeszcze kadrę?
– Cóż, podobnie jak Damian Krzysztofik, chciałem być na miejscu chłopaków z reprezentacji. Nie zawsze jednak wychodzi. Dopóki człowiek ma zdrowie, wszystko jest OK. Nawet jeśli ominie go powołanie, można spojrzeć w lustro i powiedzieć sobie: zrobiłem, co w mojej mocy. Tak czy owak, jestem na każde zawołanie trenera Bieglera.
Rozmawiał Tomasz Szeliga


