
RZESZÓW. – Pani dyrektor dała nam do zrozumienia, że powinniśmy wprowadzić maksymalne oszczędności – mówi jeden z lekarzy.
Zadłużony na ok. 100 mln zł Kliniczny Szpital Wojewódzki nr 2 zaczyna wychodzić na prostą. – Szpital tylko za kwiecień wypracował 6 mln zysku. Udało się nam to osiągnąć bez zwolnień personelu, a nawet zmian dyżurowych wśród lekarzy, bo nie zgodziła się na to załoga, a jedynie dzięki wprowadzonym oszczędnościom i zmianach w zarządzaniu – mówi Justyna Lis, p.o. dyrektor placówki. Powstaje jednak pytanie, czy oszczędności nie wpłyną na samych pacjentów?
O jakie oszczędności i metody zarządzania chodzi? – Oszczędności polegają przede wszystkim na wprowadzeniu limitów zużycia materiałów i lepszym opisywaniu wykonanych procedur. Jeżeli chodzi zaś o system zarządzania, to wdrożyliśmy metodę just-in-time (w dosłownym tłumaczeniu: w samą porę, dokładnie na czas) – mówi Justyna Lis. Głównym celem tej metody jest zmniejszenie zapasów magazynowych do niezbędnego minimum, optymalizacja dostaw, a w konsekwencji – zmniejszenie kosztów. – Zmiana organizacji pracy pozwoliła zaś na lepsze wykorzystanie bloku operacyjnego, do minimum ograniczając przestoje – dodaje p.o. dyrektor szpitala Justyna Lis.
Oby oszczędności nie uderzyły w bezpieczeństwo pacjentów
Czy możliwe jest tak diametralne odwrócenie sytuacji finansowej lecznicy, niemalże z dnia na dzień? KSW nr 2 w Rzeszowie to największy szpital w regionie, który od dawna borykał się przecież z kłopotami finansowymi. Za wciąż rosnący dług placówki w marcu tego roku stanowisko dyrektora w szpitalu stracił Janusz Solarz. Całkowite zadłużenie lecznicy to obecnie ok. 100 mln zł, z czego 26 mln zł to dług wymagalny, którego termin spłaty już minął, a wierzyciele domagają się spłaty.
Czy zmiany wprowadzone przez zarząd lecznicy są odczuwalne przez personel albo pacjentów? – Pani dyrektor dała nam do zrozumienia, że powinniśmy wprowadzić maksymalne oszczędności. Zastosowaliśmy się, ograniczając trochę liczbę wykonywanych badań, oczywiście do granic zdrowego rozsądku, bo przecież w szpitalu mamy diagnozować i leczyć – mówi dr hab. n. med. prof. UR Bartosz Korczowski, kierownik Kliniki Gastroenterologii Dziecięcej w KSW nr 2 w Rzeszowie. – Dowiedzieliśmy się również, że przyjmujemy dwa razy więcej dzieci niż powinniśmy. NFZ płaci bowiem do wyznaczonego limitu. Gdybyśmy się do niego dostosowali, to w połowie roku powinniśmy zamknąć oddział dziecięcy. A przecież my przyjmujemy dzieci w większości „na ostro”, z odwodnieniami i biegunką. Dopiero co skończył się nam sezon infekcyjny RSV – wirusa wywołującego zapalenia płuc i oskrzeli. Mieliśmy dramatyczną ilość rotawirusów. Nie możemy więc ograniczyć przyjmowania dzieci. Udało się wypracować szpitalowi zysk 6 mln zł? Może. Na naszym oddziale może to być ok. 50 tys. zł – dodaje doktor Korczowski.
Mariusz Andres



10 Responses to "Szpital „na górce” wychodzi z finansowego dołka"